Archiwum

Posty oznaczone ‘konstytucja’

Spotkanie u Premiera – Epilog

Na spotkanie udaliśmy się po małej naradzie w kawiarni w centrum Warszawy. Maciek omówił kwestie techniczne, zorientowaliśmy się co i jak. Około 13 pojechaliśmy taksówkami do kancelarii premiera. Taksówkarz na do widzenia powiedział byśmy twardo walczyli o „nasze”.  Do kancelarii przybyliśmy z 45 minutowym wyprzedzeniem oczekując na premiera, który spóźnił się 15 minut, przywitał się ze wszystkimi i zasiadł do stołu. Najpierw przedstawił swoją wizje, potem głos zabrali przedstawiciele organizacji pozarządowych.

Ja cierpliwie czekałem i słuchałem, zakładałem iż ktoś użyje moich argumentów przede mną i nie będę musiał się odzywać co było nie lada stresem. To było dla mnie pierwsze takie spotkanie, pomimo iż pracuje ponad rok w administracji państwowej. Poprosiłem o głos gdy Premier po półtory godzinie debaty, wspominał że nierozumnie naszych argumentów i widzi w nich sprzeczność. I czemu jesteśmy przekonani że to nie będzie działać jak ustawa jego rządu jest tworzona przez ekspertów.

Nikt przede mną nie przytaczał argumentów historycznych. Postanowiłem nawiązać właśnie do przykładu Australii. O namacalnym  przykładzie, który działa całkowicie odwrotnie do założeń. W swojej wypowiedzi użyłem jednego trudnego słowa, „proxy„. Jeden z komentatorów zarzucił mi iż jest to za trudne dla Premiera i bez sensowne. Uważam iż po to premier zabrał ze sobą doradców by Ci znali się na rzeczy. I wybaczcie,  jeśli premier zechce się dowiedzieć co to proxy to się zapyta swoich ekspertów, jeśli oni nie wiedza co to takiego, to proponuję zmienić ekspertów. Jeśli nie to  argument Marcina Osmana – o tym, iż ustawę piszą osoby „nie przesiąknięte” (czytaj niekompetentne)  staje się w 100% słuszny.

Premier był na spotkaniu prawie o godzinę dłużej niż pierwotnie planowano. Potem musiał nas opuścić, lecz wcześniej obiecał iż prace nad ustawą anty (hahaha)hazardową ruszą dalej bez kontrowersyjnych dla nas przepisów. Nie wiem czy to taktyka przybrana przed spotkaniem, czy wynik naszej argumentacji. Czy wybieg taktyczny mający za zadanie wziąć nas na przeczekanie – jeśli tak to premier jest w błędzie – nie zapomnimy.

Podsumowując, jestem zadowolony z przebiegu i wyniku spotkania. Premier dał nam to co mógł, nie za wiele – nie za mało. Jest politykiem i działa jak polityk, sonduje społeczeństwo, bada gdzie się ugnie a gdzie stanie murem. Wygraliśmy jedną bitwę, to od nas zależy czy wygramy wojnę o wolność słowa.

P.S.

Musze także wspomnieć o fenomenalnym pomyśle stworzenia portalu internetowego do prowadzenia konsultacji społecznych. Było by to coś na podobieństwo forum dyskusyjnego. Jeśli to się ziści to demokracja osiągnie nowy poziom rozwoju. Słowo demokracja bezpośrednia nabiera nowego znaczenia. Marzy mi się jeszcze tylko by każdy obywatel po 18 roku życia, miał w dowodzie osobistym klucz z certyfikatem kwalifikowanym i przy jego pomocy mógł brać udział bezpośrednio w głosowaniu. Do sejmu wybierano by 1 posła na 100000 obywateli. Wiec nie 460 tylko 382 posłów zasiadało by sejmie, a głosy obywateli w każdym, nawet  najmniejszym glosowaniu miał by odpowiednią wagę i liczył by się w głosowaniu.

Gratuluje Maćkowi Budzichowi za kawał dobrej roboty!

Spotkanie u premiera Donaldla Tuska

Gdy jakiś czas temu pisałem bardzo ekspresyjny wpis o planach premiera, w najśmielszych snach nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Jutro jadę do Warszawy na spotkanie z premierem na debatę Zapytaj Premiera. Ten wpis jest o tym jak doszło do tego spotkania, jak rozwinął się temat cenzury i dlaczego, według premiera, stoję po niewłaściwej stronie barykady. Mam nadzieję, iż wpis ten będzie  wprowadzeniem do tematu dla wszystkich tych którzy nie zdążyli się z nim zapoznać.

Projekt ustawy (update: to już nieaktualna wersja)

Art. 179a. 1. Prezes UKE prowadzi Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Rejestr jest prowadzony w systemie informatycznym.

2. Prezes UKE, na żądanie podmiotu uprawnionego lub Służby Celnej, dokonuje niezwłocznie wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych danych pozwalających na identyfikację lokalizacji strony internetowej lub usługi zawierających:

1) treści propagujące faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa;

2) treści pornograficzne z udziałem małoletniego, treści pornograficzne związane z prezentowaniem przemocy lub posługiwaniem się zwierzęciem, treści pornograficzne zawierające wytworzony lub przetworzony wizerunek małoletniego uczestniczącego w czynności seksualnej;

3) treści, których prezentowanie umożliwia podstępne wprowadzenie w błąd, w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, poprzez wyłudzenie informacji mogących służyć do dokonania operacji finansowych bez zgody dysponenta środków finansowych;

4) treści stanowiące niedozwoloną reklamę lub promocję albo informowanie o sponsorowaniu w rozumieniu ustawy z dnia o grach hazardowych (Dz. U. Nr poz. ) lub umożliwiające urządzanie gier hazardowych bez udzielonego zezwolenia lub uczestniczenie w tych grach.

3. Przedsiębiorca telekomunikacyjny świadczący usługi dostępu do Internetu, jest zobowiązany do niezwłocznego blokowania dostępu do stron internetowych lub usług wpisanych do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych.

4. Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych jest jawny.

5. Podmiot, którego strona internetowa została objęta wpisem do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, lub który udostępnia usługi objęte takim wpisem, może wystąpić do Prezesa UKE z wnioskiem o wykreślenie z Rejestru danych dotyczących tej strony internetowej lub usługi. Do wniosku dołącza się dokument potwierdzający tytuł prawny do posiadanej strony internetowej lub oświadczenie o świadczeniu usługi.

6. Prezes UKE niezwłocznie przekazuje wniosek, o którym mowa w ust. 5, organowi, na którego żądanie dokonano wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych.

7. W przypadku uwzględnienia wniosku, o którym mowa w ust. 5, organ, na którego żądanie dokonano wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, przekazuje Prezesowi UKE informację o cofnięciu żądania. Prezes UKE niezwłocznie wykreśla wpis z Rejestru.

8. Organ, na którego żądanie dokonano wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, odmawia cofnięcia żądania, w drodze decyzji, w przypadku gdy nie ustały przesłanki, o których mowa w ust. 2.

9. Prezes Rady Ministrów określi, w drodze rozporządzenia, wzór żądania dokonania wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych oraz sposób prowadzenia Rejestru, uwzględniając w szczególności przedstawienie w żądaniu i Rejestrze danych niezbędnych do wykonania obowiązku blokowania dostępu do stron internetowych lub usług i zapewnienie przejrzystości i dostępności Rejestru.

Sprzeciw społeczny

Prace rządu były bacznie obserwowane, wielkie zasługi należą się Piotrowi Waglowskiemu, redaktorowi portalu www.vagla.pl. W wielu artykułach na swoim blogu poruszał temat nowo tworzonej ustawy. Wiele z nich wypływało na fali wykopowych znalezisk i zwróciło uwagę na urągające przyzwoitości metody tworzenia prawa. Poczynając do tego iż to ministerstwo finansów zgłosiło pomysł cenzury , próbując dokleić  go do walki z „twardym” hazardem (ten w lotto jest miękki). Poprzez brak transparentności procesu legislacyjnego, brak dostępu do szkiców ustawy, po kolejność w jakiej tworzy się treść ustawy – najpierw ustawa potem uzasadnienie. Niepokojące jest jak bardzo jedno ministerstwo, ingeruje w fundamenty działania innego.

Do pierwotnych konsultacji społecznych nie zaproszono praktycznie żadnej organizacji zainteresowanej tematem, a tym bardziej tych krytycznie nastawionych do projektu. Dopiero po liście do premiera  podpisanym przez Marka Hołyńskiego (PTI), Wacława Iszkowskiego (PIIT) i Jarosława Lipszyca (Fundacja Nowoczesna Polska), oraz  lście podpisanym przez  Fundacja Nowoczesna Polska, Internet Society Poland, Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich, Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego, Fundacja Panoptykon, Związek Pracodawców Branży Internetowej, Stowarzyszenie Wikimedia Polska, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja Projekt Polska, Instytut Prawa i Społeczeństwa. A także wielu internetowych projektach zbierania podpisów, których liczba przekroczyła 70 000, kancelaria premia uległa i łaskawie zauważyła problem.

W odpowiedzi 26 stycznia 2010 roku premier wystosował list do internautów, oto jego treść:

Moi Drodzy! Fakt, że tak wielu z Was zdecydowało się zabrać głos w sprawie ustawy wprowadzającej rejestr stron niedozwolonych to znak, że trzeba się spotkać i porozmawiać na ten temat.

Uważnie śledzę Wasze opinie, komentarze, pytania i wątpliwości. Zdecydowałem, że jeszcze raz przyjrzę się projektowanej ustawie. Intencją mojego rządu jest zapobieganie wykorzystywania Internetu do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, oszustw finansowych czy nielegalnych gier hazardowych, a nie ograniczanie wolności w sieci. Spróbujmy to razem pogodzić. W związku z tym zapraszam Was do debaty, która odbędzie się w przyszłym tygodniu.

Donald Tusk

Debata

O prowadzenie debaty kancelaria poprosiła Macieja Budzicha – blogera prowadzącego portal www.mediafun.pl. W pierwszej chwili pomyślałem sobie ot wybrali… Chyba kancelaria premiera wpisała w Google hasło „bloger” i już na 3 pozycji znaleźli odpowiedniego kandydata.  Jednak to  tylko mylne pierwsze wrażenie, okazało się iż prace nad spotkaniem trwały już od grudnia ubiegłego roku. Wtedy kancelaria premiera miała zorganizować spotkanie z blogerami. Pod presją czasu i okoliczności przerodziło się w „Zapytaj Premiera”. Oczywiście znaleźli się malkontenci którym ten wybór przeszkadzał. Ja jednak postanowiłem zaryzykować i wysłałem zgłoszenie, w zasadzie nie spodziewając się żadnej odpowiedzi.  Pytania jakie przesłałem były mniej więcej  następujące:

  1. Czy ustawodawca tworzący paragraf 179a wzorował się na rozwiązaniach z innych krajów, a jeśli tak to jakich?
  2. Słowem wstępu, uważamy iż proponowane zapisy będą niewydolne i nieskuteczne. Jesteśmy przekonani iż Pan także wie, że przepisy tej ustawy będą niezwykle kosztowne dla społeczeństwa i jednocześnie bezużyteczne w walce z pornografią i hazardem. Pytam wiec po co tworzyć taką ustawę? Po co marnować pieniądze podatników? I co najważniejsze poco tworzyć precedens prawny rodem z minionego ustroju politycznego.
  3. Czy po wprowadzeniu przepisów o blokowaniu „Stron zakazanych” przywróci pan „Spis ksiąg zakazanych”?
  4. Czy wie Pan jakie konsekwencje przyniosły próby wprowadzenia cenzury w Australii?
  5. Czy w przyszłych wyborach będzie Pan liczył na przychylność internautów na wzór akcji „zabierz babci dowód”?

Kwestie techniczne

Aby zrozumieć komplikacje związane z filtracją internetu trzeba wrócić do jego początków. Internet po akademickiej fazie rozwoju miał fazę rozwoju militarnego. Według założeń armii USA, internet miał być tak skonstruowany by zniszczenie kilku węzłów sieci nie spowodował o jej rozpadu.

Komunikacja w internecie odbywa się przy pomocy protokółu IP4 oraz nowego, wprowadzanego do praktycznego użycia od premiery Windows Vista protokół IPv6. Protokół ten to zbiór instrukcji jak pewnie dostarczyć informacje z punktu A do punktu B. Zadaniem protokołu jest odnalezienie optymalnej ścieżki połączeń by minimalizować opóźnienie w przekazywaniu informacji. Jeżeli z jakieś przyczyny jeden węzeł zawiedzie informacja zostanie przekierowana innym połączeniem.

Filtrować informacje można na kilka sposobów, które w zależności od głębokości ingerencji w strumień danych, w różny sposób wpływają na spowolnienie jej pracy. Najprostszym technicznie sposobem jest filtrowanie poprzez zablokowanie adresów IP serwerów na których hostowana  jest zakazana treść. Problem w tym iż wiele firm hostingowych utrzymuje kilka, kilkanaście a zdarza się iż tysiące stron na jednym adresie IP. Wycięcie takiego adresu skutkowało by zablokowaniem innych niewinnych stron, co mogło by narazić skarb państwa na procesy i odszkodowania.

Durgą metodą jest blokowanie domen, na serwerach DNS. Serwery te zamieniają adres wpisany przez internautę np. www.mrmgr.pl i zamienia go na adres IP 79.96.68.167, a to wszystko dla naszej wygody. Najpopularniejszym serwerem DNS w Polsce jest 194.204.152.34 oraz  194.204.159.1, z mojego doświadczenia korzysta z tych serwerów większość Polaków. Nie są to jedyne serwery, ostatnio firma Google udostępniła własny rozproszony serwer DNS o adresie 8.8.8.8 oraz 8.8.4.4 (cyfra 8 jest uważana za szczęśliwą w kulturze azjatyckiej), jest także serwer OPENDNS 208.67.222.222 oraz 208.67.220.220 i cała niezliczona masa innych serwerów DNS.

Trzecią metodą (wykorzystaną przez rząd Australii) jest blokowanie po adresach URL. Jest to najbardziej dokładna metoda gdyż pozwala na eliminacje pojedynczych plików. Wpływa jednak na wydolność sieci gdyż każde zapytanie musi zostać odfiltrowane. Im dłuższa lista zakazanych adresów tym większe obciążenie będzie ona powodować.

Czwarta metoda, najbardziej zaawansowana, polega na wykorzystaniu technologii DPI, więcej tu.

Skutki uboczne

W tej sprawie można odwołać się do przykładu Australii, doszło tam do wycieku tajnej listy stron zakazanych. Owa lista składała się z URL’i a nie adresów IP czy nazw domenowych. Na liście tej znajdowały się linki do pojedynczych plików serwisu www.rapidshare.com, oraz ponad 1500 innych adresów. Co w ciągu kilku godzin uczyniło listę łakomym kąskiem dla ciekawskich i jednocześnie całkowicie bezwartościową dla rządu. Publikacja tej listy odbiła się na Niemieckiej www.wikileaks.com, której na kilka dni zablokowano domenę. Chcę zwrócić uwagę na fakt iż, Polska wersja tej ustawy nie zakłada tajności tej listy (Aktualizacja – nie zakładała w jednej z pierwszych wersji ustawy). A nawet gdyby, to w Polsce funkcjonuje taka masa ISP,  że na pewno ktoś by złamał tajemnicę.

Dlaczego jestem przeciw

Wychodzę z założenia, iż prawo ma być dobre dla społeczeństwa jako ogółu, nawet jeśli chroni jednostki lub małe grupy społeczne, nie może godzić w dobro większej społeczności. Jeśli zdamy sobie sprawę z niepodważalnego faktu o nieskuteczności tych metod, to dojdziemy do wniosku iż, walka z pornografia i hazardem jest zaledwie przykrywką, i nie jest prawdziwym powodem wprowadzenia tej że ustawy. System ten może jednak zacząć działać kiedy wszystkie kraje na całym świecie go wprowadzą. W tedy jednak przepływ informacji w społeczeństwie będzie wypaczony do granic absurdu. Świat jaki opisywał Orwell w swojej powieści 1984 stanie się rzeczywistością. Koszmarem na jawie, żałosnym skowytem historii.

Drugie dno

Kilku komentatorów zwraca uwagę na prawdopodobne drugie dno cenzorskich zapędów rządu. I nie są nimi post totalitarne pobudki polityczne lecz zwykła żądza kasy. ACTA ob o nim mowa jest miedzy narodowym porozumieniem ustalanym na TAJNYCH obradach. Pojedyncze przecieki mrożą krew w żyłach. Anti-Counterfeiting Trade Agreement (ACTA) – projektowane międzynarodowe porozumienie dotyczące walki z naruszeniami własności intelektualnej.

Epilog

Epilog

Źródła:

www.vagla.pl
www.wikileaks.com
www.kprm.gov.pl
www.pcworld.pl
www.zapytajpremiera.mediafun.pl

Protest przeciw cenzurze internetu

Styczeń 23rd, 2010 Brak komentarzy

Zarządzenie Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej z dnia 31 kwietnia 2010 r. w sprawie pozbawienia debitu komunikacyjnego. Na podstawie art. 179a ust. 3 ustawy z dnia 1 kwietnia 2010 r. o rejestrze stron i usług niedozwolonych (Dz. U. Nr 13, poz. 123, z 2010) zarządza się, co następuje:

§ 1. Pozbawia się debitu na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej serwis internetowy “Kill Zone”, wydawany przez “Macieja Sz.” pod adresem internetowym www.killzone.com.pl.

§ 2. Pozbawienie debitu obowiązuje do odwołania.

§ 3. Zarządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej: Anna Streżyńska

PS. Oto nasz protest przeciw cenzurze w internecie. Jeśli go popierasz wklej go na swoją stronę internetową! Wiecej na temat akcji, znajdziecie na następujących stronach internetowych: http://blackouteurope.pl http://www.facebook.com/event.php?eid=277798021150&index=1 http://partiapiratow.org.pl/node/91

§ 1. Pozbawia się debitu na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej serwis internetowy „Mister Magister”, wydawany przez „Andrzeja Nowaka” w Polsce pod adresem internetowym www.mrmgr.pl.

§ 2. Pozbawienie debitu obowiązuje do odwołania.

§ 3. Zarządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej:

Jan X.

PS. Oto nasz protest przeciw cenzurze w internecie. Jeśli go popierasz wklej go na swoją stronę internetową!

Powyższy tekst jest przeróbką ustawy komunistycznej dotyczącej zakazu wydawania wolnych gazet i czasopism, teraz po wprowadzeni ustawy anty Hahahazardowej, ustawa ta jakby wraca do łask z zastosowaniem do stron internetowych.

Wiecej o proteście:

http://blackouteurope.pl/
http://www.facebook.com/event.php?eid=277798021150&index=1
http://partiapiratow.org.pl/node/91

Reforma konstytucji

Grudzień 18th, 2009 Brak komentarzy

Nie minęło wiele czasu a media już zapominały o kontrowersyjnym pomyśle premiera. Teraz, na chłodno myślę że miało to dwa cele. Pierwszy to puścić śmierdzącego bąka by obserwatorzy sceny politycznej nie przyglądali się aferze hazardowej i innym ostatnim kwiatkom PO. Tylko w oburzeniu krytykowali pomysł premiera… wyśmienicie się udało, sam się nabrałem. Ale o wiele fajniejszy efekt premier mógł osiągnąć pokazując pośladki podczas przemówienia narodowego. Miał by zapewnienie, że odwrócenie – dupą uwagi potrwa dostatecznie długo, by cichaczem robić swoje rządy.

A tymczasem pojawia się propozycja wprowadzenia „przy okazji” i jednocześnie „w zamian” śmierdzącego bąka, zmian w konstytucji, umożliwiających wprowadzenie w Polsce Euro waluty. I tak już wszyscy zapomnieli ustalenia dokonane pomiędzy Premierem i Prezydentem w willi na Helu, iż sejm miał przyjąć ustawę kompetencyjną, która w jakimś stopniu ochroniła by Polską suwerenność. I tak zamiast robić z siebie imperatora, premier „zejdzie z żądań” i wprowadzi zmiany w konstytucji, plan idealny…

… zobaczymy jak mu pójdzie…

Irlandzkie referendum w sprawie Konstytucji Europejskiej

Październik 1st, 2009 Brak komentarzy

[Wpis nie cenzurowany, muszę odreagować]

Flaga EU NO

Flaga EU NO

Po pierwsze, nie pomyliłem się w tytule. Traktat Lizboński to nic innego jak przerobiona wersja odrzuconej Konstytucji Europejskiej. Widocznie poczucie narodowości europejskiej było zbyt słabe by przyćmić ciemne strony Konstytucji Europejskiej (dalej KE, lub TL) i została odrzucona w referendum we Francji i Holandii.

Próba przyjęcia tego samego dokumentu pod inna nazwą skłoniła mnie do zmiany zdania na jej temat. Podczas gdyby  dano wybór ludowi, by to on, jako suweren władzy, podjął jedną z najważniejszych decyzji w Europie  byłbym skłonny zagłosować na TAK. Ale gdy widzę że rządy  próbując na siłę przyjąć KE panikują i odbierają obywatelom ich prawo do wyboru, jestem na NIE. Bo podskórnię czuję, ze jest tam smród, dlatego przeczytałem KE… i tym bardziej jestem na NIE.

Po wyniku referendum irlandzkiego, Europejskie elity władzy znalazły się w dupie. A każąc Irlandii głosować ponownie nad tym co już raz odrzucili weszli do dupy jeszcze głębiej. To w tedy ostatecznie zdecydowałem ze przegięli pałę. Było powiedziane, że traktat przyjmowany jest jednogłośnie przez wszystkie państwa! Nie demokratycznie lecz jednogłośnie, takie były zasady! Nie ma to znaczenia, że ludność Irlandii to zaledwie 0,62% ludności europy. Zasady były jasne! Traktat upadł w chwili gdy Irlandczycy powiedzieli NIE.

Nakaz ponownego glosowania był niczym innym jak złamaniem jednej z najświętszych zasad demokracji, NIE znaczy NIE. Był także przykładem , że nie wolno tez ufać intencjom rządzącym EU. Polskie media przedstawiały ich jako tych lepszych niż naszych. Jako mądrych i światłych, no i znających angielski. A tu okazuje się, że są zdolni do złamania własnej obietnicy danej nie 4 milinom Irlandczyków ale całej 712 milionowej Europie.

Skoro KE ma prymat nad prawodawstwem narodowym, nawet nad konstytucją, konstytucją która była zatwierdzana z woli narodu w referendum, to jakim kurwa prawem rząd decyduje się przyjąć przepis ją przewyższający, za pomocą głosowania w parlamencie? Zrobili jakieś pojebane referendum w sprawie drogi na zadupiu Polski a w sprawie traktatu który decyduje o losie i kształcie Europy na dekady nie? Gdzie tu sens? Gdzie prawo? Gdzie demokracja?

Jak słyszę sarkiego czy innego bękarta Francji mówiącego, że Irlandia postąpiła źle i niedemokratycznie, robi mi się nie dobrze. Kłamstwo powtarzane jak mantra staje się prawdą – mówił Joseph Goebbels i kurwa miał rację!

Jutro głosowanie w Irlandii, http://pl.wikipedia.org/wiki/Referendum_w_Irlandii_w_2009_roku. Naciski na Irlandię były ogromne, nie tylko polityczne ale i ekonomiczne. Część z Irlandczyków ma już tego dość, część będzie walczyć do końca.  Bardzo bym chciał by znowu wyszło NIE, to było by jak kop w ryj zakłamanym władzom europy. Ale o takim wyniku można tylko pomarzyć. Nie zdziwiła by mnie nawet próba zafałszowania wyborów gdyby nie pokorny naród znowu powiedział NIE.

Joseph Goebbels