Archiwum

Posty oznaczone ‘euro’

Wybory 2010

Czerwiec 24th, 2010 Brak komentarzy

W tych wyborach, na wzór poprzednich przed oddaniem głosu postanowiłem podejść do tematu metodycznie. Odrzucić mass medialne szaleństwo z orgią hipokryzji sączącą się ze spotów wyborczych na czele. Przeanalizowałem programy wyborcze, obejrzałem debaty. Ale nade wszystko uznałem za fakt, iż demokracja jest tylko fenomenem, istotą, wzorcem nie osiągalnym dla polskiego społeczeństwa. Zwłaszcza w Polskim systemie wyborczo parlamentarnym.

Okazjonalny i szczątkowy charakter polskiej demokracji, czyni ją tak nie udolną i niedoskonałą, iż uważanie jej za system demokratyczny to kpina ze słowa słów „władza ludu”. Czynników upośledzających demokrację jest wiele, głównym i wręcz sztandarowym jest okazjonalność. Przez to stężenie procentowe demokracji w Polsce wynosi zaledwie 0,05%. Czyli pięć setnych procenta! Przez to funkcja penalizacyjna społeczeństwa wywierana na rządzących jest znikoma.

Po drugie, demokracja ustępuje od wielu lat miejsca nowocześniejszemu systemowi, jakim jest medjokracja. Rozczłonkowane jednostki społeczne niespójne poglądowo można, a z punktu wiedzenia rządu trzeba, ukierunkować. Ba permanentna wolność poglądowa jednostek społecznych jest nie zdrowa dla narodu, jako całości. Znacznie więcej naród, jako całość jest wstanie zdziałać, jeśli społeczeństwo wyposaży się w klapki na oczy, takie same, jakie onegdaj montowało się koniom, by te szły prosto przed siebie. Historyczne dowody poprawności tej teorii to miedzy innymi, Piramidy Egipskie, Wielki Mur w Chinach, Program Apollo. Nie, nie powiem, że manipulacja ta na celu dobro narodu a jedynie dobro partii. Dobra te są, co prawda zbieżne, ale nie tożsame, a niestety w wielu okolicznościach staja w sprzeczności.

Kolejna manipulacja, będąca pochodną medialnej manipulacji, jest prezentacja sondaży przedwyborczych. Każdy, kto miał styczność ze statystyką, rachunkiem prawdopodobieństwa wie jak łatwo jest sie pomylić. Manipulacja poglądem społecznym przy pomocy sondaży jest w moim postrzeganiu jedną z najbardziej podłych technik. Żeruje ona na bardzo podstawowych i prymitywnych instynktach samozachowawczych jednostek. „Rób jak my, albo won ze stada”, „Siła stada w jego jedności”. Instynkty te głęboko zaszyte w podświadomości ludzkiej nakazują obserwować otoczenie i podporządkować się jego osądowi. Dotyczy sie to tak poglądów politycznych jak i religijnych.

Podłość manipulacji sondażowej osiągnął apogeum w ostatnich wyborach prezydenckich w USA. Sondaże przedstawiały walkę McCaina i Obamy, jako skrajnie wyrównaną, z różnica oscylująca na poziomie, 1% co jest poniżej błędu statystycznego. Samo prezentowanie takiego wyniku sondażowego zakrawa na bezczelność. Jak pokazała rzeczywistość 52.9% do 45.7% dla Obamy, przy czym obraz ten jest zafałszowany, gdyż głos decydujący mają elektorzy 365 do 173 czyli 67,5% do 32,5% czyli o 35pp więcej! To nie jest 1pp różnicy tylko 33pp!

Po trzecie demokracja nie jest świętym obrazem, nie jest doskonała, ma wielką wadę u swych fundamentów. Ludzie nie są równi. Społeczeństwo nie jest jednorodne, nie jesteśmy klonami, jesteśmy definiowani przez nasza odmienność. Jedni są silniejsi, inteligentniejsi, szybsi, bardziej przedsiębiorczy, bardziej zaradni. Inni są leniwi, upośledzeni intelektualnie, pozbawieni w zdolności współżycia społecznego z brakiem empatii na czele. Tak zagrała natura, uczyniła jednych debialmi a innych geniuszami, nie każdy będzie profesorem, nie każdy żulem z pod budki z piwem. Demokracja łamie to prawo naturalne dając każdej jednostce równy głos, to nie jest sprawiedliwe by głos wyborczy zarzyganego chlora z pod budki z piwem był tak samo ważny, jak głos profesora.

Dlatego, dogmatyzm i symbolika „DEMOKRACJI”, jako takiej „pięknej królewny” rozpychającej się łokciami wśród innych systemów rządów musi ustąpić politycznemu pragmatyzmowi. Jak wspomniałem wcześniej prezentacja poglądów i programu kandydatów lub partii może być stratą czasu. Już nie raz nie dwa, przekonywaliśmy się, iż taki program najlepiej nadaje sie do wycierania nim zadka, i to przez jego głosicieli. Ale cóż nam zostaje? To jest właśnie element zaufania społecznego, którym obdarzamy kandydatów i karzemy ich za ich pogwałcenie.

Wybory są jak symultaniczna partia szachów, na początku chcesz wygrać sam, ale w pewnych okolicznościach stwierdzasz iż twoje szanse są zerowe. W tedy robisz wszystko by pomóc tym którzy najbardziej zagrażają twojemu największemu rywalowi. Zgodnie z zasadą „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Do wyborów należy podjeść świadomie i taktycznie.

Moje zimne kalkulacje doprowadziły do dość zaskakującego rozstrzygnięcia. Jakim jest Janusz Ryszard Korwin-Mikke. I jak widać po wyniku pierwszej tury nie był to głos stracony. Mój głos nie miał znaczenia w rozstrzygalności pieszo-turowej. Ma natomiast większe znaczenie 1/ 416898  niż głos oddany na jednego z namaszczonych kandydatów odpowiednio:  1/ 6 981 319 oraz 1/6 128 255. (Zdaję sobie sprawę jak bardzo egoistycznie wygląda to porównanie.)

Zgodność poglądowa

Postrzegam JKM jako takiego Polskiego Rona Paula. Nigdy nie miąłem złudzeń, iż głos oddany na JKM uczyni go zwycięzcą lub przepchnie do drugiej tury. (Ale pomarzyć zawsze można, wyobraźcie sobie, co by się stało z Polską scena polityczną). Mój głos oddałem w na kandydata, którego poglądy są zbieżne z moimi. To, że jest postrzegany, jako oszołom, to jest problem przede wszystkim samego JKM. Jego nieumiejętność auto prezentacji, wykorzystywanie w dyskusji skomplikowanych metafor i trudnych słów przyprawia mu właśnie taka metkę. Ale cóż, to czyni go szczerym i bardziej wiarygodnym. Jego 4 miejsce w wyborach i pobicie Pawlaka jest dla mnie większym osiągnięciem niż sie spodziewałem. Jest klapsem dla PSL-u. Jest także sygnałem dla elit politycznych, iż czas manipulacji społeczeństwem za pomocą radia i telewizji niebawem dobiegnie końca.

Co dalej? Druga tura.

No… to mam problem. Będąc w tak skrajnej opozycji do Kaczyńskich w 2007 roku po doświadczeniach z ostatnich 3 lat nie zostaje mi nic innego jak:

  1. Nie głosować
  2. Głosować na Kaczyńskiego

W każdym przypadku, mam problem, w pierwszym to pozbawienie sie prawa wyborczego. Jeszcze nie jestem tak bardzo zdegustowany sceną polityczną by wyrzec sie swojego prawa. Co to, to nie! W drugim wypadku narażę się na ostracyzm, społeczny i metkę chwiejnego poglądowo.

Z ostracyzmem nauczyłem sobie radzić dzięki doświadczeniu z prezentowaniem poglądów anty religijnych, wyraźnie i bardzo precyzyjnie ujętych w pewnym sporze na FaceBooku dostępnym pod tym linkiem. Z resztą bardzo bogata dyskusja zapraszam do lektury. http://www.facebook.com. Co do chwiejności…

To nie ja pierwszy okazałem się być chwiejny poglądowo. Po czynach ich poznacie. Platforma Obywatelska przedstawiała się jako partia liberalna. O zdrowym poglądzie gospodarczym, czyli wg. Mnie z dala od Keinssa bliżej Austyjackiej Szkoły Ekonomicznej. Wystrzeganie się deficytu budżetowego, pilnowanie wydatków, powstrzymywanie się od zagrywek populistycznych. Tego spodziewałem się po partii której ponoć docelowym elektoratem byli wykształci uchy.

Rzeczywistość przynosi rozczarowanie. Projekt cenzury Internetu już san jeden, skreślił dla mnie PO ze sceny politycznej. Wolność słowa jest dla mnie wartością fundamentalną, jest świętością.

Po drugie jako ekonomista, muszę brać pod uwagę elementy kwantyfikowalnej jakości rządu, akie które da się zmierzyć i policzyć. Oto jeden z nich:

Polski deficyt budżetowy w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w ujęciu względnym w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w ujęciu względnym w latach 1991-2010 z premierami

Wykres nie kłamie, wysokie słupki, rządy lewicowe, szastanie kasą rozpusta zadłużanie państwa a przez to przyszłych jeszcze nienarodzonych pokoleń. W skali bez względnej PO jest bardziej socjalistyczne iż SLD. Gdzie się podział cały liberalizm? Zostały tylko puste obietnice bez pokrycia.

Skoro zarysowałem już przyczyny swojej decyzji, została jeszcze jeden argument…

,,Władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie”
John Emerichn Acton

Kaczyński, może być jedynym postronkiem który utrzyma komunistów o krok od zdobycia całkowitej władzy.

Reforma konstytucji

Grudzień 18th, 2009 Brak komentarzy

Nie minęło wiele czasu a media już zapominały o kontrowersyjnym pomyśle premiera. Teraz, na chłodno myślę że miało to dwa cele. Pierwszy to puścić śmierdzącego bąka by obserwatorzy sceny politycznej nie przyglądali się aferze hazardowej i innym ostatnim kwiatkom PO. Tylko w oburzeniu krytykowali pomysł premiera… wyśmienicie się udało, sam się nabrałem. Ale o wiele fajniejszy efekt premier mógł osiągnąć pokazując pośladki podczas przemówienia narodowego. Miał by zapewnienie, że odwrócenie – dupą uwagi potrwa dostatecznie długo, by cichaczem robić swoje rządy.

A tymczasem pojawia się propozycja wprowadzenia „przy okazji” i jednocześnie „w zamian” śmierdzącego bąka, zmian w konstytucji, umożliwiających wprowadzenie w Polsce Euro waluty. I tak już wszyscy zapomnieli ustalenia dokonane pomiędzy Premierem i Prezydentem w willi na Helu, iż sejm miał przyjąć ustawę kompetencyjną, która w jakimś stopniu ochroniła by Polską suwerenność. I tak zamiast robić z siebie imperatora, premier „zejdzie z żądań” i wprowadzi zmiany w konstytucji, plan idealny…

… zobaczymy jak mu pójdzie…

Irlandzkie referendum w sprawie Konstytucji Europejskiej

Październik 1st, 2009 Brak komentarzy

[Wpis nie cenzurowany, muszę odreagować]

Flaga EU NO

Flaga EU NO

Po pierwsze, nie pomyliłem się w tytule. Traktat Lizboński to nic innego jak przerobiona wersja odrzuconej Konstytucji Europejskiej. Widocznie poczucie narodowości europejskiej było zbyt słabe by przyćmić ciemne strony Konstytucji Europejskiej (dalej KE, lub TL) i została odrzucona w referendum we Francji i Holandii.

Próba przyjęcia tego samego dokumentu pod inna nazwą skłoniła mnie do zmiany zdania na jej temat. Podczas gdyby  dano wybór ludowi, by to on, jako suweren władzy, podjął jedną z najważniejszych decyzji w Europie  byłbym skłonny zagłosować na TAK. Ale gdy widzę że rządy  próbując na siłę przyjąć KE panikują i odbierają obywatelom ich prawo do wyboru, jestem na NIE. Bo podskórnię czuję, ze jest tam smród, dlatego przeczytałem KE… i tym bardziej jestem na NIE.

Po wyniku referendum irlandzkiego, Europejskie elity władzy znalazły się w dupie. A każąc Irlandii głosować ponownie nad tym co już raz odrzucili weszli do dupy jeszcze głębiej. To w tedy ostatecznie zdecydowałem ze przegięli pałę. Było powiedziane, że traktat przyjmowany jest jednogłośnie przez wszystkie państwa! Nie demokratycznie lecz jednogłośnie, takie były zasady! Nie ma to znaczenia, że ludność Irlandii to zaledwie 0,62% ludności europy. Zasady były jasne! Traktat upadł w chwili gdy Irlandczycy powiedzieli NIE.

Nakaz ponownego glosowania był niczym innym jak złamaniem jednej z najświętszych zasad demokracji, NIE znaczy NIE. Był także przykładem , że nie wolno tez ufać intencjom rządzącym EU. Polskie media przedstawiały ich jako tych lepszych niż naszych. Jako mądrych i światłych, no i znających angielski. A tu okazuje się, że są zdolni do złamania własnej obietnicy danej nie 4 milinom Irlandczyków ale całej 712 milionowej Europie.

Skoro KE ma prymat nad prawodawstwem narodowym, nawet nad konstytucją, konstytucją która była zatwierdzana z woli narodu w referendum, to jakim kurwa prawem rząd decyduje się przyjąć przepis ją przewyższający, za pomocą głosowania w parlamencie? Zrobili jakieś pojebane referendum w sprawie drogi na zadupiu Polski a w sprawie traktatu który decyduje o losie i kształcie Europy na dekady nie? Gdzie tu sens? Gdzie prawo? Gdzie demokracja?

Jak słyszę sarkiego czy innego bękarta Francji mówiącego, że Irlandia postąpiła źle i niedemokratycznie, robi mi się nie dobrze. Kłamstwo powtarzane jak mantra staje się prawdą – mówił Joseph Goebbels i kurwa miał rację!

Jutro głosowanie w Irlandii, http://pl.wikipedia.org/wiki/Referendum_w_Irlandii_w_2009_roku. Naciski na Irlandię były ogromne, nie tylko polityczne ale i ekonomiczne. Część z Irlandczyków ma już tego dość, część będzie walczyć do końca.  Bardzo bym chciał by znowu wyszło NIE, to było by jak kop w ryj zakłamanym władzom europy. Ale o takim wyniku można tylko pomarzyć. Nie zdziwiła by mnie nawet próba zafałszowania wyborów gdyby nie pokorny naród znowu powiedział NIE.

Joseph Goebbels

Światowy krysys ekonomiczny – przyczyny i konsekwencje

Wrzesień 16th, 2008 3 comments

Po czarnym poniedziałku 15 września 2008 r. na amerykańskich i światowych giełdach przychodzi czas zastanowienia. Zbiegło się to w czasie z kryzysem kilku tanich linii lotniczych. Ich kłopoty wynikają ze wzrostu cen ropy, a przez to kosztów paliwa lotniczego. Mimo, że cena paliwa spadła do  poziomu 91 $ za baryłkę, i najbliższy poważny poziom oporu to 85 $ za baryłkę.

To zaległe koszty, pozbawiły firmy paliwo-zależne płynności finansowej. Akurat branża lotnicza padła pierwsza gdyż była na pierwszej linii frontu. Ze względu na prowadzoną strategię w kształtowaniu kapitału obrotowego. Która wynika ze strategii tych firm: „Ciąć koszty, ciąć koszty i ciąć koszty.”
Strajki firm transportu lądowego które przetoczyły się przez Europę miały taką samą genezę. Z tą różnicą, że firmy transportowe stanowią jako masa moc sprawczą podobną do związków zawodowych. I „mogą” coś wywalczyć. Natomiast żaden dyrektor generalny czy inny właściciel firmy lotniczej nie przyjdzie ani lobbować ani strajkować pod budynek Euro Parlamentu. Jego metodą jest bankructwo.
Genezę wzrostu cen ropy przedstawiłem we wpisie Śmierć Dolara,  ale nie można obwiniać za dewaluację dolara tylko imperialnych popędów USA.
Wymyśliłem teorię ekonomi  pozytywnej wyjaśniającą przyczyny światowego kryzysu finansowego, jednocześnie  jak na ekonomistę przystało mam teorię normatywną, która może wskazywać lekarstwo na ten kryzys. Abyście dobrze zrozumieli co mam na myśli, przedstawię najpierw co wymyślił na temat autodestrukcyjnego charakteru gospodarki kapitalistycznej Karol Marks.

O tuż według Marksa, kapitalizm ma zaimplementowany mechanizm autodestrukcji. Konkurencja wymusza obniżenie kosztów produkcji. Zmniejszanie kosztów produkcji wymaga zwiększenia skali produkcji przy jednoczesnym zwiększeniu mechanizacji i zmniejszeniu zatrudnienia. Taki mechanizm spowoduje, że płace proletariatu dążą do minimum, co wywoła bunty społeczeństwa i w akcie rewolucji wprowadzi świat w erę komunizmu tudzież socjalizmu. Dziś wiemy, że się mylił (choć nie zupełnie), zresztą nie widział lub nie chciał widzieć mechanizmu auto destrukcji w gospodarce socjalistycznej – inflacji.
Gdy kapitalizm „oddala” bogactwo przez zmniejszenie dochodów. Tak socjalizm „oddala” ludzi od bogactwa przez wzrost cen… na jedno wychodzi.
Dążenie do obniżenia kosztów – obniżenia cen, jest jednym z podstawowych motorów światowej gospodarki kapitalistycznej gdyż chroni świat przed globalną inflacją. Dobrze pamiętam co napisałem w „Śmierć Dolara”. I sądzę, iż FED i Bilderberg Group. Świadomie wykorzystuje ten mechanizm do własnych celów.
Część pozytywna:
Obniżanie cen produktów powoduje podnoszenie się standardu życia społeczeństwa. Gdyż coraz więcej ludzi stać na coraz nowsze produkty. Pozostaje jeszcze jeden problem rozwarstwienia społecznego którego ani jeden ani drugi system nie może pokonać. I kapitalizm i socjalizm powoduje rozwarstwienie i oddalenie bogatych od biednych. Z tą jeszcze różnicą, że biedni nie chcą pozbyć się bogatej kasty społecznej. Chcą do niej dołączyć za wszelką cenę.
Ale jak to się ma do mojej teorii kryzysu?
Biedni w USA żyli i nadal żyją zgodnie z filozofią „Buy today pay tomorrow„. Co jest syntezą dążenia do bogactwa i życia ponad stan. Kapitalizm nie znosi próżni. I znaleźli się ludzie i instytucje które chciały zarobić na tych „biedakach” oferując im Subprime loan, w Polsce zbliżone działanie prowadzi np. firma Provident. Subprime to bardzo ryzykowne kredyty dla ludzi o złej historii kredytowej. A jak każdy ekonomista wie im większe ryzyko tym większy zysk.
Kiedy jednak amerykańscy bankowcy, których obwiniam za kryzys mieli za dobrze, to w pogoni szczurów stali się pazerni. I pchali łapska w coraz bardziej ryzykowne papierzyska, mając nadzieję na wygraną w wyścigu. Karą za to był upadek największych banków amerykańskich np. Lehman Brothers, Morgan Stanley. Straty sięgające setek miliardów dolarów znikających z nadmuchanej i przewartościowanej giełdy amerykańskiej i innych giełd światowych.
A teraz część normatywna:
Gdy niesforny bachor żre masę cukierków to przypłaci swą pazerność próchnicą. Gdy nieodpowiedzialni bankowcy robią się pazerni to za ich grzechy płaci cały świat. Należało tych niesfornych PIERDOLNĄĆ mocno po łapach. A nie podawać jeszcze kasę na rynek. Trzeba było podnieść koszt pieniądza a przez to utrudnić zakupy ryzykownych papierów (przydał by im się Balcerowicz). W zamian tego FED obniżył stopy w październiku ubiegłego roku po małej aferze z liczbą bezrobotnych. I dał kilka miliardów $ na otarcie nosa i na nowe zakupy… nic tylko kupić tonę cukierków… należało z chłodzić gospodarkę, kiedy było by to mało kosztowne i w miarę krótko trwałe. Teraz będzie już tylko gorzej…
Uważam, że FED wpadł w pułapkę. Padną kolejne banki i linie lotnicze a FED będzie dalej obniżać stopy by „ratować” rynek. Nie może podnieść stóp procentowych bo zwiększając koszt pieniądza spowoduje dalsze spadki na giełdzie. (Mniej pieniądza w obiegu, mniej chętnych do kupowania). Dalej obniżyć też nie bardzo może, teraz wynoszą 2.1% bo wywoła inflację… Znowu wzrośnie cena paliwa i znowu przez wzrost kosztów zaczną padać amerykańskie firmy, i wzrośnie bezrobocie… istne martwe koło.

Moje gratulacje dla pazernego Bena Bernanke (poch. żyd.) – Prezesa FED.
A co by się stało gdyby Ben zachował się jak należy. Jak surowy nadzorca a nie jak głupi pastuch który pcha swoje owce do wilków bo tam w lesie najlepsza trawa? Gdyby ochłodził gospodarkę tak jak Balcerowicz w Polsce? I uratował światową gospodarkę przed grypą aplikując szczepionkę.

A no jasne spalili by go na stosie, jak w Polsce Balcerowicza. Wrzeszczeli by, że niepotrzebnie dali się pokłóć igłą i zaszczpić.

Śmierć dolara

Lipiec 16th, 2008 3 comments

Z tym wpisem ociągałem się ze 3 tygodnie. Ale z każdym dniem stawało się dla mnie jasne, że Krassimir Petrov się nie mylił, gdy opublikował to 20 stycznia 2006r. Postanowiłem zgłębić jego myśl i jej implikacje. Oryginał jest dostępny tu: www.financialsense.com, natomiast tłumaczenie pod tytułem „Irańska Giełda Naftowa – prawdziwy powód ataku na Iran” wykonane przez Pawła Listwana zacytowałem z blogu www.drlex.jogger.pl. Autorem  cytowanego tekstu jest dr Krassimir Petrov, wszelkie przerwy w cytowaniu to moje komentarze do tekstu.

Czytając pamiętaj, że oryginalny artykuł powstał dwa lata temu, jednak tylko zyskał na aktualności. Do tekstu dodałem kilkanaście odnośników, zalecam ich przeczytania.

I. Ekonomia imperiów

Państwo narodowe opodatkowuje własnych obywateli; imperium opodatkowuje inne państwa narodowe. Historia imperiów, od hellenistycznego i rzymskiego po osmańsko-tureckie i brytyjskie, poucza nas, że ekonomicznym fundamentem każdego bez wyjątku imperium jest opodatkowanie innych narodów. Zdolność imperium do narzucania podatków zawsze opiera się na lepszej i silniejszej gospodarce, a w konsekwencji – na lepszym i silniejszym wojsku. Część podatków ściąganych od poddanych szła na podnoszenie stopy życiowej obywateli imperium; część zaś służyła dalszemu wzmacnianiu dominacji militarnej niezbędnej do egzekwowania owych podatków.

Historycznie rzecz biorąc, kraje podporządkowane składały daniny w rozmaitych formach – zwykle w złocie i srebrze tam, gdzie kruszce te miały walor pieniądza, ale nieraz także w postaci niewolników, żołnierzy, ziemiopłodów, bydła czy innych produktów i surowców naturalnych, w zależności od tego, jakich dóbr gospodarczych imperium żądało a kraj podwładny był w stanie dostarczyć. Dawniej opodatkowanie na rzecz imperium miało zawsze formę bezpośrednią: państwo podporządkowane przekazywało te dobra gospodarcze wprost do imperium.

W XX wieku, po raz pierwszy w historii, Ameryce udało się opodatkować świat nie wprost – za pośrednictwem inflacji. Zamiast bezpośrednio domagać się podatku, jak czyniły to wszystkie poprzednie imperia, USA rozprowadziły po świecie, w zamian za towary, własną walutę bez pokrycia – dolary – z zamiarem późniejszego doprowadzenia do ich inflacji i dewaluacji. To z kolei umożliwiało odkupienie każdego następnego dolara za mniejszą ilość dóbr – właśnie owa różnica [między ilością dóbr importowanych a eksportowanych] stanowiła imperialny podatek spływający do Stanów Zjednoczonych.

Kiedy stało się to celowym działaniem a  do kiedy było tylko wynikiem okoliczności historycznych? O sile dolara w czasach przed I Wojną Światową decydował związek ze złotem. Późniejsze wydarzenia – Bretton Woods przyczyniły się tylko do klaryfikacji tej strategi, której kulminacyjnym momentem był pierwszy i drugi Szok Nixona. Zwróćmy uwagę na siłę nabywczą 1$ na przestrzeni czasu.

A oto, jak do tego doszło.

W początkach XX wieku gospodarka USA uzyskała dominującą pozycję w świecie. Dolar amerykański był wówczas ściśle związany ze złotem, toteż jego wartość ani nie rosła, ani nie malała, lecz była wciąż równa tej samej ilości złota. Wielki Kryzys, z poprzedzającą go inflacją w latach 1921 – 1929 oraz napęczniałymi deficytami budżetowymi w latach następnych, pokaźnie zwiększył ilość waluty w obiegu – dalsze utrzymywanie jej pokrycia w złocie stało się niemożliwe. To skłoniło Roosevelta do zniesienia w 1932 r. sprzężenia między wartością dolara a wartością złota. Aż do tego momentu USA mogły co prawda dominować w gospodarce światowej, ale, w sensie ekonomicznym, nie były jeszcze imperium. Stała wartość dolara i jego wymienialność na złoto nie pozwalała Amerykanom ekonomicznie wykorzystywać innych krajów.

Amerykańskie imperium w sensie ekonomicznym narodziło się w Bretton Woods w 1945 r. Wprawdzie dolar nie był już w pełni wymienialny na złoto, ale ową wymienialność na złoto zagwarantowano rządom innych państw – i tylko im. Tym samym dolar stał się walutą rezerwową całego świata. Było to możliwe, ponieważ w czasie II wojny światowej Stany Zjednoczone zaopatrywały aliantów żądając zapłaty w złocie, dzięki czemu zgromadziły u siebie znaczną część światowych zasobów tego kruszcu. Imperium nie mogłoby zaistnieć, gdyby, zgodnie z postanowieniami z Bretton Woods, podaż dolara pozostała ograniczona i nie przekraczała wartości dostępnego złota. Umożliwiałoby to pełną wymianę dolarów z powrotem na złoto. Jednak polityka „armaty i masła” z lat sześćdziesiątych miała typowy charakter imperialny: podaż dolara zwiększano nieustannie, żeby finansować wojnę w Wietnamie i projekt „wielkiego społeczeństwa” L. B. Johnsona. Większość owych dolarów trafiała za granicę w zamian za towary sprzedawane do USA bez szans na odkupienie ich po tej samej cenie. Wzrost zasobów dolarowych zagranicy wywoływany przez nieustanny deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych był równoznaczny z opodatkowaniem – z klasycznym podatkiem inflacyjnym nakładanym przez dany kraj na własnych obywateli, tyle że tym razem był to podatek inflacyjny nałożony przez USA na resztę świata.

FED [nie utożsamiać obywateli państwa z rządem tego państwa i jego instytucjami] produkował dolary na potęgę. Normalnie człowiek który produkował by sobie w piwnicy puste pieniądze czeka kara. W czasach zamierzchłych (średniowiecze) karą było wlewanie skazańcowi roztopionej cyny do gardła… dziś jesteśmy bardziej cywilizowani czyt. wyrafinowani. Według Polskiego Kodeksu Karnego jest to przestępstwo zagrożone karą wiezienia od 5 do 25 lat – tak jak zbrodnia.

Nawet państwo które by jawnie dopuściło się do drukowania pieniądza czeka kara w postaci sankcji i zerwania stosunków dyplomatycznych, czy wymienialności walutowej. Dlatego zbankrutowane kraje płacą w złocie. Na przykład (nigdy nie spłacone) Niemieckie reparacje wojenne za I Wojnę Światową.

USA są jedynym, imperium które może to robić jawnie, mniej lub bardziej dbając o pozory karmiąc opinię publiczną frazesami, jako by obniżanie stóp podatkowych miało pomóc amerykańskiej gospodarce. [Owszem tak, ale na krótko, ale o tym w innym wpisie.]

Kiedy zagranica [FRANCJA] zażądała w latach 1970-1971 wymiany posiadanych dolarów na złoto, 15 sierpnia 1971 rząd USA ogłosił niewypłacalność. Wprawdzie opinię publiczną karmiono frazesami o „zerwaniu więzi między dolarem a złotem”, ale w rzeczywistości odmowa spłaty w złocie była aktem bankructwa rządu Stanów Zjednoczonych.

W gruncie rzeczy USA ogłosiły się wtedy imperium. Wyciągnęły z reszty świata ogromną ilość dóbr, nie mając zamiaru ani możliwości ich zwrócić, a bezsilny świat musiał się z tym pogodzić – świat został opodatkowany i nic nie mógł na to poradzić.

W spowodowane to było przede wszystkim galopującą podażą dolara potrzebnego na opłacenie ogromnych kosztów wojny w Wietnamie. Co wywołało po raz pierwszy w XX deficyt budżetowy i handlowy USA. Pokrycie dolarów w złotem spadło do 22% co oznaczało, że tylko 1 na 5 dolarów był prawdziwy…

Tekst Nixona o stabilizacji można między bajki wsadzić. Zrywając formalny związek wartości dolara ze złotem uczynił dolara pustym kawałkiem papieru nie reprezentującym żadnej fizycznej wartości, tylko wartość nominalną. Wartość która mogła być od tej chwili dowolnie kształtowana przez FED.


Nixon ogłasza imperium

Od tego momentu, aby Stany Zjednoczone mogły utrzymać status imperium i nadal ściągać podatki, reszta świata musiała w dalszym ciągu akceptować – jako zapłatę za dobra ekonomiczne – stale tracące na wartości dolary. Musiała też gromadzić ich coraz więcej. Trzeba było więc dać światu jakiś powód do gromadzenia dolarów, a powodem tym stała się ropa.

Gdy coraz wyraźniej było widać, że rząd USA nie zdoła wykupić swych dolarów płacąc za nie złotem, zawarł on w latach 1972-73 żelazną umowę z Arabią Saudyjską: USA będą wspierać władzę królewskiej rodziny Saudów, a w zamian za to kraj ten będzie sprzedawał ropę wyłącznie za dolary. Śladem Arabii Saudyjskiej miała podążyć reszta państw OPEC. Ponieważ świat musiał kupować ropę od arabskich krajów naftowych, utrzymywał rezerwy dolarowe, aby mieć czym za nią płacić. Świat potrzebował coraz więcej ropy, a jej ceny szły stale w górę, toteż popyt na dolary mógł tylko wzrastać. Wprawdzie dolarów nie można już było wymienić na złoto, ale za to stały się one wymienialne na ropę naftową.

W wyniku nadprodukcji dolara, doszło do jego głębokiej dewaluacji. Jeśli płacili byśmy za ropę złotem to nie odnotowalibyśmy ŻADNEGO wzrostu ceny ropy. Bo to nie ropa, ani złoto drożeje, tylko DOLAR (i EURO) tracą na wartości [O tym szerzej w innym artykule].

Sens ekonomiczny wspomnianej umowy sprowadzał się do tego, że dolar miał pokrycie w ropie naftowej. Dopóki tak było, świat musiał gromadzić coraz większe sumy dolarów, ponieważ były one niezbędne, aby móc kupić ropę. Tak długo jak dolar był jedynym dopuszczalnym środkiem płatności za ropę, miał on zagwarantowaną dominację w świecie, a amerykańskie imperium mogło dalej ściągać podatki z całego świata. Gdyby dolar, z jakiegokolwiek powodu, stracił pokrycie w ropie naftowej, amerykańskie imperium przestałoby istnieć. Trwanie imperium wymagało więc, aby ropa była sprzedawana wyłącznie za dolary. Wymagało ponadto, aby rezerwy ropy pozostawały rozproszone pomiędzy osobne, suwerenne państwa nie dość silne politycznie bądź militarnie, żeby móc żądać zapłaty za ropę w jakiejś innej formie. Gdyby ktoś zażądał innej zapłaty, należało go przekonać do zmiany zdania – poprzez naciski polityczne albo środkami militarnymi.

Człowiekiem, który faktycznie zażądał za ropę zapłaty w euro był, w 2000 r., Saddam Hussein. W pierwszej chwili jego życzenie zostało wyśmiane, później było lekceważone, ale kiedy stawało się coraz jaśniejsze, że jego zamiary są poważne, zaczęto wywierać na niego polityczną presję, aby zmienił zdanie. Kiedy również inne kraje, takie jak Iran, zażyczyły sobie zapłaty w innych walutach, przede wszystkim w euro i w jenach, dolar znalazł się w realnym niebezpieczeństwie. Taka sytuacja wymagała akcji karnej. W Bushowskiej operacji „Szok i Przerażenie” w Iraku nie chodziło o nuklearny potencjał Saddama, o obronę praw człowieka, o propagowanie demokracji, ani nawet o zagarnięcie pól naftowych; chodziło o obronę dolara, a tym samym – amerykańskiego imperium. Chodziło o pokazanie światu, że każdy kto zażąda zapłaty za ropę w walucie innej niż dolar USA, będzie przykładnie ukarany.

Do wytworzenia atmosfery zagorzenia ze strony Iraku, wykorzystano spreparowane dowody i raporty Amerykańskiego i Brytyjskiego wywiadu. Oraz już trwająca od 11 września 2001, kampanię marketingową  pod tytułem „Al Kajda”.

David Christopher Kelly stał się znany w czerwcu 2003 roku, w związku z podejrzeniami, iż rząd  Toniego Blaira wyolbrzymił zagrożenie iracką bronią biologiczną, aby zyskać poparcie dla interwencji w Iraku w 2003 roku, jako przydupas ameryki (tak jak Polska). Kelly był głównym źródłem informacji o irackiej broni biologicznej dla rządu brytyjskiego. Nie wytrzymał napięcia wokół swojej osoby i popełnił „samobójstwo”. Znaleziono go martwego nieopodal domu 28 czerwca 2003 roku, z podciętymi żyłami i pudełkiem środków przeciwbólowych. Cztery lata przed śmiercią David Kelly został wyznawcą Baha. Nauki tej sekty potępiają samobójstwo i zniechęcają do bliskich powiązań z partiami politycznymi.

Jestem przekonany, że zamknięto mu usta na zawsze, pozorując samobójstwo. Był świadomy tego, że jest wykorzystywany by udupić Saddama i wciągnąć GB do wojny. Wiedział co jest w raporcie o Iraku, bo był inspektorem rozbrojeniowym. Gdyby się wygadał nie doszło by do wojny, a przynajmniej nie bez skandalu który wysadził by rząd Blaira w kosmos. Tak czy inaczej, w Iraku po ponad 5 latach nie znaleziono żadnej broni masowego rażenia. Co tylko potwierdza moje zdanie na temat rezolucji 1441 ONZ. [O tym w innym w wpisie.]

Wielu krytykowało Busha za to, że wszczął wojnę, aby zająć irackie pola naftowe. Krytycy ci jednak nie potrafili wytłumaczyć, dlaczego Bushowi zależało na zajęciu owych złóż – przecież mógł po prostu wydrukować puste dolary i uzyskać za nie tyle ropy, ile tylko mu było potrzeba. Musiał więc mieć inny powód do inwazji na Irak.

www.peak-oil-crisis.com

Historia uczy, że imperium ma dwa uzasadnione powody do toczenia wojen: (1) w obronie własnej; albo (2) aby uzyskać poprzez wojnę jakieś korzyści. W każdym innym wypadku, co po mistrzowsku wykazał Paul Kennedy w „The Rise and Fall of the Great Powers„, wysiłek wojenny wyczerpie jego zasoby ekonomiczne i przyczyni się do jego rozpadu. Mówiąc językiem ekonomicznym, aby imperium wszczęło i prowadziło wojnę, korzyści muszą przewyższać koszty militarne i społeczne. Korzyści z opanowania irackich złóż ropy z trudem usprawiedliwiają długofalowe, rozłożone na wiele lat koszty operacji wojskowej.

Jestem zdania, że nawet sprzedaż zagrabionej irackiej ropy nie jest wstanie zrekompensować kosztów wojny w Iraku. Gdyż według niektórych szacunków jest to najdroższa wojna w historii świata. Dorosza dla USA od II Wojny Światowej szacowana na 3 biliony dolarów [3 000 000 000 000 000$]. Więcej na ten temat w artykule www.washingtonpost.com. Oraz na blogu Jacka Mojkowskiego.

Bush musiał natomiast uderzyć na Irak, aby bronić swego imperium. Potwierdzają to fakty: w dwa miesiące od momentu inwazji, program „Ropa za żywność” został wstrzymany, irackie konta prowadzone w euro przestawione z powrotem na dolary, a ropa znów była sprzedawana wyłącznie za walutę USA. Przywrócono globalną supremację dolara. Bush triumfalnie zstąpił z myśliwca i obwieścił pomyślne zakończenie misji – udało mu się obronić dolara, a wraz z nim – amerykańskie imperium.

II. Irańska Giełda Naftowa

Władze Iranu w końcu opracowały ostateczną broń „jądrową”, która może błyskawicznie unicestwić system finansowy leżący u podstaw amerykańskiego imperium. Tą bronią jest Irańska Giełda Naftowa, której inaugurację planowano na marzec 2006 [otwarcie giełdy opóźniło się, oficjalne otwarcie odbyło się 14 lutego 2008r - przyp. MrMgr]. Ma ona być oparta na mechanizmie handlu ropą rozliczanym w euro. W kategoriach ekonomicznych projekt ten stanowi znacznie większą groźbę dla hegemonii dolara niż wcześniejsze posunięcie Saddama. W ramach transakcji giełdowych bowiem każdy chętny będzie mógł kupić albo sprzedać ropę za euro, bez żadnego pośrednictwa dolara. Możliwe, że w takiej sytuacji prawie wszyscy chętnie przyjmą system rozliczeń w euro.

Europejczycy, zamiast kupować i trzymać dolary, aby zabezpieczyć swe płatności za ropę, będą mogli płacić własną walutą. Przejście na rozliczenia w euro w transakcjach naftowych nadałoby euro status światowej waluty rezerwowej – z korzyścią dla Europejczyków, z niekorzyścią dla Amerykanów.

Choć siła nabywcza euro tak jak dolara spada, to jednak nie w takim stopniu. Świadczy o tym poziom amerykańskiej i europejskiej inflacji, oraz kurs euro do dolara – najwyższy w historii.

Chińczycy i Japończycy będą szczególnie zainteresowani nową giełdą, gdyż umożliwi im drastyczne zmniejszenie swych ogromnych rezerw dolarowych i ich dywersyfikację, co będzie dla nich ochroną przed następstwami deprecjacji dolara. Część posiadanych dolarów będą chcieli nadal zatrzymać; drugiej części być może w ogóle się pozbędą; trzecią część zachowają na pokrycie dolarowych płatności w przyszłości, tym razem już bez odnawiania tych rezerw, a przechodząc stopniowo na rezerwy w euro.

Rosjanie mają żywotny interes ekonomiczny w przejściu na euro – większość wymiany handlowej prowadzą właśnie z krajami europejskimi, z krajami – eksporterami ropy naftowej, z Chinami oraz z Japonią. Przejście na rozliczeniach w euro natychmiast uwidoczni się w handlu z pierwszymi dwoma blokami, a z czasem także ułatwi handel z Chinami i Japonią. Ponadto Rosjanie, zdaje się, z niechęcią trzymają dolary, które tracą na wartości, skoro ich nowym objawieniem jest rozliczanie się w złocie. Poza tym, w Rosji odżył nacjonalizm, i jeśli przejście na euro miałoby być dotkliwym ciosem dla Ameryki, z przyjemnością go zadadzą i będą z satysfakcją się przyglądać, jak imperium krwawi.

Arabskie kraje eksportujące ropę chętnie będą przyjmować euro jako środek dywersyfikacji ryzyka wobec piętrzących się gór dewaluujących się dolarów. Te kraje także, podobnie jak Rosja, handlują przede wszystkim z krajami Europy, a zatem będą preferować walutę europejską, zarówno ze względu na jej stabilność, jak i dla ograniczenia ryzyka walutowego, nie mówiąc już o motywie ideologicznym – dżihadzie przeciwko Niewiernemu Wrogowi.

Tylko Brytyjczycy znajdą się między młotem a kowadłem. Ze Stanami Zjednoczonymi łączy ich wieczne strategiczne partnerstwo, ale równocześnie naturalnie ciążą ku Europie. Jak dotąd mieli wiele powodów, aby trzymać z tym, który wygrywa. Kiedy jednak zobaczą, że ich blisko stuletni partner upada, czy będą wytrwale trwać u jego boku, czy też go dobiją? Nie należy jednak zapominać, że obecnie dwie wiodące giełdy naftowe to nowojorski NYMEX i londyńska Międzynarodowa Giełda Ropy Naftowej (International Petroleum Exchange – IPE), obie praktycznie w rękach Amerykanów. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że Brytyjczycy będą musieli pójść na dno razem z tonącym okrętem, w przeciwnym bowiem razie strzeliliby sobie w nogi, szkodząc własnym interesom na londyńskiej IPE. Warto zauważyć, że bez względu na retorykę objaśniającą powody utrzymania funta szterlinga, Brytyjczycy nie przeszli na euro najprawdopodobniej właśnie dlatego, że sprzeciwiali się temu Amerykanie: gdyby tak się stało, londyńska IPE musiałaby się przestawić na euro, tym samym zadając śmiertelną ranę dolarowi i strategicznemu partnerowi Wielkiej Brytanii. W każdym razie bez względu na to, co postanowią Brytyjczycy, jeśli Irańska Giełda Naftowa nabierze tempa, liczące się siły interesu – europejskie, chińskie, japońskie, rosyjskie i arabskie – z zapałem przyjmą w rozliczeniach euro, a wówczas los dolara będzie przypieczętowany. Amerykanie nie mogą do tego dopuścić, i użyją, jeśli zajdzie konieczność, szerokiego wachlarza strategii, aby powstrzymać lub zahamować funkcjonowanie planowanej giełdy:

  • Sabotaż giełdy – mógłby polegać na wprowadzeniu wirusa komputerowego, ataku na sieć, system łączności lub serwery, rozmaitych naruszeniach bezpieczeństwa serwerów, albo też na zamachu bombowym na główne i pomocnicze obiekty giełdy w stylu 11 września.

To już zrobili 30 stycznia www.wiadomosci.gazeta.pl. Najprawdopodobniej kable zostały przerwane celowo. Ich awaria jest zgrana czasowo z uruchomieniem przez Iran giełdy Kisch, który zarządza kontratakami po raz pierwszy rozliczanymi w Euro a nie Dolarach. Przecięto wszystkie 3 kable zarządzające ruchem telekomunikacyjnym z rejonu Bliskiego Wschodu.  Miejsca ich przecięcia nie były blisko siebie i prawdopodobieństwo przecięcia ich przez kotwice jest znikome. Takich zniszczeń nie można wywołać rzucając źle kotwice. Jedynym z okrętów nadających się do tego zadania jest USS Jimmy Carter, wchodzącym w skład floty US. Pływającej po zatoce perskiej. O jego zniknięciu z portu w Kitsa/Bongor społeczność Google Earth informuje od początku stycznia 2008.

  • Zamach stanu – zdecydowanie najlepsza strategia długoterminowa, jaką dysponują Amerykanie.

Tego też próbowali, ostano wysłali tam z misja samobójcza Benazir Bhutto.  Szybko zajęły się nią służby specjalne i ja zabili. Biorąc pod uwagę, jakich środków użyli aby ja zlikwidować, zabijając w jednym z nieudanych zamachów przynajmniej 130 osób i raniąc 200 innych. Jej śmierć była tylko kwestią czasu. Ona wiedziała, że ją tam zabiją, bo Hunta zabiła jej ojca. Więc ktoś musiał ją tam wysłać. Pytanie kto i po co?

Po to by wzmocnić irańską opozycję -> po to by obalić obecny rząd -> który prowadzi śmiertelnie niewygodną politykę dla -> dolara -> amerykańskiego.

  • Wynegocjowanie takich warunków i ograniczeń prowadzenia giełdy, które będą do przyjęcia dla USA – inne znakomite rozwiązanie dla Amerykanów. Oczywiście, rządowy zamach stanu jest strategią wyraźnie preferowaną, gdyż zagwarantowałby, że giełda wcale nie będzie funkcjonować, a więc niebezpieczeństwo dla amerykańskich interesów będzie zażegnane. Gdyby jednak próby sabotażu czy zamachu stanu się nie powiodły, wówczas negocjacje byłyby z pewnością najlepszą dostępną opcją.
  • Wspólna rezolucja wojenna ONZ – tę będzie bez wątpienia trudno uzyskać, zważywszy na interesy wszystkich pozostałych państw członkowskich Rady Bezpieczeństwa. Gorączkowa retoryka o tym, jak to Irańczycy opracowują broń jądrową niewątpliwie ma na celu utorowanie drogi do tego typu działań.

Z tym to raczej ciężko, Rosja teraz ma na pieńku z USA za wolność dla Kosowa, choć może kupić Gruzję, za rezolucje, kto wie. Reszta wytknęła by Bushowi (czy innemu prezydentowi USA), że znowu chcą krwawej wojenki za miliardy perto dolarów, za które płaci świat nie USA. Wiec był by to ewidentny konflikt interesów. Powoływanie takiej rezolucji znowu w wybujałej wyobraźni amerykańskiego prezydenta dawało by mu mandat do napaści na Iran. Inne kraje strzeliły by sobie w stopę tą rezolucją, uniemożliwiając sobie przejście na na EURO i inne waluty w rozliczeniach ropnych.

  • Jednostronne uderzenie nuklearne – to byłby straszliwy wybór strategiczny, z tych samych względów, co strategia następna – jednostronna wojna totalna. Do wykonania tej brudnej roboty Amerykanie prawdopodobnie posłużyliby się Izraelem.

Tak, tak. Choć ciężko w to uwierzyć to tego też prawdopodobnie próbowali. Choć nie ma na to twardych dowodów, to są bardzo mocne poszlaki. 30 sierpnia 2007 roku bombowiec B-52 uzbrojony w 6 rakiet AGM-129 przenoszących głowice W-80-1 opuścił teren USA i skierował się nad Atlantyk skąd zawrócił.  Przy okazji gubiąc jedną z głowic, co nosi miano Empty Quiver. Według oficjalnej wersji, opisanej szerzej w artykule na Wikipedii była to zwykła pomyłka zaklasyfikowana w nomenklaturze amerykańsko wojskowej jako Bent Spear. Wg. innych był to bunt generałów, którzy nie chcieli kolejnej wojny. Pełen artykuł po angielsku dostępny jest na stronie www.pl.indymedia.org.

  • Jednostronna wojna totalna – to jawnie najgorszy możliwy wybór strategiczny. Po pierwsze, zasoby wojskowe USA zostały już nadwerężone przez dwie poprzednie wojny. Po drugie, Amerykanie jeszcze bardziej zraziliby do siebie inne silne narody. Po trzecie, państwa posiadające największe rezerwy dolarowe mogłyby się zdecydować na cichą zemstę w postaci pozbycia się swoich gór dolarów, tym samym utrudniając Stanom Zjednoczonym dalsze finansowanie ich ambitnych wojowniczych planów. Po czwarte wreszcie, Iran ma strategiczne sojusze z innymi silnymi narodami, co mogłoby doprowadzić do ich zaangażowania się w wojnę; mówi się, że Iran ma takie przymierze z Chinami, Indiami i Rosją, znane pod nazwą Szanghajskiej Grupy Współpracy, a także osobny pakt z Syrią.

Austriacka teoria pieniądza, kredytu i cykli gospodarczych uczy nas, że pomiędzy ową Scyllą a Charybdą nie ma rozwiązania pośredniego. Prędzej czy później system monetarny musi się przechylić w jedną lub w drugą stronę, co zmusi Rezerwę Federalną do podjęcia decyzji. Głównodowodzący Ben Bernanke (nowy prezes Fed – przyp. red.), renomowany znawca Wielkiego Kryzysu i wprawny pilot śmigłowca „Black Hawk”, bez wątpienia wybierze inflację.

Ciekawe jest to, że nasz odpowiednik tak znienawidzony przez niektórych były prezes NBP Leszek Balcerowicz, podczas polskiego kryzysu walutowego wywołanego przemianami systemowo-gospodarczymi wybrał bolesną walkę z inflacją. To właśnie za to tak jest nielubiany przez środowiska socjalistyczno-populistyczne.

„Helikopterowy Ben” nie pamięta wprawdzie America’s Great Depression Rothbarda, ale dobrze zapamiętał lekcje płynące z Wielkiego Kryzysu i zna niszczycielskie działanie deflacji. Maestro nauczył go, że panaceum na każdy problem finansowy jest wywołanie inflacji, choćby się paliło i waliło. Uczył on nawet Japończyków własnych niekonwencjonalnych metod zwalczania deflacyjnej pułapki płynności. Podobnie jak jego mentorowi, marzy mu się przezwyciężenie „zimy Kondratiewa„.

Skutki prób przeskoczenia „zimy Kondratiewa” widać już od 2 lat. Zapaść na rynku kredytowym jest niczym innym jak karą za zuchwałość. Podczas gdy cały świat zaczął zaciskać pasa podnosząc stopy procentowe. FED stopy obniżał. Po to by obniżyć koszt kredytowania pieniądza, zwiększyć tempo jego wytwarzania w systemie bankowym. Oraz po to by zmniejszyć skutki już objawionego kryzysu gospodarczego. Dodatkowo powodem do tego jest dalsza deprecjacja (obniżenie wartości) dolara w celu poprawienia kondycji amerykańskich eksporterów. Przy okazji doprowadził do stagflacji a jak nie przestanie to zobaczymi w stanach slumflacje (inflacja + spadek pkb + wzrost bezrobocia). Zeby dodać pikanterii sprawie, we wrześniu zafałszowano prognozy statystyczne dotyczące poziomu bezrobocia w USA. Na podstawie tych danych FED po raz kolejny obniżył stopy procentowe. A miesiąc później podczas rewizji wskaźnika okazało się, że zamiast wzrostu bezrobocia odnotowano spadek.

Ekonomiści wiedzą, że manipulacja stopami procentowymi to broń „masowego rażenia” z opóźnionym zapłonem. W zależności od efektywności gospodarki wpływ zmiany stopy procentowej odczuwany jest dopiero po 2-4 miesiącach. Wykorzystując tą „pomyłkę” obniżył oprocentowanie.

Żeby nie dopuścić do deflacji, ucieknie się do drukowania pieniędzy; odwoła wszystkie helikoptery z 800 zamorskich baz wojskowych USA; a jeśli będzie trzeba, nada stałą wartość pieniężną wszystkiemu, co mu się nawinie. Jego ostatecznym dokonaniem będzie hiperinflacyjna destrukcja amerykańskiej waluty, z której popiołów powstanie nowa waluta rezerwowa świata – barbarzyński relikt zwany złotem.

Ewentualnie Amero, choć na razie niektórzy drwią z tego pomysłu i zaliczają go do teorii spiskowych, to jest w tym jakiś sposób. Na stworzenie nowej waluty. Co prawda jeśli już świat przejdzie na EURO, w handlu ropnym to o tyle łatwiej będzie choć trochę przechylić szalkę na stronę amerykańskiej nowej waluty, ze względu na jej siłę.

Tegoż autora: „China’s Great Depression” „Masters of Austrian Investment Analysis” „Austrian Analysis of U.S. Inflation” „Oil Performance in a Worldwide Depression” Zalecana lektura: William Clark „The Real Reasons for the Upcoming War in Iraq” William Clark „The Real Reasons Why Iran is the Next Target” O autorze Krassimir Petrov ( Krassimir_Petrov@hotmail.com) uzyskał doktorat z ekonomii w USA, a obecnie wykłada makroekonomię, finanse międzynarodowe i ekonometrię na Uniwersytecie Amerykańskim w Bułgarii.

No, jeśli tu dotarłeś to gratuluje. Mam nadzieję, że dało Ci to do myślenia. Zapraszam do gorącej dyskusji i komentowania.