W poniedziałek pojechałem do Warszawskiego lotniska Okęcie by odebrać brata z podróży. W poczekalni przylotów pewna starsza pani zapytała mnie czy rozumiem angielski. Odparłem, że tak i poprosiła mnie o pomoc w skontaktowaniu się z jej krewnymi z Warszawy. Pokazała mi karteczkę z numerem telefonu komórkowego, na który nie mogła się dodzwonić z budki telefonicznej. A w kiosku nie mogła nabyć karty SIM do swojej komórki.
Warszawa - lotnisko okęcie
Z przyjemnością pomogłem użyczając swojego telefonu, ku wielkiej uldze i szczęściu starszej pani, która jak się okazało miała za sobą tysiące kilometrów podróży.
Dla mnie było to bardzo niecodzienne doświadczenie gdyż, z angielskiego korzystam tylko biernie i nigdy nie zamieniłem z kimś twarzą w twarz więcej niż kilka zdań nie licząc zajęć na studiach. Więc była to okazja także do sprawdzenia swoich lingwistycznych umiejętności. I tak przegadaliśmy w miłej atmosferze prawie godzinę.
Dopiero po kilkunastu minutach rozmowy przedstawiliśmy się sobie, i gdy powiedziała, że ma na imię Sophie nie mogłem się powstrzymać by nie wspomnieć o książce Josteina Gaardera -- Świat Zofii (moja wstępna recenzja tej książki). Na dodatek ma fenomenalnie „dobrane” nazwisko do i mienia, na prawdę pozazdrościć.
Sophie opowiedziała mi, że jest w trakcie realizowania swojej podróży życia, śladami swojej rodziny, która uciekła z Ukrainy przed II Wojną Światową do Australii. Starsza pani była już kilkadziesiąt godzin w podróży. Najpierw do Sydney 200 km, Samolotem do Singapuru stamtąd do Londyńskiego Heathrow i z Heathrow na warszawskie Okęcie gdzie Ją spotkałem. Jeśli dobrze wszystko zrozumiałem to teraz, gdy pisze ten wpis jest jeszcze u rodziny w Warszawie i za 2 dni wylatuje w dalszą podróż do Ukrainy gdzie ma odwiedzić kilka miast, gdzieś w pobliżu granicy z Rumunią.
Warszawa -- lotnisko okecie
W nurcie tematów o podróżowaniu zapytałem czy słyszała historię Matta. I jak przystało na prawdziwą podróżniczkę znała. Sądzę, iż jest to człowiek, który nie jedna osobę natchnął marzeniami o podróżach… mnie także.
Po opowieści skąd i dokąd leci, tematy dyskusji zmieniały się jak w kalejdoskopie. Od świńskiej grypy, której oszołomne obwieszczenia i ostrzeżenia spotykała na wszystkich lotniskach. Po aborygenów i to jak na siłę próbuje się ich „ucywilizować” w miastach, jednocześnie niszcząc ich kulturowe dziedzictwo. Na sam koniec, przed przyjazdem jej krewnej na lotnisko zdążyliśmy omówić tematy polityczne i ekonomiczne od dziury budżetowej zrobionej przez socjalistów po wybory do Euro Parlamentu i kłopotach premiera Zjednoczonego Królestwa.
Takie niecodzienne spotkanie, wcześniej absolutnie nic nie łączyło mnie z Australią a teraz łączy mnie pamięć tego spotkania i numer telefonu, który wybrałem w poniedziałek by pomóc Sophie. A teraz wykorzystam go by powiadomić Ją o tym wpisie… mam nadzieję, że się uda i napisze jakiś komentarz – oczywiście po angielsku.
Zastanawiam się, czemu dolar tak bardzo poszybował w górę. Ostatnie tygodnie są powrotem do tego, do czego przywykliśmy od czasu Niksonowskiego Szoku, czyli dalszej deprecjacji dolara. Lecz wcześniej w ciągu kilku miesięcy od 22.07.2008 do 18.02.2009 złotówka straciła na wartości prawie o 2 złote.
Otóż banki centralne już od lipca 2008 pompowały miliardy do sytemu monetarnego w celu poprawy płynności. Być może już wcześniej wiedziały, co się święci.
To wywiad z 28 lutego 2008 roku dla telewizji C-SPAN, którego udziela Kongresman Paul Kanjorski. Wywiadzie kongresman Kanjorski wspomina o serii gigantycznych przelewów wykonanych 15 września 2008 roku. Prawdopodobnie Chińczycy wyciągnęli z amerykańskiego sytemu bankowego 550 miliardów dolarów, jeśli nie dokonano by zamrożenia kont, (co w rzeczywistości jest jednoznaczne z ogłoszeniem bankructwa państwa, ale kto by się tym przejmował już tyle razy to robili i nikt im za to nie wpier*** ze względu na potęgę militarną USA) z sytemu wypłynęłoby do godziny 14: 00 – 5, 5 biliona dolarów.
Dwa tygodnie później (w dniu wspomnianego wywiadu) 28 września 2008 roku senat przyjął plan Paulsena. Polegający w praktyce na dodrukowaniu pieniędzy. Nie doprowadził jednak do sytuacji, jaka miała miejsce po I Wojnie Światowej, gdy Niemcy zmuszenie zapłacić reparacje wojenne, włączyli drukarnie pieniędzy na pełne obroty i marka niemiecka stała się warta tyle, co papier toaletowy.
Czemu dolar nie został jeszcze zeżarty przez inflację? Czemu bankowcy nie pozbywają się waluty, która jest tak bardzo nie pewna? Co podtrzymuje dolara przy życiu? Petrodolary?
Jeśli tak to hipoteza o powodzie ataku Rosji na Gruzję przytoczona, przez The Washington Times wydaje się być bardzo prawdopodobna. Owy artykuł wspomina, iż na południu Gruzji były lotniska, z których miały startować Izraelskie samoloty do ataku (nuklearnego) na Iran.
Największym zagrożeniem dla USA ze strony Iranu nie jest jakaś tam bomba atomowa czy rakieta powielona w Photoshopie.
Retuszowane Irańskie Rakiety
Jest nią wyłom w dolarowym monopolu ropnym. Nawet Rosja rozlicza się w dolarach za dostawy surowców energetycznych. Natomiast Iran stara się uruchomić swoją Giełdę Naftową na której można by kupować ropę za dowolną walutę, co stało by się gwoździem do trumny USD. We wpisie śmierć dolara była mowa o ataku na Iran pod koniec lata, kiedy to akurat przypadkiem wybuchła wojenka w Gruzji. Co się potem działo z dolarem dobrze wiemy…
Jeśli dolar umrze to wraz z nim wszelkie banki, które w oparciu o ten kapitał kreują pieniądz. Jeżeli kapitały banków europejskich bazują na lokatach dolarowych w 30 procentach… (oby tylko) to co stanie się z Euro? I czy ewentualny kolaps europejskiej waluty nie doprowadzi do rozpadu Unii Europejskiej?
Jaki to paniczny strach przed masowymi marszami na banki musi władać europejskimi bankami i EBC, iż doprowadzili kurs EURUSD do poziomu 1.24? Jednocześnie wywołując falę inflacji w strefie Euro przekraczającą 3% i przyczyniając się do pogłębienia recesji w krajach wspólnoty (UK recesja 3%). Kiedy im się skończy amunicja i jakim kosztem?
Co zrobią Chiny i Japonia z Amerykańskimi obligacjami, jeśli USA rozpętają wojenkę z Iranem? Może zaczną nimi palić w kominku… Bo tylko do tego będą się nadawać…
Z tym wpisem ociągałem się ze 3 tygodnie. Ale z każdym dniem stawało się dla mnie jasne, że Krassimir Petrov się nie mylił, gdy opublikował to 20 stycznia 2006r. Postanowiłem zgłębić jego myśl i jej implikacje. Oryginał jest dostępny tu: www.financialsense.com, natomiast tłumaczenie pod tytułem „Irańska Giełda Naftowa -- prawdziwy powód ataku na Iran” wykonane przez Pawła Listwana zacytowałem z blogu www.drlex.jogger.pl. Autorem cytowanego tekstu jest dr Krassimir Petrov, wszelkie przerwy w cytowaniu to moje komentarze do tekstu.
Czytając pamiętaj, że oryginalny artykuł powstał dwa lata temu, jednak tylko zyskał na aktualności. Do tekstu dodałem kilkanaście odnośników, zalecam ich przeczytania.
I. Ekonomia imperiów
Państwo narodowe opodatkowuje własnych obywateli; imperium opodatkowuje inne państwa narodowe. Historia imperiów, od hellenistycznego i rzymskiego po osmańsko-tureckie i brytyjskie, poucza nas, że ekonomicznym fundamentem każdego bez wyjątku imperium jest opodatkowanie innych narodów. Zdolność imperium do narzucania podatków zawsze opiera się na lepszej i silniejszej gospodarce, a w konsekwencji -- na lepszym i silniejszym wojsku. Część podatków ściąganych od poddanych szła na podnoszenie stopy życiowej obywateli imperium; część zaś służyła dalszemu wzmacnianiu dominacji militarnej niezbędnej do egzekwowania owych podatków.
Historycznie rzecz biorąc, kraje podporządkowane składały daniny w rozmaitych formach -- zwykle w złocie i srebrze tam, gdzie kruszce te miały walor pieniądza, ale nieraz także w postaci niewolników, żołnierzy, ziemiopłodów, bydła czy innych produktów i surowców naturalnych, w zależności od tego, jakich dóbr gospodarczych imperium żądało a kraj podwładny był w stanie dostarczyć. Dawniej opodatkowanie na rzecz imperium miało zawsze formę bezpośrednią: państwo podporządkowane przekazywało te dobra gospodarcze wprost do imperium.
W XX wieku, po raz pierwszy w historii, Ameryce udało się opodatkować świat nie wprost -- za pośrednictwem inflacji. Zamiast bezpośrednio domagać się podatku, jak czyniły to wszystkie poprzednie imperia, USA rozprowadziły po świecie, w zamian za towary, własną walutę bez pokrycia -- dolary -- z zamiarem późniejszego doprowadzenia do ich inflacji i dewaluacji. To z kolei umożliwiało odkupienie każdego następnego dolara za mniejszą ilość dóbr -- właśnie owa różnica [między ilością dóbr importowanych a eksportowanych] stanowiła imperialny podatek spływający do Stanów Zjednoczonych.
Kiedy stało się to celowym działaniem a do kiedy było tylko wynikiem okoliczności historycznych? O sile dolara w czasach przed I Wojną Światową decydował związek ze złotem. Późniejsze wydarzenia -- Bretton Woods przyczyniły się tylko do klaryfikacji tej strategi, której kulminacyjnym momentem był pierwszy i drugi Szok Nixona. Zwróćmy uwagę na siłę nabywczą 1$ na przestrzeni czasu.
A oto, jak do tego doszło.
W początkach XX wieku gospodarka USA uzyskała dominującą pozycję w świecie. Dolar amerykański był wówczas ściśle związany ze złotem, toteż jego wartość ani nie rosła, ani nie malała, lecz była wciąż równa tej samej ilości złota. Wielki Kryzys, z poprzedzającą go inflacją w latach 1921 -- 1929 oraz napęczniałymi deficytami budżetowymi w latach następnych, pokaźnie zwiększył ilość waluty w obiegu -- dalsze utrzymywanie jej pokrycia w złocie stało się niemożliwe. To skłoniło Roosevelta do zniesienia w 1932 r. sprzężenia między wartością dolara a wartością złota. Aż do tego momentu USA mogły co prawda dominować w gospodarce światowej, ale, w sensie ekonomicznym, nie były jeszcze imperium. Stała wartość dolara i jego wymienialność na złoto nie pozwalała Amerykanom ekonomicznie wykorzystywać innych krajów.
Amerykańskie imperium w sensie ekonomicznym narodziło się w Bretton Woods w 1945 r. Wprawdzie dolar nie był już w pełni wymienialny na złoto, ale ową wymienialność na złoto zagwarantowano rządom innych państw -- i tylko im. Tym samym dolar stał się walutą rezerwową całego świata. Było to możliwe, ponieważ w czasie II wojny światowej Stany Zjednoczone zaopatrywały aliantów żądając zapłaty w złocie, dzięki czemu zgromadziły u siebie znaczną część światowych zasobów tego kruszcu. Imperium nie mogłoby zaistnieć, gdyby, zgodnie z postanowieniami z Bretton Woods, podaż dolara pozostała ograniczona i nie przekraczała wartości dostępnego złota. Umożliwiałoby to pełną wymianę dolarów z powrotem na złoto. Jednak polityka „armaty i masła” z lat sześćdziesiątych miała typowy charakter imperialny: podaż dolara zwiększano nieustannie, żeby finansować wojnę w Wietnamie i projekt „wielkiego społeczeństwa” L. B. Johnsona. Większość owych dolarów trafiała za granicę w zamian za towary sprzedawane do USA bez szans na odkupienie ich po tej samej cenie. Wzrost zasobów dolarowych zagranicy wywoływany przez nieustanny deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych był równoznaczny z opodatkowaniem -- z klasycznym podatkiem inflacyjnym nakładanym przez dany kraj na własnych obywateli, tyle że tym razem był to podatek inflacyjny nałożony przez USA na resztę świata.
FED [nie utożsamiać obywateli państwa z rządem tego państwa i jego instytucjami] produkował dolary na potęgę. Normalnie człowiek który produkował by sobie w piwnicy puste pieniądze czeka kara. W czasach zamierzchłych (średniowiecze) karą było wlewanie skazańcowi roztopionej cyny do gardła… dziś jesteśmy bardziej cywilizowani czyt. wyrafinowani. Według Polskiego Kodeksu Karnego jest to przestępstwo zagrożone karą wiezienia od 5 do 25 lat -- tak jak zbrodnia.
Nawet państwo które by jawnie dopuściło się do drukowania pieniądza czeka kara w postaci sankcji i zerwania stosunków dyplomatycznych, czy wymienialności walutowej. Dlatego zbankrutowane kraje płacą w złocie. Na przykład (nigdy nie spłacone) Niemieckie reparacje wojenne za I Wojnę Światową.
USA są jedynym, imperium które może to robić jawnie, mniej lub bardziej dbając o pozory karmiąc opinię publiczną frazesami, jako by obniżanie stóp podatkowych miało pomóc amerykańskiej gospodarce. [Owszem tak, ale na krótko, ale o tym w innym wpisie.]
Kiedy zagranica [FRANCJA] zażądała w latach 1970-1971 wymiany posiadanych dolarów na złoto, 15 sierpnia 1971 rząd USA ogłosił niewypłacalność. Wprawdzie opinię publiczną karmiono frazesami o „zerwaniu więzi między dolarem a złotem”, ale w rzeczywistości odmowa spłaty w złocie była aktem bankructwa rządu Stanów Zjednoczonych.
W gruncie rzeczy USA ogłosiły się wtedy imperium. Wyciągnęły z reszty świata ogromną ilość dóbr, nie mając zamiaru ani możliwości ich zwrócić, a bezsilny świat musiał się z tym pogodzić -- świat został opodatkowany i nic nie mógł na to poradzić.
W spowodowane to było przede wszystkim galopującą podażą dolara potrzebnego na opłacenie ogromnych kosztów wojny w Wietnamie. Co wywołało po raz pierwszy w XX deficyt budżetowy i handlowy USA. Pokrycie dolarów w złotem spadło do 22% co oznaczało, że tylko 1 na 5 dolarów był prawdziwy…
Tekst Nixona o stabilizacji można między bajki wsadzić. Zrywając formalny związek wartości dolara ze złotem uczynił dolara pustym kawałkiem papieru nie reprezentującym żadnej fizycznej wartości, tylko wartość nominalną. Wartość która mogła być od tej chwili dowolnie kształtowana przez FED.
Nixon ogłasza imperium
Od tego momentu, aby Stany Zjednoczone mogły utrzymać status imperium i nadal ściągać podatki, reszta świata musiała w dalszym ciągu akceptować -- jako zapłatę za dobra ekonomiczne -- stale tracące na wartości dolary. Musiała też gromadzić ich coraz więcej. Trzeba było więc dać światu jakiś powód do gromadzenia dolarów, a powodem tym stała się ropa.
Gdy coraz wyraźniej było widać, że rząd USA nie zdoła wykupić swych dolarów płacąc za nie złotem, zawarł on w latach 1972-73 żelazną umowę z Arabią Saudyjską: USA będą wspierać władzę królewskiej rodziny Saudów, a w zamian za to kraj ten będzie sprzedawał ropę wyłącznie za dolary. Śladem Arabii Saudyjskiej miała podążyć reszta państw OPEC. Ponieważ świat musiał kupować ropę od arabskich krajów naftowych, utrzymywał rezerwy dolarowe, aby mieć czym za nią płacić. Świat potrzebował coraz więcej ropy, a jej ceny szły stale w górę, toteż popyt na dolary mógł tylko wzrastać. Wprawdzie dolarów nie można już było wymienić na złoto, ale za to stały się one wymienialne na ropę naftową.
W wyniku nadprodukcji dolara, doszło do jego głębokiej dewaluacji. Jeśli płacili byśmy za ropę złotem to nie odnotowalibyśmy ŻADNEGO wzrostu ceny ropy. Bo to nie ropa, ani złoto drożeje, tylko DOLAR (i EURO) tracą na wartości [O tym szerzej w innym artykule].
Sens ekonomiczny wspomnianej umowy sprowadzał się do tego, że dolar miał pokrycie w ropie naftowej. Dopóki tak było, świat musiał gromadzić coraz większe sumy dolarów, ponieważ były one niezbędne, aby móc kupić ropę. Tak długo jak dolar był jedynym dopuszczalnym środkiem płatności za ropę, miał on zagwarantowaną dominację w świecie, a amerykańskie imperium mogło dalej ściągać podatki z całego świata. Gdyby dolar, z jakiegokolwiek powodu, stracił pokrycie w ropie naftowej, amerykańskie imperium przestałoby istnieć. Trwanie imperium wymagało więc, aby ropa była sprzedawana wyłącznie za dolary. Wymagało ponadto, aby rezerwy ropy pozostawały rozproszone pomiędzy osobne, suwerenne państwa nie dość silne politycznie bądź militarnie, żeby móc żądać zapłaty za ropę w jakiejś innej formie. Gdyby ktoś zażądał innej zapłaty, należało go przekonać do zmiany zdania -- poprzez naciski polityczne albo środkami militarnymi.
Człowiekiem, który faktycznie zażądał za ropę zapłaty w euro był, w 2000 r., Saddam Hussein. W pierwszej chwili jego życzenie zostało wyśmiane, później było lekceważone, ale kiedy stawało się coraz jaśniejsze, że jego zamiary są poważne, zaczęto wywierać na niego polityczną presję, aby zmienił zdanie. Kiedy również inne kraje, takie jak Iran, zażyczyły sobie zapłaty w innych walutach, przede wszystkim w euro i w jenach, dolar znalazł się w realnym niebezpieczeństwie. Taka sytuacja wymagała akcji karnej. W Bushowskiej operacji „Szok i Przerażenie” w Iraku nie chodziło o nuklearny potencjał Saddama, o obronę praw człowieka, o propagowanie demokracji, ani nawet o zagarnięcie pól naftowych; chodziło o obronę dolara, a tym samym -- amerykańskiego imperium. Chodziło o pokazanie światu, że każdy kto zażąda zapłaty za ropę w walucie innej niż dolar USA, będzie przykładnie ukarany.
Do wytworzenia atmosfery zagorzenia ze strony Iraku, wykorzystano spreparowane dowody i raporty Amerykańskiego i Brytyjskiego wywiadu. Oraz już trwająca od 11 września 2001, kampanię marketingową pod tytułem „Al Kajda”.
David Christopher Kelly stał się znany w czerwcu 2003 roku, w związku z podejrzeniami, iż rząd Toniego Blaira wyolbrzymił zagrożenie iracką bronią biologiczną, aby zyskać poparcie dla interwencji w Iraku w 2003 roku, jako przydupas ameryki (tak jak Polska). Kelly był głównym źródłem informacji o irackiej broni biologicznej dla rządu brytyjskiego. Nie wytrzymał napięcia wokół swojej osoby i popełnił „samobójstwo”. Znaleziono go martwego nieopodal domu 28 czerwca 2003 roku, z podciętymi żyłami i pudełkiem środków przeciwbólowych. Cztery lata przed śmiercią David Kelly został wyznawcą Baha. Nauki tej sekty potępiająsamobójstwo i zniechęcają do bliskich powiązań z partiami politycznymi.
Jestem przekonany, że zamknięto mu usta na zawsze, pozorując samobójstwo. Był świadomy tego, że jest wykorzystywany by udupić Saddama i wciągnąć GB do wojny. Wiedział co jest w raporcie o Iraku, bo był inspektorem rozbrojeniowym. Gdyby się wygadał nie doszło by do wojny, a przynajmniej nie bez skandalu który wysadził by rząd Blaira w kosmos. Tak czy inaczej, w Iraku po ponad 5 latach nie znaleziono żadnej broni masowego rażenia. Co tylko potwierdza moje zdanie na temat rezolucji 1441 ONZ. [O tym w innym w wpisie.]
Wielu krytykowało Busha za to, że wszczął wojnę, aby zająć irackie pola naftowe. Krytycy ci jednak nie potrafili wytłumaczyć, dlaczego Bushowi zależało na zajęciu owych złóż -- przecież mógł po prostu wydrukować puste dolary i uzyskać za nie tyle ropy, ile tylko mu było potrzeba. Musiał więc mieć inny powód do inwazji na Irak.
Historia uczy, że imperium ma dwa uzasadnione powody do toczenia wojen: (1) w obronie własnej; albo (2) aby uzyskać poprzez wojnę jakieś korzyści. W każdym innym wypadku, co po mistrzowsku wykazał Paul Kennedy w „The Rise and Fall of the Great Powers„, wysiłek wojenny wyczerpie jego zasoby ekonomiczne i przyczyni się do jego rozpadu. Mówiąc językiem ekonomicznym, aby imperium wszczęło i prowadziło wojnę, korzyści muszą przewyższać koszty militarne i społeczne. Korzyści z opanowania irackich złóż ropy z trudem usprawiedliwiają długofalowe, rozłożone na wiele lat koszty operacji wojskowej.
Jestem zdania, że nawet sprzedaż zagrabionej irackiej ropy nie jest wstanie zrekompensować kosztów wojny w Iraku. Gdyż według niektórych szacunków jest to najdroższa wojna w historii świata. Dorosza dla USA od II Wojny Światowej szacowana na 3 biliony dolarów [3 000 000 000 000 000$]. Więcej na ten temat w artykule www.washingtonpost.com. Oraz na blogu Jacka Mojkowskiego.
Bush musiał natomiast uderzyć na Irak, aby bronić swego imperium. Potwierdzają to fakty: w dwa miesiące od momentu inwazji, program „Ropa za żywność” został wstrzymany, irackie konta prowadzone w euro przestawione z powrotem na dolary, a ropa znów była sprzedawana wyłącznie za walutę USA. Przywrócono globalną supremację dolara. Bush triumfalnie zstąpił z myśliwca i obwieścił pomyślne zakończenie misji -- udało mu się obronić dolara, a wraz z nim -- amerykańskie imperium.
II. Irańska Giełda Naftowa
Władze Iranu w końcu opracowały ostateczną broń „jądrową”, która może błyskawicznie unicestwić system finansowy leżący u podstaw amerykańskiego imperium. Tą bronią jest Irańska Giełda Naftowa, której inaugurację planowano na marzec 2006 [otwarcie giełdy opóźniło się, oficjalne otwarcie odbyło się 14 lutego 2008r - przyp. MrMgr]. Ma ona być oparta na mechanizmie handlu ropą rozliczanym w euro. W kategoriach ekonomicznych projekt ten stanowi znacznie większą groźbę dla hegemonii dolara niż wcześniejsze posunięcie Saddama. W ramach transakcji giełdowych bowiem każdy chętny będzie mógł kupić albo sprzedać ropę za euro, bez żadnego pośrednictwa dolara. Możliwe, że w takiej sytuacji prawie wszyscy chętnie przyjmą system rozliczeń w euro.
Europejczycy, zamiast kupować i trzymać dolary, aby zabezpieczyć swe płatności za ropę, będą mogli płacić własną walutą. Przejście na rozliczenia w euro w transakcjach naftowych nadałoby euro status światowej waluty rezerwowej -- z korzyścią dla Europejczyków, z niekorzyścią dla Amerykanów.
Choć siła nabywcza euro tak jak dolara spada, to jednak nie w takim stopniu. Świadczy o tym poziom amerykańskiej i europejskiej inflacji, oraz kurs euro do dolara -- najwyższy w historii.
Chińczycy i Japończycy będą szczególnie zainteresowani nową giełdą, gdyż umożliwi im drastyczne zmniejszenie swych ogromnych rezerw dolarowych i ich dywersyfikację, co będzie dla nich ochroną przed następstwami deprecjacji dolara. Część posiadanych dolarów będą chcieli nadal zatrzymać; drugiej części być może w ogóle się pozbędą; trzecią część zachowają na pokrycie dolarowych płatności w przyszłości, tym razem już bez odnawiania tych rezerw, a przechodząc stopniowo na rezerwy w euro.
Rosjanie mają żywotny interes ekonomiczny w przejściu na euro -- większość wymiany handlowej prowadzą właśnie z krajami europejskimi, z krajami -- eksporterami ropy naftowej, z Chinami oraz z Japonią. Przejście na rozliczeniach w euro natychmiast uwidoczni się w handlu z pierwszymi dwoma blokami, a z czasem także ułatwi handel z Chinami i Japonią. Ponadto Rosjanie, zdaje się, z niechęcią trzymają dolary, które tracą na wartości, skoro ich nowym objawieniem jest rozliczanie się w złocie. Poza tym, w Rosji odżył nacjonalizm, i jeśli przejście na euro miałoby być dotkliwym ciosem dla Ameryki, z przyjemnością go zadadzą i będą z satysfakcją się przyglądać, jak imperium krwawi.
Arabskie kraje eksportujące ropę chętnie będą przyjmować euro jako środek dywersyfikacji ryzyka wobec piętrzących się gór dewaluujących się dolarów. Te kraje także, podobnie jak Rosja, handlują przede wszystkim z krajami Europy, a zatem będą preferować walutę europejską, zarówno ze względu na jej stabilność, jak i dla ograniczenia ryzyka walutowego, nie mówiąc już o motywie ideologicznym -- dżihadzie przeciwko Niewiernemu Wrogowi.
Tylko Brytyjczycy znajdą się między młotem a kowadłem. Ze Stanami Zjednoczonymi łączy ich wieczne strategiczne partnerstwo, ale równocześnie naturalnie ciążą ku Europie. Jak dotąd mieli wiele powodów, aby trzymać z tym, który wygrywa. Kiedy jednak zobaczą, że ich blisko stuletni partner upada, czy będą wytrwale trwać u jego boku, czy też go dobiją? Nie należy jednak zapominać, że obecnie dwie wiodące giełdy naftowe to nowojorski NYMEX i londyńska Międzynarodowa Giełda Ropy Naftowej (International Petroleum Exchange -- IPE), obie praktycznie w rękach Amerykanów. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że Brytyjczycy będą musieli pójść na dno razem z tonącym okrętem, w przeciwnym bowiem razie strzeliliby sobie w nogi, szkodząc własnym interesom na londyńskiej IPE. Warto zauważyć, że bez względu na retorykę objaśniającą powody utrzymania funta szterlinga, Brytyjczycy nie przeszli na euro najprawdopodobniej właśnie dlatego, że sprzeciwiali się temu Amerykanie: gdyby tak się stało, londyńska IPE musiałaby się przestawić na euro, tym samym zadając śmiertelną ranę dolarowi i strategicznemu partnerowi Wielkiej Brytanii. W każdym razie bez względu na to, co postanowią Brytyjczycy, jeśli Irańska Giełda Naftowa nabierze tempa, liczące się siły interesu -- europejskie, chińskie, japońskie, rosyjskie i arabskie -- z zapałem przyjmą w rozliczeniach euro, a wówczas los dolara będzie przypieczętowany. Amerykanie nie mogą do tego dopuścić, i użyją, jeśli zajdzie konieczność, szerokiego wachlarza strategii, aby powstrzymać lub zahamować funkcjonowanie planowanej giełdy:
Sabotaż giełdy -- mógłby polegać na wprowadzeniu wirusa komputerowego, ataku na sieć, system łączności lub serwery, rozmaitych naruszeniach bezpieczeństwa serwerów, albo też na zamachu bombowym na główne i pomocnicze obiekty giełdy w stylu 11 września.
To już zrobili 30 stycznia www.wiadomosci.gazeta.pl. Najprawdopodobniej kable zostały przerwane celowo. Ich awaria jest zgrana czasowo z uruchomieniem przez Iran giełdy Kisch, który zarządza kontratakami po raz pierwszy rozliczanymi w Euro a nie Dolarach. Przecięto wszystkie 3 kable zarządzające ruchem telekomunikacyjnym z rejonu Bliskiego Wschodu. Miejsca ich przecięcia nie były blisko siebie i prawdopodobieństwo przecięcia ich przez kotwice jest znikome. Takich zniszczeń nie można wywołać rzucając źle kotwice. Jedynym z okrętów nadających się do tego zadania jest USS Jimmy Carter, wchodzącym w skład floty US. Pływającej po zatoce perskiej. O jego zniknięciu z portu w Kitsa/Bongor społeczność Google Earth informuje od początku stycznia 2008.
Zamach stanu -- zdecydowanie najlepsza strategia długoterminowa, jaką dysponują Amerykanie.
Tego też próbowali, ostano wysłali tam z misja samobójcza Benazir Bhutto. Szybko zajęły się nią służby specjalne i ja zabili. Biorąc pod uwagę, jakich środków użyli aby ja zlikwidować, zabijając w jednym z nieudanych zamachów przynajmniej 130 osób i raniąc 200 innych. Jej śmierć była tylko kwestią czasu. Ona wiedziała, że ją tam zabiją, bo Hunta zabiła jej ojca. Więc ktoś musiał ją tam wysłać. Pytanie kto i po co?
Po to by wzmocnić irańską opozycję -> po to by obalić obecny rząd -> który prowadzi śmiertelnie niewygodną politykę dla -> dolara -> amerykańskiego.
Wynegocjowanie takich warunków i ograniczeń prowadzenia giełdy, które będą do przyjęcia dla USA -- inne znakomite rozwiązanie dla Amerykanów. Oczywiście, rządowy zamach stanu jest strategią wyraźnie preferowaną, gdyż zagwarantowałby, że giełda wcale nie będzie funkcjonować, a więc niebezpieczeństwo dla amerykańskich interesów będzie zażegnane. Gdyby jednak próby sabotażu czy zamachu stanu się nie powiodły, wówczas negocjacje byłyby z pewnością najlepszą dostępną opcją.
Wspólna rezolucja wojenna ONZ -- tę będzie bez wątpienia trudno uzyskać, zważywszy na interesy wszystkich pozostałych państw członkowskich Rady Bezpieczeństwa. Gorączkowa retoryka o tym, jak to Irańczycy opracowują broń jądrową niewątpliwie ma na celu utorowanie drogi do tego typu działań.
Z tym to raczej ciężko, Rosja teraz ma na pieńku z USA za wolność dla Kosowa, choć może kupić Gruzję, za rezolucje, kto wie. Reszta wytknęła by Bushowi (czy innemu prezydentowi USA), że znowu chcą krwawej wojenki za miliardy perto dolarów, za które płaci świat nie USA. Wiec był by to ewidentny konflikt interesów. Powoływanie takiej rezolucji znowu w wybujałej wyobraźni amerykańskiego prezydenta dawało by mu mandat do napaści na Iran. Inne kraje strzeliły by sobie w stopę tą rezolucją, uniemożliwiając sobie przejście na na EURO i inne waluty w rozliczeniach ropnych.
Jednostronne uderzenie nuklearne -- to byłby straszliwy wybór strategiczny, z tych samych względów, co strategia następna -- jednostronna wojna totalna. Do wykonania tej brudnej roboty Amerykanie prawdopodobnie posłużyliby się Izraelem.
Tak, tak. Choć ciężko w to uwierzyć to tego też prawdopodobnie próbowali. Choć nie ma na to twardych dowodów, to są bardzo mocne poszlaki. 30 sierpnia 2007 roku bombowiec B-52 uzbrojony w 6 rakiet AGM-129 przenoszących głowice W-80-1 opuścił teren USA i skierował się nad Atlantyk skąd zawrócił. Przy okazji gubiąc jedną z głowic, co nosi miano Empty Quiver. Według oficjalnej wersji, opisanej szerzej w artykule na Wikipedii była to zwykła pomyłka zaklasyfikowana w nomenklaturze amerykańsko wojskowej jako Bent Spear. Wg. innych był to bunt generałów, którzy nie chcieli kolejnej wojny. Pełen artykuł po angielsku dostępny jest na stronie www.pl.indymedia.org.
Jednostronna wojna totalna -- to jawnie najgorszy możliwy wybór strategiczny. Po pierwsze, zasoby wojskowe USA zostały już nadwerężone przez dwie poprzednie wojny. Po drugie, Amerykanie jeszcze bardziej zraziliby do siebie inne silne narody. Po trzecie, państwa posiadające największe rezerwy dolarowe mogłyby się zdecydować na cichą zemstę w postaci pozbycia się swoich gór dolarów, tym samym utrudniając Stanom Zjednoczonym dalsze finansowanie ich ambitnych wojowniczych planów. Po czwarte wreszcie, Iran ma strategiczne sojusze z innymi silnymi narodami, co mogłoby doprowadzić do ich zaangażowania się w wojnę; mówi się, że Iran ma takie przymierze z Chinami, Indiami i Rosją, znane pod nazwą Szanghajskiej Grupy Współpracy, a także osobny pakt z Syrią.
Austriacka teoria pieniądza, kredytu i cykli gospodarczych uczy nas, że pomiędzy ową Scyllą a Charybdą nie ma rozwiązania pośredniego. Prędzej czy później system monetarny musi się przechylić w jedną lub w drugą stronę, co zmusi Rezerwę Federalną do podjęcia decyzji. Głównodowodzący Ben Bernanke (nowy prezes Fed -- przyp. red.), renomowany znawca Wielkiego Kryzysu i wprawny pilot śmigłowca „Black Hawk”, bez wątpienia wybierze inflację.
Ciekawe jest to, że nasz odpowiednik tak znienawidzony przez niektórych były prezes NBP Leszek Balcerowicz, podczas polskiego kryzysu walutowego wywołanego przemianami systemowo-gospodarczymi wybrał bolesną walkę z inflacją. To właśnie za to tak jest nielubiany przez środowiska socjalistyczno-populistyczne.
„Helikopterowy Ben” nie pamięta wprawdzie America’s Great Depression Rothbarda, ale dobrze zapamiętał lekcje płynące z Wielkiego Kryzysu i zna niszczycielskie działanie deflacji. Maestro nauczył go, że panaceum na każdy problem finansowy jest wywołanie inflacji, choćby się paliło i waliło. Uczył on nawet Japończyków własnych niekonwencjonalnych metod zwalczania deflacyjnej pułapki płynności. Podobnie jak jego mentorowi, marzy mu się przezwyciężenie „zimy Kondratiewa„.
Skutki prób przeskoczenia „zimy Kondratiewa” widać już od 2 lat. Zapaść na rynku kredytowym jest niczym innym jak karą za zuchwałość. Podczas gdy cały świat zaczął zaciskać pasa podnosząc stopy procentowe. FED stopy obniżał. Po to by obniżyć koszt kredytowania pieniądza, zwiększyć tempo jego wytwarzania w systemie bankowym. Oraz po to by zmniejszyć skutki już objawionego kryzysu gospodarczego. Dodatkowo powodem do tego jest dalsza deprecjacja (obniżenie wartości) dolara w celu poprawienia kondycji amerykańskich eksporterów. Przy okazji doprowadził do stagflacji a jak nie przestanie to zobaczymi w stanach slumflacje (inflacja + spadek pkb + wzrost bezrobocia). Zeby dodać pikanterii sprawie, we wrześniu zafałszowano prognozy statystyczne dotyczące poziomu bezrobocia w USA. Na podstawie tych danych FED po raz kolejny obniżył stopy procentowe. A miesiąc później podczas rewizji wskaźnika okazało się, że zamiast wzrostu bezrobocia odnotowano spadek.
Ekonomiści wiedzą, że manipulacja stopami procentowymi to broń „masowego rażenia” z opóźnionym zapłonem. W zależności od efektywności gospodarki wpływ zmiany stopy procentowej odczuwany jest dopiero po 2-4 miesiącach. Wykorzystując tą „pomyłkę” obniżył oprocentowanie.
Żeby nie dopuścić do deflacji, ucieknie się do drukowania pieniędzy; odwoła wszystkie helikoptery z 800 zamorskich baz wojskowych USA; a jeśli będzie trzeba, nada stałą wartość pieniężną wszystkiemu, co mu się nawinie. Jego ostatecznym dokonaniem będzie hiperinflacyjna destrukcja amerykańskiej waluty, z której popiołów powstanie nowa waluta rezerwowa świata -- barbarzyński relikt zwany złotem.
Ewentualnie Amero, choć na razie niektórzy drwią z tego pomysłu i zaliczają go do teorii spiskowych, to jest w tym jakiś sposób. Na stworzenie nowej waluty. Co prawda jeśli już świat przejdzie na EURO, w handlu ropnym to o tyle łatwiej będzie choć trochę przechylić szalkę na stronę amerykańskiej nowej waluty, ze względu na jej siłę.
Tegoż autora:„China’s Great Depression” „Masters of Austrian Investment Analysis” „Austrian Analysis of U.S. Inflation” „Oil Performance in a Worldwide Depression” Zalecana lektura: William Clark „The Real Reasons for the Upcoming War in Iraq” William Clark „The Real Reasons Why Iran is the Next Target”O autorze Krassimir Petrov ( Krassimir_Petrov@hotmail.com) uzyskał doktorat z ekonomii w USA, a obecnie wykłada makroekonomię, finanse międzynarodowe i ekonometrię na Uniwersytecie Amerykańskim w Bułgarii.
No, jeśli tu dotarłeś to gratuluje. Mam nadzieję, że dało Ci to do myślenia. Zapraszam do gorącej dyskusji i komentowania.