Archiwum

Posty oznaczone ‘parlament’

Wybory 2010

Czerwiec 24th, 2010 Mister Magister Brak komentarzy

W tych wyborach, na wzór poprzednich przed oddaniem głosu postanowiłem podejść do tematu metodycznie. Odrzucić mass medialne szaleństwo z orgią hipokryzji sączącą się ze spotów wyborczych na czele. Przeanalizowałem programy wyborcze, obejrzałem debaty. Ale nade wszystko uznałem za fakt, iż demokracja jest tylko fenomenem, istotą, wzorcem nie osiągalnym dla polskiego społeczeństwa. Zwłaszcza w Polskim systemie wyborczo parlamentarnym.

Okazjonalny i szczątkowy charakter polskiej demokracji, czyni ją tak nie udolną i niedoskonałą, iż uważanie jej za system demokratyczny to kpina ze słowa słów „władza ludu”. Czynników upośledzających demokrację jest wiele, głównym i wręcz sztandarowym jest okazjonalność. Przez to stężenie procentowe demokracji w Polsce wynosi zaledwie 0,05%. Czyli pięć setnych procenta! Przez to funkcja penalizacyjna społeczeństwa wywierana na rządzących jest znikoma.

Po drugie, demokracja ustępuje od wielu lat miejsca nowocześniejszemu systemowi, jakim jest medjokracja. Rozczłonkowane jednostki społeczne niespójne poglądowo można, a z punktu wiedzenia rządu trzeba, ukierunkować. Ba permanentna wolność poglądowa jednostek społecznych jest nie zdrowa dla narodu, jako całości. Znacznie więcej naród, jako całość jest wstanie zdziałać, jeśli społeczeństwo wyposaży się w klapki na oczy, takie same, jakie onegdaj montowało się koniom, by te szły prosto przed siebie. Historyczne dowody poprawności tej teorii to miedzy innymi, Piramidy Egipskie, Wielki Mur w Chinach, Program Apollo. Nie, nie powiem, że manipulacja ta na celu dobro narodu a jedynie dobro partii. Dobra te są, co prawda zbieżne, ale nie tożsame, a niestety w wielu okolicznościach staja w sprzeczności.

Kolejna manipulacja, będąca pochodną medialnej manipulacji, jest prezentacja sondaży przedwyborczych. Każdy, kto miał styczność ze statystyką, rachunkiem prawdopodobieństwa wie jak łatwo jest sie pomylić. Manipulacja poglądem społecznym przy pomocy sondaży jest w moim postrzeganiu jedną z najbardziej podłych technik. Żeruje ona na bardzo podstawowych i prymitywnych instynktach samozachowawczych jednostek. „Rób jak my, albo won ze stada”, „Siła stada w jego jedności”. Instynkty te głęboko zaszyte w podświadomości ludzkiej nakazują obserwować otoczenie i podporządkować się jego osądowi. Dotyczy sie to tak poglądów politycznych jak i religijnych.

Podłość manipulacji sondażowej osiągnął apogeum w ostatnich wyborach prezydenckich w USA. Sondaże przedstawiały walkę McCaina i Obamy, jako skrajnie wyrównaną, z różnica oscylująca na poziomie, 1% co jest poniżej błędu statystycznego. Samo prezentowanie takiego wyniku sondażowego zakrawa na bezczelność. Jak pokazała rzeczywistość 52.9% do 45.7% dla Obamy, przy czym obraz ten jest zafałszowany, gdyż głos decydujący mają elektorzy 365 do 173 czyli 67,5% do 32,5% czyli o 35pp więcej! To nie jest 1pp różnicy tylko 33pp!

Po trzecie demokracja nie jest świętym obrazem, nie jest doskonała, ma wielką wadę u swych fundamentów. Ludzie nie są równi. Społeczeństwo nie jest jednorodne, nie jesteśmy klonami, jesteśmy definiowani przez nasza odmienność. Jedni są silniejsi, inteligentniejsi, szybsi, bardziej przedsiębiorczy, bardziej zaradni. Inni są leniwi, upośledzeni intelektualnie, pozbawieni w zdolności współżycia społecznego z brakiem empatii na czele. Tak zagrała natura, uczyniła jednych debialmi a innych geniuszami, nie każdy będzie profesorem, nie każdy żulem z pod budki z piwem. Demokracja łamie to prawo naturalne dając każdej jednostce równy głos, to nie jest sprawiedliwe by głos wyborczy zarzyganego chlora z pod budki z piwem był tak samo ważny, jak głos profesora.

Dlatego, dogmatyzm i symbolika „DEMOKRACJI”, jako takiej „pięknej królewny” rozpychającej się łokciami wśród innych systemów rządów musi ustąpić politycznemu pragmatyzmowi. Jak wspomniałem wcześniej prezentacja poglądów i programu kandydatów lub partii może być stratą czasu. Już nie raz nie dwa, przekonywaliśmy się, iż taki program najlepiej nadaje sie do wycierania nim zadka, i to przez jego głosicieli. Ale cóż nam zostaje? To jest właśnie element zaufania społecznego, którym obdarzamy kandydatów i karzemy ich za ich pogwałcenie.

Wybory są jak symultaniczna partia szachów, na początku chcesz wygrać sam, ale w pewnych okolicznościach stwierdzasz iż twoje szanse są zerowe. W tedy robisz wszystko by pomóc tym którzy najbardziej zagrażają twojemu największemu rywalowi. Zgodnie z zasadą „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Do wyborów należy podjeść świadomie i taktycznie.

Moje zimne kalkulacje doprowadziły do dość zaskakującego rozstrzygnięcia. Jakim jest Janusz Ryszard Korwin-Mikke. I jak widać po wyniku pierwszej tury nie był to głos stracony. Mój głos nie miał znaczenia w rozstrzygalności pieszo-turowej. Ma natomiast większe znaczenie 1/ 416898  niż głos oddany na jednego z namaszczonych kandydatów odpowiednio:  1/ 6 981 319 oraz 1/6 128 255. (Zdaję sobie sprawę jak bardzo egoistycznie wygląda to porównanie.)

Zgodność poglądowa

Postrzegam JKM jako takiego Polskiego Rona Paula. Nigdy nie miąłem złudzeń, iż głos oddany na JKM uczyni go zwycięzcą lub przepchnie do drugiej tury. (Ale pomarzyć zawsze można, wyobraźcie sobie, co by się stało z Polską scena polityczną). Mój głos oddałem w na kandydata, którego poglądy są zbieżne z moimi. To, że jest postrzegany, jako oszołom, to jest problem przede wszystkim samego JKM. Jego nieumiejętność auto prezentacji, wykorzystywanie w dyskusji skomplikowanych metafor i trudnych słów przyprawia mu właśnie taka metkę. Ale cóż, to czyni go szczerym i bardziej wiarygodnym. Jego 4 miejsce w wyborach i pobicie Pawlaka jest dla mnie większym osiągnięciem niż sie spodziewałem. Jest klapsem dla PSL-u. Jest także sygnałem dla elit politycznych, iż czas manipulacji społeczeństwem za pomocą radia i telewizji niebawem dobiegnie końca.

Co dalej? Druga tura.

No… to mam problem. Będąc w tak skrajnej opozycji do Kaczyńskich w 2007 roku po doświadczeniach z ostatnich 3 lat nie zostaje mi nic innego jak:

  1. Nie głosować
  2. Głosować na Kaczyńskiego

W każdym przypadku, mam problem, w pierwszym to pozbawienie sie prawa wyborczego. Jeszcze nie jestem tak bardzo zdegustowany sceną polityczną by wyrzec sie swojego prawa. Co to, to nie! W drugim wypadku narażę się na ostracyzm, społeczny i metkę chwiejnego poglądowo.

Z ostracyzmem nauczyłem sobie radzić dzięki doświadczeniu z prezentowaniem poglądów anty religijnych, wyraźnie i bardzo precyzyjnie ujętych w pewnym sporze na FaceBooku dostępnym pod tym linkiem. Z resztą bardzo bogata dyskusja zapraszam do lektury. http://www.facebook.com. Co do chwiejności…

To nie ja pierwszy okazałem się być chwiejny poglądowo. Po czynach ich poznacie. Platforma Obywatelska przedstawiała się jako partia liberalna. O zdrowym poglądzie gospodarczym, czyli wg. Mnie z dala od Keinssa bliżej Austyjackiej Szkoły Ekonomicznej. Wystrzeganie się deficytu budżetowego, pilnowanie wydatków, powstrzymywanie się od zagrywek populistycznych. Tego spodziewałem się po partii której ponoć docelowym elektoratem byli wykształci uchy.

Rzeczywistość przynosi rozczarowanie. Projekt cenzury Internetu już san jeden, skreślił dla mnie PO ze sceny politycznej. Wolność słowa jest dla mnie wartością fundamentalną, jest świętością.

Po drugie jako ekonomista, muszę brać pod uwagę elementy kwantyfikowalnej jakości rządu, akie które da się zmierzyć i policzyć. Oto jeden z nich:

Polski deficyt budżetowy w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w ujęciu względnym w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w ujęciu względnym w latach 1991-2010 z premierami

Wykres nie kłamie, wysokie słupki, rządy lewicowe, szastanie kasą rozpusta zadłużanie państwa a przez to przyszłych jeszcze nienarodzonych pokoleń. W skali bez względnej PO jest bardziej socjalistyczne iż SLD. Gdzie się podział cały liberalizm? Zostały tylko puste obietnice bez pokrycia.

Skoro zarysowałem już przyczyny swojej decyzji, została jeszcze jeden argument…

,,Władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie”
John Emerichn Acton

Kaczyński, może być jedynym postronkiem który utrzyma komunistów o krok od zdobycia całkowitej władzy.

Spotkanie u Premiera – Epilog

Na spotkanie udaliśmy się po małej naradzie w kawiarni w centrum Warszawy. Maciek omówił kwestie techniczne, zorientowaliśmy się co i jak. Około 13 pojechaliśmy taksówkami do kancelarii premiera. Taksówkarz na do widzenia powiedział byśmy twardo walczyli o „nasze”.  Do kancelarii przybyliśmy z 45 minutowym wyprzedzeniem oczekując na premiera, który spóźnił się 15 minut, przywitał się ze wszystkimi i zasiadł do stołu. Najpierw przedstawił swoją wizje, potem głos zabrali przedstawiciele organizacji pozarządowych.

Ja cierpliwie czekałem i słuchałem, zakładałem iż ktoś użyje moich argumentów przede mną i nie będę musiał się odzywać co było nie lada stresem. To było dla mnie pierwsze takie spotkanie, pomimo iż pracuje ponad rok w administracji państwowej. Poprosiłem o głos gdy Premier po półtory godzinie debaty, wspominał że nierozumnie naszych argumentów i widzi w nich sprzeczność. I czemu jesteśmy przekonani że to nie będzie działać jak ustawa jego rządu jest tworzona przez ekspertów.

Nikt przede mną nie przytaczał argumentów historycznych. Postanowiłem nawiązać właśnie do przykładu Australii. O namacalnym  przykładzie, który działa całkowicie odwrotnie do założeń. W swojej wypowiedzi użyłem jednego trudnego słowa, „proxy„. Jeden z komentatorów zarzucił mi iż jest to za trudne dla Premiera i bez sensowne. Uważam iż po to premier zabrał ze sobą doradców by Ci znali się na rzeczy. I wybaczcie,  jeśli premier zechce się dowiedzieć co to proxy to się zapyta swoich ekspertów, jeśli oni nie wiedza co to takiego, to proponuję zmienić ekspertów. Jeśli nie to  argument Marcina Osmana – o tym, iż ustawę piszą osoby „nie przesiąknięte” (czytaj niekompetentne)  staje się w 100% słuszny.

Premier był na spotkaniu prawie o godzinę dłużej niż pierwotnie planowano. Potem musiał nas opuścić, lecz wcześniej obiecał iż prace nad ustawą anty (hahaha)hazardową ruszą dalej bez kontrowersyjnych dla nas przepisów. Nie wiem czy to taktyka przybrana przed spotkaniem, czy wynik naszej argumentacji. Czy wybieg taktyczny mający za zadanie wziąć nas na przeczekanie – jeśli tak to premier jest w błędzie – nie zapomnimy.

Podsumowując, jestem zadowolony z przebiegu i wyniku spotkania. Premier dał nam to co mógł, nie za wiele – nie za mało. Jest politykiem i działa jak polityk, sonduje społeczeństwo, bada gdzie się ugnie a gdzie stanie murem. Wygraliśmy jedną bitwę, to od nas zależy czy wygramy wojnę o wolność słowa.

P.S.

Musze także wspomnieć o fenomenalnym pomyśle stworzenia portalu internetowego do prowadzenia konsultacji społecznych. Było by to coś na podobieństwo forum dyskusyjnego. Jeśli to się ziści to demokracja osiągnie nowy poziom rozwoju. Słowo demokracja bezpośrednia nabiera nowego znaczenia. Marzy mi się jeszcze tylko by każdy obywatel po 18 roku życia, miał w dowodzie osobistym klucz z certyfikatem kwalifikowanym i przy jego pomocy mógł brać udział bezpośrednio w głosowaniu. Do sejmu wybierano by 1 posła na 100000 obywateli. Wiec nie 460 tylko 382 posłów zasiadało by sejmie, a głosy obywateli w każdym, nawet  najmniejszym glosowaniu miał by odpowiednią wagę i liczył by się w głosowaniu.

Gratuluje Maćkowi Budzichowi za kawał dobrej roboty!

Spotkanie u premiera Donaldla Tuska

Gdy jakiś czas temu pisałem bardzo ekspresyjny wpis o planach premiera, w najśmielszych snach nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Jutro jadę do Warszawy na spotkanie z premierem na debatę Zapytaj Premiera. Ten wpis jest o tym jak doszło do tego spotkania, jak rozwinął się temat cenzury i dlaczego, według premiera, stoję po niewłaściwej stronie barykady. Mam nadzieję, iż wpis ten będzie  wprowadzeniem do tematu dla wszystkich tych którzy nie zdążyli się z nim zapoznać.

Projekt ustawy (update: to już nieaktualna wersja)

Art. 179a. 1. Prezes UKE prowadzi Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Rejestr jest prowadzony w systemie informatycznym.

2. Prezes UKE, na żądanie podmiotu uprawnionego lub Służby Celnej, dokonuje niezwłocznie wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych danych pozwalających na identyfikację lokalizacji strony internetowej lub usługi zawierających:

1) treści propagujące faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa;

2) treści pornograficzne z udziałem małoletniego, treści pornograficzne związane z prezentowaniem przemocy lub posługiwaniem się zwierzęciem, treści pornograficzne zawierające wytworzony lub przetworzony wizerunek małoletniego uczestniczącego w czynności seksualnej;

3) treści, których prezentowanie umożliwia podstępne wprowadzenie w błąd, w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, poprzez wyłudzenie informacji mogących służyć do dokonania operacji finansowych bez zgody dysponenta środków finansowych;

4) treści stanowiące niedozwoloną reklamę lub promocję albo informowanie o sponsorowaniu w rozumieniu ustawy z dnia o grach hazardowych (Dz. U. Nr poz. ) lub umożliwiające urządzanie gier hazardowych bez udzielonego zezwolenia lub uczestniczenie w tych grach.

3. Przedsiębiorca telekomunikacyjny świadczący usługi dostępu do Internetu, jest zobowiązany do niezwłocznego blokowania dostępu do stron internetowych lub usług wpisanych do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych.

4. Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych jest jawny.

5. Podmiot, którego strona internetowa została objęta wpisem do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, lub który udostępnia usługi objęte takim wpisem, może wystąpić do Prezesa UKE z wnioskiem o wykreślenie z Rejestru danych dotyczących tej strony internetowej lub usługi. Do wniosku dołącza się dokument potwierdzający tytuł prawny do posiadanej strony internetowej lub oświadczenie o świadczeniu usługi.

6. Prezes UKE niezwłocznie przekazuje wniosek, o którym mowa w ust. 5, organowi, na którego żądanie dokonano wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych.

7. W przypadku uwzględnienia wniosku, o którym mowa w ust. 5, organ, na którego żądanie dokonano wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, przekazuje Prezesowi UKE informację o cofnięciu żądania. Prezes UKE niezwłocznie wykreśla wpis z Rejestru.

8. Organ, na którego żądanie dokonano wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, odmawia cofnięcia żądania, w drodze decyzji, w przypadku gdy nie ustały przesłanki, o których mowa w ust. 2.

9. Prezes Rady Ministrów określi, w drodze rozporządzenia, wzór żądania dokonania wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych oraz sposób prowadzenia Rejestru, uwzględniając w szczególności przedstawienie w żądaniu i Rejestrze danych niezbędnych do wykonania obowiązku blokowania dostępu do stron internetowych lub usług i zapewnienie przejrzystości i dostępności Rejestru.

Sprzeciw społeczny

Prace rządu były bacznie obserwowane, wielkie zasługi należą się Piotrowi Waglowskiemu, redaktorowi portalu www.vagla.pl. W wielu artykułach na swoim blogu poruszał temat nowo tworzonej ustawy. Wiele z nich wypływało na fali wykopowych znalezisk i zwróciło uwagę na urągające przyzwoitości metody tworzenia prawa. Poczynając do tego iż to ministerstwo finansów zgłosiło pomysł cenzury , próbując dokleić  go do walki z „twardym” hazardem (ten w lotto jest miękki). Poprzez brak transparentności procesu legislacyjnego, brak dostępu do szkiców ustawy, po kolejność w jakiej tworzy się treść ustawy – najpierw ustawa potem uzasadnienie. Niepokojące jest jak bardzo jedno ministerstwo, ingeruje w fundamenty działania innego.

Do pierwotnych konsultacji społecznych nie zaproszono praktycznie żadnej organizacji zainteresowanej tematem, a tym bardziej tych krytycznie nastawionych do projektu. Dopiero po liście do premiera  podpisanym przez Marka Hołyńskiego (PTI), Wacława Iszkowskiego (PIIT) i Jarosława Lipszyca (Fundacja Nowoczesna Polska), oraz  lście podpisanym przez  Fundacja Nowoczesna Polska, Internet Society Poland, Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich, Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego, Fundacja Panoptykon, Związek Pracodawców Branży Internetowej, Stowarzyszenie Wikimedia Polska, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja Projekt Polska, Instytut Prawa i Społeczeństwa. A także wielu internetowych projektach zbierania podpisów, których liczba przekroczyła 70 000, kancelaria premia uległa i łaskawie zauważyła problem.

W odpowiedzi 26 stycznia 2010 roku premier wystosował list do internautów, oto jego treść:

Moi Drodzy! Fakt, że tak wielu z Was zdecydowało się zabrać głos w sprawie ustawy wprowadzającej rejestr stron niedozwolonych to znak, że trzeba się spotkać i porozmawiać na ten temat.

Uważnie śledzę Wasze opinie, komentarze, pytania i wątpliwości. Zdecydowałem, że jeszcze raz przyjrzę się projektowanej ustawie. Intencją mojego rządu jest zapobieganie wykorzystywania Internetu do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, oszustw finansowych czy nielegalnych gier hazardowych, a nie ograniczanie wolności w sieci. Spróbujmy to razem pogodzić. W związku z tym zapraszam Was do debaty, która odbędzie się w przyszłym tygodniu.

Donald Tusk

Debata

O prowadzenie debaty kancelaria poprosiła Macieja Budzicha – blogera prowadzącego portal www.mediafun.pl. W pierwszej chwili pomyślałem sobie ot wybrali… Chyba kancelaria premiera wpisała w Google hasło „bloger” i już na 3 pozycji znaleźli odpowiedniego kandydata.  Jednak to  tylko mylne pierwsze wrażenie, okazało się iż prace nad spotkaniem trwały już od grudnia ubiegłego roku. Wtedy kancelaria premiera miała zorganizować spotkanie z blogerami. Pod presją czasu i okoliczności przerodziło się w „Zapytaj Premiera”. Oczywiście znaleźli się malkontenci którym ten wybór przeszkadzał. Ja jednak postanowiłem zaryzykować i wysłałem zgłoszenie, w zasadzie nie spodziewając się żadnej odpowiedzi.  Pytania jakie przesłałem były mniej więcej  następujące:

  1. Czy ustawodawca tworzący paragraf 179a wzorował się na rozwiązaniach z innych krajów, a jeśli tak to jakich?
  2. Słowem wstępu, uważamy iż proponowane zapisy będą niewydolne i nieskuteczne. Jesteśmy przekonani iż Pan także wie, że przepisy tej ustawy będą niezwykle kosztowne dla społeczeństwa i jednocześnie bezużyteczne w walce z pornografią i hazardem. Pytam wiec po co tworzyć taką ustawę? Po co marnować pieniądze podatników? I co najważniejsze poco tworzyć precedens prawny rodem z minionego ustroju politycznego.
  3. Czy po wprowadzeniu przepisów o blokowaniu „Stron zakazanych” przywróci pan „Spis ksiąg zakazanych”?
  4. Czy wie Pan jakie konsekwencje przyniosły próby wprowadzenia cenzury w Australii?
  5. Czy w przyszłych wyborach będzie Pan liczył na przychylność internautów na wzór akcji „zabierz babci dowód”?

Kwestie techniczne

Aby zrozumieć komplikacje związane z filtracją internetu trzeba wrócić do jego początków. Internet po akademickiej fazie rozwoju miał fazę rozwoju militarnego. Według założeń armii USA, internet miał być tak skonstruowany by zniszczenie kilku węzłów sieci nie spowodował o jej rozpadu.

Komunikacja w internecie odbywa się przy pomocy protokółu IP4 oraz nowego, wprowadzanego do praktycznego użycia od premiery Windows Vista protokół IPv6. Protokół ten to zbiór instrukcji jak pewnie dostarczyć informacje z punktu A do punktu B. Zadaniem protokołu jest odnalezienie optymalnej ścieżki połączeń by minimalizować opóźnienie w przekazywaniu informacji. Jeżeli z jakieś przyczyny jeden węzeł zawiedzie informacja zostanie przekierowana innym połączeniem.

Filtrować informacje można na kilka sposobów, które w zależności od głębokości ingerencji w strumień danych, w różny sposób wpływają na spowolnienie jej pracy. Najprostszym technicznie sposobem jest filtrowanie poprzez zablokowanie adresów IP serwerów na których hostowana  jest zakazana treść. Problem w tym iż wiele firm hostingowych utrzymuje kilka, kilkanaście a zdarza się iż tysiące stron na jednym adresie IP. Wycięcie takiego adresu skutkowało by zablokowaniem innych niewinnych stron, co mogło by narazić skarb państwa na procesy i odszkodowania.

Durgą metodą jest blokowanie domen, na serwerach DNS. Serwery te zamieniają adres wpisany przez internautę np. www.mrmgr.pl i zamienia go na adres IP 79.96.68.167, a to wszystko dla naszej wygody. Najpopularniejszym serwerem DNS w Polsce jest 194.204.152.34 oraz  194.204.159.1, z mojego doświadczenia korzysta z tych serwerów większość Polaków. Nie są to jedyne serwery, ostatnio firma Google udostępniła własny rozproszony serwer DNS o adresie 8.8.8.8 oraz 8.8.4.4 (cyfra 8 jest uważana za szczęśliwą w kulturze azjatyckiej), jest także serwer OPENDNS 208.67.222.222 oraz 208.67.220.220 i cała niezliczona masa innych serwerów DNS.

Trzecią metodą (wykorzystaną przez rząd Australii) jest blokowanie po adresach URL. Jest to najbardziej dokładna metoda gdyż pozwala na eliminacje pojedynczych plików. Wpływa jednak na wydolność sieci gdyż każde zapytanie musi zostać odfiltrowane. Im dłuższa lista zakazanych adresów tym większe obciążenie będzie ona powodować.

Czwarta metoda, najbardziej zaawansowana, polega na wykorzystaniu technologii DPI, więcej tu.

Skutki uboczne

W tej sprawie można odwołać się do przykładu Australii, doszło tam do wycieku tajnej listy stron zakazanych. Owa lista składała się z URL’i a nie adresów IP czy nazw domenowych. Na liście tej znajdowały się linki do pojedynczych plików serwisu www.rapidshare.com, oraz ponad 1500 innych adresów. Co w ciągu kilku godzin uczyniło listę łakomym kąskiem dla ciekawskich i jednocześnie całkowicie bezwartościową dla rządu. Publikacja tej listy odbiła się na Niemieckiej www.wikileaks.com, której na kilka dni zablokowano domenę. Chcę zwrócić uwagę na fakt iż, Polska wersja tej ustawy nie zakłada tajności tej listy (Aktualizacja – nie zakładała w jednej z pierwszych wersji ustawy). A nawet gdyby, to w Polsce funkcjonuje taka masa ISP,  że na pewno ktoś by złamał tajemnicę.

Dlaczego jestem przeciw

Wychodzę z założenia, iż prawo ma być dobre dla społeczeństwa jako ogółu, nawet jeśli chroni jednostki lub małe grupy społeczne, nie może godzić w dobro większej społeczności. Jeśli zdamy sobie sprawę z niepodważalnego faktu o nieskuteczności tych metod, to dojdziemy do wniosku iż, walka z pornografia i hazardem jest zaledwie przykrywką, i nie jest prawdziwym powodem wprowadzenia tej że ustawy. System ten może jednak zacząć działać kiedy wszystkie kraje na całym świecie go wprowadzą. W tedy jednak przepływ informacji w społeczeństwie będzie wypaczony do granic absurdu. Świat jaki opisywał Orwell w swojej powieści 1984 stanie się rzeczywistością. Koszmarem na jawie, żałosnym skowytem historii.

Drugie dno

Kilku komentatorów zwraca uwagę na prawdopodobne drugie dno cenzorskich zapędów rządu. I nie są nimi post totalitarne pobudki polityczne lecz zwykła żądza kasy. ACTA ob o nim mowa jest miedzy narodowym porozumieniem ustalanym na TAJNYCH obradach. Pojedyncze przecieki mrożą krew w żyłach. Anti-Counterfeiting Trade Agreement (ACTA) – projektowane międzynarodowe porozumienie dotyczące walki z naruszeniami własności intelektualnej.

Epilog

Epilog

Źródła:

www.vagla.pl
www.wikileaks.com
www.kprm.gov.pl
www.pcworld.pl
www.zapytajpremiera.mediafun.pl

Irlandzkie referendum w sprawie Konstytucji Europejskiej

Październik 1st, 2009 Mister Magister Brak komentarzy

[Wpis nie cenzurowany, muszę odreagować]

Flaga EU NO

Flaga EU NO

Po pierwsze, nie pomyliłem się w tytule. Traktat Lizboński to nic innego jak przerobiona wersja odrzuconej Konstytucji Europejskiej. Widocznie poczucie narodowości europejskiej było zbyt słabe by przyćmić ciemne strony Konstytucji Europejskiej (dalej KE, lub TL) i została odrzucona w referendum we Francji i Holandii.

Próba przyjęcia tego samego dokumentu pod inna nazwą skłoniła mnie do zmiany zdania na jej temat. Podczas gdyby  dano wybór ludowi, by to on, jako suweren władzy, podjął jedną z najważniejszych decyzji w Europie  byłbym skłonny zagłosować na TAK. Ale gdy widzę że rządy  próbując na siłę przyjąć KE panikują i odbierają obywatelom ich prawo do wyboru, jestem na NIE. Bo podskórnię czuję, ze jest tam smród, dlatego przeczytałem KE… i tym bardziej jestem na NIE.

Po wyniku referendum irlandzkiego, Europejskie elity władzy znalazły się w dupie. A każąc Irlandii głosować ponownie nad tym co już raz odrzucili weszli do dupy jeszcze głębiej. To w tedy ostatecznie zdecydowałem ze przegięli pałę. Było powiedziane, że traktat przyjmowany jest jednogłośnie przez wszystkie państwa! Nie demokratycznie lecz jednogłośnie, takie były zasady! Nie ma to znaczenia, że ludność Irlandii to zaledwie 0,62% ludności europy. Zasady były jasne! Traktat upadł w chwili gdy Irlandczycy powiedzieli NIE.

Nakaz ponownego glosowania był niczym innym jak złamaniem jednej z najświętszych zasad demokracji, NIE znaczy NIE. Był także przykładem , że nie wolno tez ufać intencjom rządzącym EU. Polskie media przedstawiały ich jako tych lepszych niż naszych. Jako mądrych i światłych, no i znających angielski. A tu okazuje się, że są zdolni do złamania własnej obietnicy danej nie 4 milinom Irlandczyków ale całej 712 milionowej Europie.

Skoro KE ma prymat nad prawodawstwem narodowym, nawet nad konstytucją, konstytucją która była zatwierdzana z woli narodu w referendum, to jakim kurwa prawem rząd decyduje się przyjąć przepis ją przewyższający, za pomocą głosowania w parlamencie? Zrobili jakieś pojebane referendum w sprawie drogi na zadupiu Polski a w sprawie traktatu który decyduje o losie i kształcie Europy na dekady nie? Gdzie tu sens? Gdzie prawo? Gdzie demokracja?

Jak słyszę sarkiego czy innego bękarta Francji mówiącego, że Irlandia postąpiła źle i niedemokratycznie, robi mi się nie dobrze. Kłamstwo powtarzane jak mantra staje się prawdą – mówił Joseph Goebbels i kurwa miał rację!

Jutro głosowanie w Irlandii, http://pl.wikipedia.org/wiki/Referendum_w_Irlandii_w_2009_roku. Naciski na Irlandię były ogromne, nie tylko polityczne ale i ekonomiczne. Część z Irlandczyków ma już tego dość, część będzie walczyć do końca.  Bardzo bym chciał by znowu wyszło NIE, to było by jak kop w ryj zakłamanym władzom europy. Ale o takim wyniku można tylko pomarzyć. Nie zdziwiła by mnie nawet próba zafałszowania wyborów gdyby nie pokorny naród znowu powiedział NIE.

Joseph Goebbels

Społeczno ekonomicze skutki piractwa komputerowego.

Wrzesień 17th, 2009 Mister Magister 3 comments

Piractwo przeciwdziała globalnemu ociepleniu

Piractwo przeciwdziała globalnemu ociepleniu

Trwająca nagonka procesowo-legislacyjna, proces The Pirate Bay, potem wprowadzenie prawa BREIN w Szwecji, ostatnio przepchnięta ustawa HADOPI we Francji, oraz próba aplikacji prawa USA na terytorium Włoch, skłoniła mnie do zastanowienia nad istotą i wpływem piractwa komputerowego na społeczeństwo od strony ekonomicznej.

Czy piractwo komputerowe jest kradzieżą?

Zacznijmy od definicji prawnej „kradzieży”.

Kradzież (art. 278 kk) to zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia. Pod pojęciem zaboru rozumie się fizyczne wyjęcie rzeczy spod władztwa właściciela. Dotyczy to również przedmiotu pozostawionego przez niego w znanym mu miejscu w zamiarze późniejszego jej zabrania. Wymóg dokonania zaboru oznacza, że nie jest możliwa kradzież rzeczy znalezionej przez sprawcę lub jemu powierzonej…

Którą należy uzupełnić o definicję „rzeczy”.

Rzecz w sensie prawnym i ekonomicznym to przedmiot materialny (obiekt przyrody w stanie pierwotnym lub przetworzonym) na tyle wyodrębniony, że może stanowić dobro samoistne w stosunkach społeczno-gospodarczych (w obrocie)…

Więc według prawa, program czy plik komputerowy nie jest rzeczą. W odróżnieniu od nośnika na którym owy program, plik jest zapisany. Na podstawie definicji KK nie możemy uznać tożsamości piractwa i kradzieży.

Nawet pomijając aspekt prawny zrównywanie piractwa z kradzieżą jest w moim mniemaniu nadużyciem. To tak jak by zrównywać w odpowiedzialności sprawce kradzieży pysznego krwistego steku i sprawce kradzieży przepisu na ów stek. Owszem jest coś takiego jak kradzież pomysłu można, wpaść na ten sam pomysł niezależnie. To ze ktoś wpadnie na ten sam przepis nie czyni z niego złodzieja, ale jak ukradnie mi zeszyt z notatkami już tak. A co jeśli przepisze tylko tekst z przepisem? Czy to kradzież czy nie? Zabrał ale nie pozbawił. Nie przystaje to do pierwotnej definicji, piractwo nie przystaje do pierwotnej definicji kradzieży.

Piractwo to nie kradzież to piractwo

Piractwo to nie kradzież to piractwo

Piractwo jest określeniem i formą samą w sobie. Oderwaną pochodną kradzieży. Jest to nowa forma działania z nieodpowiednią nazwą, wywiedzioną jak sądzę z piractwa morskiego polegającego na kradzieży dóbr fizycznych.

Każdy z następujących czynów stanowi piractwo:

  1. wszelki bezprawny akt gwałtu, zatrzymania lub grabieży popełniony dla celów osobistych przez załogę lub pasażerów prywatnego statku lub samolotu i wymierzony:
    • na morzu pełnym przeciwko innemu statkowi morskiemu lub powietrznemu albo przeciwko osobom lub mieniu na pokładzie takiego statku morskiego lub powietrznego,
    • przeciwko statkowi morskiemu lub powietrznemu, osobom lub mieniu w miejscu niepodlegającym jurysdykcji żadnego państwa;
  2. wszelki akt dobrowolnego udziału w korzystaniu ze statku morskiego lub powietrznego, jeżeli jego sprawca wiedział o okolicznościach nadających takiemu statkowi charakter pirackiego statku morskiego lub powietrznego;
  3. wszelki akt podżegania do popełnienia czynów określonych w punktach (1) i (2) lub wszelki akt celowego ułatwiania popełnienia takich czynów.
Magiczna efektywność

W czasach genezy tego prawa tworzenie czegoś z niczego było zarezerwowane tylko dla magików i alchemików. Dziś stworzyć Windows-a z innego Windows-a może każdy, a prawie każdy z nas ma w domu magiczną różdżkę (komputer) za pomocą której może stworzyć coś (program) z niczego (no dobra z sekwencji polaryzacji magnetycznych) kopię programu. A efektywność mierzona stosunkiem wysiłku włożonego w osiągnięcie celu do rezultatu graniczy z magią. Dla części naszych rodziców na pewno a dla naszych babć i dziadków to czarna magia w czystej postaci. Ta ”magiczna” efektywność jest podstawą każdej firmy programistycznej, muzycznej czy medialnej.

Niegodziwość piratów

Pan Jan poszedł kupić komputer po czym idzie do Wacka i dostaje od niego płytę z systemem operacyjnym Windows Vista Ultimate którego wartość wynosi 1100 zł ale kosztuje Jana 0 zł. Czy Jan ukradł firmie Microsoft 1100 zł?

Pani Janina poszła do sklepu kupić komputer po czym idzie do Wacka i dostaje od płytę z systemem operacyjnym Ubuntu którego wartość wynosi nomen omen tyle ile na siebie zapracuje ale kosztuje Janinę 0 zł. Czy Janina ukradła firmie Microsoft 1100 zł?

Tu pojawia się pojęcie Koszt alternatywny – w wielu podręcznikach z zakresu ekonomii jest również definiowany jako koszt potencjalnie utraconych możliwości (lub jako koszt utraconych korzyści). Można to tłumaczyć w następujący sposób: Załóżmy, że otwieramy przedsiębiorstwo. Naszym głównym celem jest osiąganie jak najwyższych obrotów, ale może się zdarzyć sytuacja, w której nasze przedsiębiorstwo nie zarobi nic – właśnie wtedy tracimy potencjalny zysk, jaki moglibyśmy zarobić, gdybyśmy zatrudnili się u innego przedsiębiorcy i to właśnie jest koszt alternatywny.

Inaczej mówiąc, koszt alternatywny jest to wartość najlepszej z możliwych korzyści utraconej w wyniku dokonanego wyboru. Zatem koszt alternatywny:

  • jest zawsze ponoszony przez osobę podejmującą decyzję,
  • jest określony w chwili dokonywania wyboru,
  • ma charakter subiektywny.

Kosztem alternatywnym jest w tym wypadku koszt zatrudnienia i opłacenia setek programistów i tysięcy godzin ich pracy. W obu przypadkach dochodzi do zmarnowania tego wydatku. W pierwszym przypadku pan Jan korzysta nie odpłatnie z wysiłku programistów MS, nie ulega wątpliwości nie moralność zachowania pana Jana. W drugim przypadku pani Janina korzysta nieodpłatnie z efektów pracy innej grupy programistów i nie kupuje produktu MS.

Plakat ant piracki

Plakat ant piracki

Oboje osiągnęli korzyść, co ciekawe z punktu widzenia skarbówki pani Janina także powinna zapłacić podatek od przychodu. Swego czasu wychodziły na jaw próby opodatkowania korzyści z wykorzystania OpenOffice i próba oszacowania należności podatkowej na podstawie ceny… Microsoft Office.

Wpływ firm

Firma podejmując decyzję o wyborze niszy rynkowej musi być świadoma, choć by z analizy SWOT, zagrożeń płynących z otoczenia danej formy działalności. Firmy górnicze muszą brać pod uwagę prawdopodobieństwo występowania trzęsień ziemi, przewoźnicy muszą brać pod uwagę ceny paliw, a firmy programistyczne muszą brać pod uwagę piractwo. I biorą je świadomie. Jest to biznes który nagina jedna z fundamentalnych zasad ekonomi! Zasadę ograniczoności zasobów. Za to naginanie wolny rynek każe takie firmy piractwem równoważąc strony rynku. Czym jest ta ograniczoność (rzadkość) zasobów?

Rzadkość – jedno z podstawowych pojęć ekonomii, określające ograniczoną ilość zasobów w stosunku do nieograniczonych potrzeb.

Rozbieżność pomiędzy nieograniczonymi potrzebami a ograniczonymi zasobami, służącymi ich zaspokajaniu powoduje, że nie wszystkie potrzeby będą mogły być zaspokojone jednocześnie. Potrzeby pozostają względem siebie w stosunku konkurencyjnym – zaspokojenie jednej oznacza konieczność rezygnacji z zaspokojenia określonej części pozostałych potrzeb. Tym samym rzadkość zmusza do racjonalnego gospodarowania dostępnymi zasobami celem zaspokojenia konkurencyjnych potrzeb.

Pojęcie rzadkości stanowi kryterium podziału na dobra rzadkie i dobra wolne. W tym sensie dobra wolne to takie dobra, które występują w nieograniczonych ilościach. Takie dobra jak powietrze lub woda były uważane za dobra wolne, obecnie dominuje pogląd, że wszystkie dobra są rzadkie.”

Na podstawie powyższego można stworzyć nową definicje piractwa komputerowego.

Piractwo – to przenoszenie programów nie darmowych będących dobrami rzadkimi do grupy dóbr wolnych – darmowych- co powoduje zmniejszenie przychodu twórcy.

Niegodziwość twórców

System karny i ustalona cena wymusza na konsumentach zakup droższego produktu który mógł by być tańszy gdyby istniała realna konkurencja. Jednak dla Windows’a konkurencja nie istnieje. Jest to skutkiem patentowania oprogramowania w stanach, które na mocy prawa tworzy monopol i godzi w interesy jednostek i społeczeństwa. Linuks nie ma wystarczającego efektu sieciowego by zagrozić pozycji tego systemu operacyjnego. To także nie godziwe wykorzystanie aparatu państwowego do promowani jednego słusznego systemu. Zwłaszcza iż w szkołach podstawowych nie uświadczysz zajęć na innym systemie niż Windows.  Cały program MSDNAA jest jednym flagowym przykładem gdzie koegzystencja uczelni i firmy Microsoft daje największe owoce. Ja korzystam z tego owocu do dziś. Każdy kto zakończy studia nie musi kasować zainstalowanego Windows’a, a jeśli zachowa plik rejestracyjny może reinstalować go dowolna ilość razy i nikt nie będzie w stanie zakwestionować legalności kopi.

Monopol koncernów – zanim przejdę dalej trzeba oddać odrobinę sprawiedliwości iż monopole dzielimy oficjalnie na 3 kategorie:

  • naturalne wynikłe ze struktury kosztowo dochodowej (mały dochód wielkie nakłady początkowe) np. infrastruktura drogowo kolejowa,
  • na monopole rynkowe gdzie jedna firma zyskuje ogromną przewagę nad pozostałymi konkurentami w wyniku różnorodnych czynników np. lepszej organizacji.
  • 3 grupa monopoli najgorsza ze wszystkich, to monopole państwowe tworzone przez państwo na jego potrzeby. Zazwyczaj są to branże  o niskim nakładzie o ogromnych zyskach np. przemysł tytoniowy, telewizyjny, alkoholowy, zbrojeniowy, czy narkotykowy (ups. Napisałem narkotykowy chciałem napisać farmaceutyczny).

Co by się stało gdyby istniała firma robiąca coś z niczego a wszyscy ludzie na świecie potrzebowali tego czegoś i nie mogli by tego mieć w żaden inny sposób jak kupując u jedynego producenta? Proste była by to najbogatsza firma świata ups… to zupełnie jak Microsoft. Jeśli są wstanie być tak wysoko oznacza to ni mniej ni więcej nieskuteczność piractwa w obalaniu ich bogactwa.

Lobbing koncernów medialnych, wytwórni muzycznych, producentów oprogramowania – zwłaszcza korporacji pokroju Microsoft, Corell, Adobe, Sisco i im podobnych. Ich wysiłki i naciski na tworzących prawo maja za środek do celu wykorzystanie aparatu państwowego do wymuszenia na niepokornych piratach posłuszeństwa. Skutkiem tych wysiłków są właśnie przepisy HADOPI, BRAIN, czy proce TPB.

Piractwo a cena

Firma która ma określone zasoby kadry programistów i pieniędzy tworzy program który powiela i może to robić bez kosztowo. Gdyby MS dystrybuowało masowo Windows-y przy pomocy P2P mogli by je sprzedawać po 100 lub mniej złotych. A nie po 1100 zł. A mimo to wykorzystują swoją monopolistyczną pozycję i narzucają cenę oraz ograniczają podaż co jest sprzeczne z zasadą wolnego rynku. Wolny rynek zawsze znajdzie rozwiązanie takiego problemu – w tym wypadku piractwo.

Anty piracki plakat

Anty piracki plakat

Taki model biznesowy wynika z optymalizacji wielkości produkcji. Zwiększania produkcji i zmniejszania kosztów jednostkowych nie można ciągnąć w nieskończoność. Istnieje optymalna wielkość produkcji, która jest wypadkową wielu czynników takich jak cena, koszty stałe, popyt prognozowany i wie innych czynników. Kalkulacja ta nie kieruje się minimalizacja ceny w celu zachęcenia większej liczby klientów gdyż nie jest to jednoznaczne z maksymalizacją zysku. W wielu branżach opłaca się produkować mniej i sprzedawać drożej gdyż zwiększa to przychód jednostkowy. Jeśli M$ ustaliło cenę Windows Vista Ultimate na 1100zł to jest to wynikiem zimnej kalkulacji mającej na celu maksymalizacje zysku. Koszt lobbingu i promowania kampanii anty pirackich stanowi jego część.

Choć walka z piractwem jest wliczona w ceny wielu produktów nie tylko programów ale, miedzy innymi kser i nagrywarek, to piractwo sam o w sobie nie zostanie zniszczona przy pomocy bata, i firmy są świadome nie doskonałości i nieefektywności metod państwowych. Obniżenie kosztów oprogramowania jest jednym z wyników działalności piratów. Korzyścią dla społeczeństwa z piractwa jest obniżenie cen legalnych programów, muzyki i filmów. Kosztem są rosnące represje prawne.

Podziemny rynek dystrybucji jest manifestacją nie godzenia się części użytkowników z ceną sytemu, płyt i filmów. Część ściąganych rzeczy jest po prostu nie osiągalne w inny sposób. I tak codziennie do The Pirate Bay łączy się około 15 milionów Janosików i Robin Hood’ów. Gdy jeden człowiek robi coś w brew prawu trzeba go zmienić, jeśli 15 milionów ludzi dziennie robi coś w brew prawu to trzeba zmieniać prawo.

Źródła:

http://prawo.vagla.pl/node/8240
http://dearkitty.blogsome.com/2009/01/
http://lex.jasinski.pl/?p=48
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rzecz_%28prawo%29

Jak karać państwo?

Sierpień 4th, 2009 Mister Magister Brak komentarzy

Sejm

Sejm

Jak karać Państwo w stosunkach miedzy narodowych za nie wywiązywanie się z obowiązków i zobowiązań przezeń zaciągniętych? Otóż Polska została ukarana za nieimplementowanie wyroku Trybunału Europejskiego w sprawie zwrotu VAT-u od aut osobowych kupionych przez firmy na ich użytek. Oraz za nie wprowadzenie innych dyrektyw nakazujących między innymi dostosowanie prawa polskiego do unijnego.

Odpowiedź jest prosta, otóż  oni (rządzący) mają to w dupie bo nie ponoszą tego kosztu. Państwo płaci z budżetu, natomiast posłowie prawie nigdy nie płacą za to w kolejnych wyborach gdyż jest to mało medialny element ich pracy, a właściwie ich nieróbstwa. Sytuacja taka jest nie do pomyślenia na szczeblu administracji lokalnej (powiatowej/gminnej) gzie kierownik jednostki odpowiada własnym wynagrodzeniem za swoje błędne decyzje.

Należało by wprowadzić, ich własnymi rękami albo obywatelskim wnioskiem ustawodawczym, przepis wg. którego kary wynikające za nie wdrożenie przez państwo polskie odpowiednich zaleceń spadała by na kierownictwo państwa, proporcjonalnie do ich możliwości ustawodawczej. Więc odpowiedzialności za niedoskonały stan prawny. W sytuacji obecnej, to my obywatele, płacimy podatkami kary za to, że nie wystąpiliśmy do parlamentu z inicjatywą ustawodawczą. Tylko w takim wypadku po co nam sejm.

Kara kilku milinów złotych została by potrącona od ich wynagrodzeń, w tedy zaczęli by działać.

Blackout Europe

Kwiecień 21st, 2009 Mister Magister 1 komentarz

Blackout Europe

Blackout Europe

W związku z akcją http://www.blackouteurope.eu która została wykopana na wykopie pod adresem http://www.wykop.pl/ramka/172206/warunkowy-dostep-do-internetu-glosuj-przeciwko postanowiłem stworzyć tłumaczenie tej strony i skontaktować się z jej twórcami. Na razie czekam na odpowiedz a poniżej zamieszczam moje tłumaczenie. Jeśli znalazłeś błędy logiczne i merytoryczne w tłumaczeniu daj znać. Jednak od razu zaznaczam, iż tłumacząc tekst korzystałem z zasady „Tłumaczenie jest jak kobieta, albo wierne albo piękne”. Dlatego byłem zmuszony zmienić szyk zdań i akapitów by tekst lepiej trzymał się kupy.

Europejski otwarty dostęp do Internetu jest zagrożony! 5 maja 2009 odbędzie się ważne głosowanie w Parlamencie Europejskim! Nie pozwól Parlamentowi Europejskiemu zamknąć Internetu. Jeśli do tego dojdzie nie będzie drogi powrotnej. Działaj teraz!

Internet jaki znamy jest w niebezpieczeństwie z powodu zaproponowanej pod koniec kwietnia ustawy Parlamentu Europejskiego. Pod przykrywką „pakietów” w których to klient miał by możliwość wyboru na podobieństwo pakietów telewizyjnych – z limitowaną liczbą stron, próbuje się dokonać rozbioru Internetu. W myśl nowych przepisów, dostawcy internetowi (ISP) będą uprawnieni do limitowania liczby stron internetowych do których będziesz mieć dostęp. W konsekwencji będą mogli mówić Ci z jakich usług będziesz mógł korzystać a z jakich nie. Oznacza to podział Internetu w kawałki, a wolny dostęp jaki znamy dziś będzie niemożliwy. Stworzy podział Internetu który nie pasuje do stylu jego wykorzystania dziś. Dlatego iż istotą Internetu jest możliwość nieskrępowanej i nie kontrolowanej wymiany informacji, której nie mogą ograniczać i limitować firmy lub instytucje pośredniczące. To poprawia życie obywateli, umożliwiając dostęp do wolnych i niekontrolowanych politycznie mediów stając się bastionem demokracji niewygodnym dla cenzorskich zapędów rządów które dążą do wdrożenia tego typu zmian legislacyjnych. Wymówką dla tego typu zmian jest kontrola wymiany muzyki, filmów i innych materiałów w systemach P2P pod oskarżeniem o piractwo lub pornografię. Jednak prawdziwą ofiarą tych zmian będą wszyscy użytkownicy Internetu, demokracja i niezależny dostęp do informacji i dóbr kultury.

Pomyśl o tym jak teraz korzystasz z Internetu. Z czym wiązała by się jego utrata?

Dziś Internet jest rdzeniem naszej nowoczesnej kultury, stylu życia, sposobu komunikacji i wyznacznikiem wolności. Internet jest miejscem społecznej integracji w którym się poznajemy, rozmawiamy i randkujemy. W Internecie kupujemy, rezerwujemy bilety, świętujemy, uczymy się, szukamy pracy. Jest narzędziem do współpracy, wyrażania się, wymiany myśli i poglądów, tworzenia nowych biznesów pomysłów i wynalazków bez pośredników. Każdy kto posiada stronę internetową, korzysta z Google, Skype, swobodnie wyraża swoje opinie, poszukuje wszelkich informacji, osobistych, zdrowotnych, zawodowych, edukacyjnych, każdy kto kupuje online, randkuje, słucha muzyki, ogląda wideo czy jest członkiem społeczności online ma w interesie swoim i całego społeczeństwa walkę o wolny dostęp do Internetu. Styl życia, myślenia i zarobkowania milionów Europejczyków zależy bezpośrednio od Internetu. Ograniczanie  dostępu przez, dzielenie go, limitowanie, restrykcjonowanie, nakładanie warunków i ograniczeń na korzystanie z dobrodziejstw Internetu uderzy bezpośrednio w zarobki i swobody Europejczyków. I na pewno nie przysłuży się dobrze w czasie globalnej recesji.

Tylko pomyśl – jaki jest adres twojej strony? Jeśli ludzie nie będą mieli tego adresu w swoim „pakiecie” nie będą mieć do niej dostępu. To znaczy iż nie będą mogli kupić, zarezerwować, zarejestrować się a nawet zobaczyć reklamy na twojej stronie z których to Ty masz przychód. Jeśli zarabiasz tylko na reklamach twój przychód drastycznie spadnie. Myślisz sobie a co z Amazon, Allegro i innymi gigantami? Oni z pewnością będą dostępni ale twoje reklamy Google lub jakiekolwiek inne będą tracić na odwiedzinach, staną się bezwartościowe. Skype może zostać zablokowany tak jak miało to miejsce w Niemczech gdzie nie można korzystać z tej usługi przez iPhone. Małe biznesy dosłownie znikną, szczególnie niszowe i wyspecjalizowane.

Jeśli teraz czegoś nie zrobimy – możemy stracić wolny i otwarty Internet. Nasza wolność wyboru informacji, sklepu, religii, kultury i upodobań będzie zaburzona. Nasze wolności zostaną ograniczone a uczeni historią wiemy jak ciężko jest ją odzyskać gdy raz się ją straci. Proponowane prawo niesie ze sobą wielkie ryzyko w przyszłości. Jeśli raz stanie się prawem, to praktycznie nic już na to nie poradzimy. Ludzie, nawet Członkowie Parlamentu Europejskiego którzy debatują nad tą ustawą, nie do końca rozumieją jej pełne implikacje. I próbują pod płaszczykiem „Pakietów Telekomunikacyjnych” przepchnąć ustawę która zamieni użytkowników wolnego medium w podzielone na kategorie grupy.

Chowa się przed opinią publiczną rzeczywiste konsekwencje tych zmian legislacyjnych! Zamiast zapisów stwierdzających, że ISP nie ma prawa ingerować w treści Ci przekazywane. Będzie zapis zobowiązujący ISP do informowania Cię o wszelkich ograniczeniach i limitach nałożonych na twoje łącze. Inna wersja ustawy używa słowa „warunki” – i jest stanowczo proponowane byś to Ty je wypełniał, by móc korzystać z danych usług Internetowych. System kontroli jest opisywany jako „niewidoczny” dla użytkownika – z oczywistym wyjątkiem mówiącym iż twój dostawca (lub dostawca twojego dostawcy) będzie miał prawo do ograniczania twoich swobód i nakładania obowiązków, inaczej po co był by obowiązek informowania cię o nich?

Wszyscy mamy swój udział w Internecie! Trzeba działać już teraz, aby go ochronić! Co ty możesz na to poradzić?

Powiedz Parlamentarzystom by głosowali przeciwko „dostępowi warunkowemu” do Internetu! Przypomnij im, że potrzebują Twojego głosu w Czerwcu, a internet daje nam możliwości by obserwować i oceniać ich działania. Musisz wiedzieć, że nie jesteś sam/a. Setki organizacji i tysiące ludzi pracują nad tym już teraz, kontaktują się ze swoimi parlamentarzystami i informują ich o tej sprawie.

Działaj teraz:

  1. Pisz listy, dzwoń lub wysyłaj e-maile do członków Parlamentu Europejskiego. Tutaj masz link z adresami i telefonami. Możesz także wykorzystać program który wysyła listy do wszystkich parlamentarzystów. Upewnij się czy naprawdę otrzymali wiadomość. Razem musimy wywrzeć odczuwalną presję. W śród linków znajdziesz list. Przerób go według własnego uznania, podkreślając czym dla Ciebie jest wolność i swoboda w internecie.
  2. Propaguj i rozpowszechniaj informacje o tej akcji.
  3. Subskrybuj tą stronę by być na bieżąco. Jeśli możesz przetłumacz lub zgłoś poprawki do tłumaczenia.

Poniżej możesz pobrać plik tekstowy w którym zapisałem wszystkie adresy e-mail Polskich Parlamentarzystów. Wysyłając e-maile programami pocztowymi korzystajcie z opcji UDW. (Ukryte Do Wiadomości) dzięki temu odbiorca nie będzie wiedział, że list był rozsyłany masowo. Staraj się wysyłać listy fizycznie – można liczyć, że te będą mniej ignorowane.

Spis adresów Posłów Parlament Europejskiego (295)