Archiwum

Posty oznaczone ‘donald’

Wybory 2010

Czerwiec 24th, 2010 Mister Magister Brak komentarzy

W tych wyborach, na wzór poprzednich przed oddaniem głosu postanowiłem podejść do tematu metodycznie. Odrzucić mass medialne szaleństwo z orgią hipokryzji sączącą się ze spotów wyborczych na czele. Przeanalizowałem programy wyborcze, obejrzałem debaty. Ale nade wszystko uznałem za fakt, iż demokracja jest tylko fenomenem, istotą, wzorcem nie osiągalnym dla polskiego społeczeństwa. Zwłaszcza w Polskim systemie wyborczo parlamentarnym.

Okazjonalny i szczątkowy charakter polskiej demokracji, czyni ją tak nie udolną i niedoskonałą, iż uważanie jej za system demokratyczny to kpina ze słowa słów „władza ludu”. Czynników upośledzających demokrację jest wiele, głównym i wręcz sztandarowym jest okazjonalność. Przez to stężenie procentowe demokracji w Polsce wynosi zaledwie 0,05%. Czyli pięć setnych procenta! Przez to funkcja penalizacyjna społeczeństwa wywierana na rządzących jest znikoma.

Po drugie, demokracja ustępuje od wielu lat miejsca nowocześniejszemu systemowi, jakim jest medjokracja. Rozczłonkowane jednostki społeczne niespójne poglądowo można, a z punktu wiedzenia rządu trzeba, ukierunkować. Ba permanentna wolność poglądowa jednostek społecznych jest nie zdrowa dla narodu, jako całości. Znacznie więcej naród, jako całość jest wstanie zdziałać, jeśli społeczeństwo wyposaży się w klapki na oczy, takie same, jakie onegdaj montowało się koniom, by te szły prosto przed siebie. Historyczne dowody poprawności tej teorii to miedzy innymi, Piramidy Egipskie, Wielki Mur w Chinach, Program Apollo. Nie, nie powiem, że manipulacja ta na celu dobro narodu a jedynie dobro partii. Dobra te są, co prawda zbieżne, ale nie tożsame, a niestety w wielu okolicznościach staja w sprzeczności.

Kolejna manipulacja, będąca pochodną medialnej manipulacji, jest prezentacja sondaży przedwyborczych. Każdy, kto miał styczność ze statystyką, rachunkiem prawdopodobieństwa wie jak łatwo jest sie pomylić. Manipulacja poglądem społecznym przy pomocy sondaży jest w moim postrzeganiu jedną z najbardziej podłych technik. Żeruje ona na bardzo podstawowych i prymitywnych instynktach samozachowawczych jednostek. „Rób jak my, albo won ze stada”, „Siła stada w jego jedności”. Instynkty te głęboko zaszyte w podświadomości ludzkiej nakazują obserwować otoczenie i podporządkować się jego osądowi. Dotyczy sie to tak poglądów politycznych jak i religijnych.

Podłość manipulacji sondażowej osiągnął apogeum w ostatnich wyborach prezydenckich w USA. Sondaże przedstawiały walkę McCaina i Obamy, jako skrajnie wyrównaną, z różnica oscylująca na poziomie, 1% co jest poniżej błędu statystycznego. Samo prezentowanie takiego wyniku sondażowego zakrawa na bezczelność. Jak pokazała rzeczywistość 52.9% do 45.7% dla Obamy, przy czym obraz ten jest zafałszowany, gdyż głos decydujący mają elektorzy 365 do 173 czyli 67,5% do 32,5% czyli o 35pp więcej! To nie jest 1pp różnicy tylko 33pp!

Po trzecie demokracja nie jest świętym obrazem, nie jest doskonała, ma wielką wadę u swych fundamentów. Ludzie nie są równi. Społeczeństwo nie jest jednorodne, nie jesteśmy klonami, jesteśmy definiowani przez nasza odmienność. Jedni są silniejsi, inteligentniejsi, szybsi, bardziej przedsiębiorczy, bardziej zaradni. Inni są leniwi, upośledzeni intelektualnie, pozbawieni w zdolności współżycia społecznego z brakiem empatii na czele. Tak zagrała natura, uczyniła jednych debialmi a innych geniuszami, nie każdy będzie profesorem, nie każdy żulem z pod budki z piwem. Demokracja łamie to prawo naturalne dając każdej jednostce równy głos, to nie jest sprawiedliwe by głos wyborczy zarzyganego chlora z pod budki z piwem był tak samo ważny, jak głos profesora.

Dlatego, dogmatyzm i symbolika „DEMOKRACJI”, jako takiej „pięknej królewny” rozpychającej się łokciami wśród innych systemów rządów musi ustąpić politycznemu pragmatyzmowi. Jak wspomniałem wcześniej prezentacja poglądów i programu kandydatów lub partii może być stratą czasu. Już nie raz nie dwa, przekonywaliśmy się, iż taki program najlepiej nadaje sie do wycierania nim zadka, i to przez jego głosicieli. Ale cóż nam zostaje? To jest właśnie element zaufania społecznego, którym obdarzamy kandydatów i karzemy ich za ich pogwałcenie.

Wybory są jak symultaniczna partia szachów, na początku chcesz wygrać sam, ale w pewnych okolicznościach stwierdzasz iż twoje szanse są zerowe. W tedy robisz wszystko by pomóc tym którzy najbardziej zagrażają twojemu największemu rywalowi. Zgodnie z zasadą „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Do wyborów należy podjeść świadomie i taktycznie.

Moje zimne kalkulacje doprowadziły do dość zaskakującego rozstrzygnięcia. Jakim jest Janusz Ryszard Korwin-Mikke. I jak widać po wyniku pierwszej tury nie był to głos stracony. Mój głos nie miał znaczenia w rozstrzygalności pieszo-turowej. Ma natomiast większe znaczenie 1/ 416898  niż głos oddany na jednego z namaszczonych kandydatów odpowiednio:  1/ 6 981 319 oraz 1/6 128 255. (Zdaję sobie sprawę jak bardzo egoistycznie wygląda to porównanie.)

Zgodność poglądowa

Postrzegam JKM jako takiego Polskiego Rona Paula. Nigdy nie miąłem złudzeń, iż głos oddany na JKM uczyni go zwycięzcą lub przepchnie do drugiej tury. (Ale pomarzyć zawsze można, wyobraźcie sobie, co by się stało z Polską scena polityczną). Mój głos oddałem w na kandydata, którego poglądy są zbieżne z moimi. To, że jest postrzegany, jako oszołom, to jest problem przede wszystkim samego JKM. Jego nieumiejętność auto prezentacji, wykorzystywanie w dyskusji skomplikowanych metafor i trudnych słów przyprawia mu właśnie taka metkę. Ale cóż, to czyni go szczerym i bardziej wiarygodnym. Jego 4 miejsce w wyborach i pobicie Pawlaka jest dla mnie większym osiągnięciem niż sie spodziewałem. Jest klapsem dla PSL-u. Jest także sygnałem dla elit politycznych, iż czas manipulacji społeczeństwem za pomocą radia i telewizji niebawem dobiegnie końca.

Co dalej? Druga tura.

No… to mam problem. Będąc w tak skrajnej opozycji do Kaczyńskich w 2007 roku po doświadczeniach z ostatnich 3 lat nie zostaje mi nic innego jak:

  1. Nie głosować
  2. Głosować na Kaczyńskiego

W każdym przypadku, mam problem, w pierwszym to pozbawienie sie prawa wyborczego. Jeszcze nie jestem tak bardzo zdegustowany sceną polityczną by wyrzec sie swojego prawa. Co to, to nie! W drugim wypadku narażę się na ostracyzm, społeczny i metkę chwiejnego poglądowo.

Z ostracyzmem nauczyłem sobie radzić dzięki doświadczeniu z prezentowaniem poglądów anty religijnych, wyraźnie i bardzo precyzyjnie ujętych w pewnym sporze na FaceBooku dostępnym pod tym linkiem. Z resztą bardzo bogata dyskusja zapraszam do lektury. http://www.facebook.com. Co do chwiejności…

To nie ja pierwszy okazałem się być chwiejny poglądowo. Po czynach ich poznacie. Platforma Obywatelska przedstawiała się jako partia liberalna. O zdrowym poglądzie gospodarczym, czyli wg. Mnie z dala od Keinssa bliżej Austyjackiej Szkoły Ekonomicznej. Wystrzeganie się deficytu budżetowego, pilnowanie wydatków, powstrzymywanie się od zagrywek populistycznych. Tego spodziewałem się po partii której ponoć docelowym elektoratem byli wykształci uchy.

Rzeczywistość przynosi rozczarowanie. Projekt cenzury Internetu już san jeden, skreślił dla mnie PO ze sceny politycznej. Wolność słowa jest dla mnie wartością fundamentalną, jest świętością.

Po drugie jako ekonomista, muszę brać pod uwagę elementy kwantyfikowalnej jakości rządu, akie które da się zmierzyć i policzyć. Oto jeden z nich:

Polski deficyt budżetowy w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w ujęciu względnym w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w ujęciu względnym w latach 1991-2010 z premierami

Wykres nie kłamie, wysokie słupki, rządy lewicowe, szastanie kasą rozpusta zadłużanie państwa a przez to przyszłych jeszcze nienarodzonych pokoleń. W skali bez względnej PO jest bardziej socjalistyczne iż SLD. Gdzie się podział cały liberalizm? Zostały tylko puste obietnice bez pokrycia.

Skoro zarysowałem już przyczyny swojej decyzji, została jeszcze jeden argument…

,,Władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie”
John Emerichn Acton

Kaczyński, może być jedynym postronkiem który utrzyma komunistów o krok od zdobycia całkowitej władzy.

Spotkanie u Premiera – Epilog

Na spotkanie udaliśmy się po małej naradzie w kawiarni w centrum Warszawy. Maciek omówił kwestie techniczne, zorientowaliśmy się co i jak. Około 13 pojechaliśmy taksówkami do kancelarii premiera. Taksówkarz na do widzenia powiedział byśmy twardo walczyli o „nasze”.  Do kancelarii przybyliśmy z 45 minutowym wyprzedzeniem oczekując na premiera, który spóźnił się 15 minut, przywitał się ze wszystkimi i zasiadł do stołu. Najpierw przedstawił swoją wizje, potem głos zabrali przedstawiciele organizacji pozarządowych.

Ja cierpliwie czekałem i słuchałem, zakładałem iż ktoś użyje moich argumentów przede mną i nie będę musiał się odzywać co było nie lada stresem. To było dla mnie pierwsze takie spotkanie, pomimo iż pracuje ponad rok w administracji państwowej. Poprosiłem o głos gdy Premier po półtory godzinie debaty, wspominał że nierozumnie naszych argumentów i widzi w nich sprzeczność. I czemu jesteśmy przekonani że to nie będzie działać jak ustawa jego rządu jest tworzona przez ekspertów.

Nikt przede mną nie przytaczał argumentów historycznych. Postanowiłem nawiązać właśnie do przykładu Australii. O namacalnym  przykładzie, który działa całkowicie odwrotnie do założeń. W swojej wypowiedzi użyłem jednego trudnego słowa, „proxy„. Jeden z komentatorów zarzucił mi iż jest to za trudne dla Premiera i bez sensowne. Uważam iż po to premier zabrał ze sobą doradców by Ci znali się na rzeczy. I wybaczcie,  jeśli premier zechce się dowiedzieć co to proxy to się zapyta swoich ekspertów, jeśli oni nie wiedza co to takiego, to proponuję zmienić ekspertów. Jeśli nie to  argument Marcina Osmana – o tym, iż ustawę piszą osoby „nie przesiąknięte” (czytaj niekompetentne)  staje się w 100% słuszny.

Premier był na spotkaniu prawie o godzinę dłużej niż pierwotnie planowano. Potem musiał nas opuścić, lecz wcześniej obiecał iż prace nad ustawą anty (hahaha)hazardową ruszą dalej bez kontrowersyjnych dla nas przepisów. Nie wiem czy to taktyka przybrana przed spotkaniem, czy wynik naszej argumentacji. Czy wybieg taktyczny mający za zadanie wziąć nas na przeczekanie – jeśli tak to premier jest w błędzie – nie zapomnimy.

Podsumowując, jestem zadowolony z przebiegu i wyniku spotkania. Premier dał nam to co mógł, nie za wiele – nie za mało. Jest politykiem i działa jak polityk, sonduje społeczeństwo, bada gdzie się ugnie a gdzie stanie murem. Wygraliśmy jedną bitwę, to od nas zależy czy wygramy wojnę o wolność słowa.

P.S.

Musze także wspomnieć o fenomenalnym pomyśle stworzenia portalu internetowego do prowadzenia konsultacji społecznych. Było by to coś na podobieństwo forum dyskusyjnego. Jeśli to się ziści to demokracja osiągnie nowy poziom rozwoju. Słowo demokracja bezpośrednia nabiera nowego znaczenia. Marzy mi się jeszcze tylko by każdy obywatel po 18 roku życia, miał w dowodzie osobistym klucz z certyfikatem kwalifikowanym i przy jego pomocy mógł brać udział bezpośrednio w głosowaniu. Do sejmu wybierano by 1 posła na 100000 obywateli. Wiec nie 460 tylko 382 posłów zasiadało by sejmie, a głosy obywateli w każdym, nawet  najmniejszym glosowaniu miał by odpowiednią wagę i liczył by się w głosowaniu.

Gratuluje Maćkowi Budzichowi za kawał dobrej roboty!

Spotkanie u premiera Donaldla Tuska

Gdy jakiś czas temu pisałem bardzo ekspresyjny wpis o planach premiera, w najśmielszych snach nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Jutro jadę do Warszawy na spotkanie z premierem na debatę Zapytaj Premiera. Ten wpis jest o tym jak doszło do tego spotkania, jak rozwinął się temat cenzury i dlaczego, według premiera, stoję po niewłaściwej stronie barykady. Mam nadzieję, iż wpis ten będzie  wprowadzeniem do tematu dla wszystkich tych którzy nie zdążyli się z nim zapoznać.

Projekt ustawy (update: to już nieaktualna wersja)

Art. 179a. 1. Prezes UKE prowadzi Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Rejestr jest prowadzony w systemie informatycznym.

2. Prezes UKE, na żądanie podmiotu uprawnionego lub Służby Celnej, dokonuje niezwłocznie wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych danych pozwalających na identyfikację lokalizacji strony internetowej lub usługi zawierających:

1) treści propagujące faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa;

2) treści pornograficzne z udziałem małoletniego, treści pornograficzne związane z prezentowaniem przemocy lub posługiwaniem się zwierzęciem, treści pornograficzne zawierające wytworzony lub przetworzony wizerunek małoletniego uczestniczącego w czynności seksualnej;

3) treści, których prezentowanie umożliwia podstępne wprowadzenie w błąd, w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, poprzez wyłudzenie informacji mogących służyć do dokonania operacji finansowych bez zgody dysponenta środków finansowych;

4) treści stanowiące niedozwoloną reklamę lub promocję albo informowanie o sponsorowaniu w rozumieniu ustawy z dnia o grach hazardowych (Dz. U. Nr poz. ) lub umożliwiające urządzanie gier hazardowych bez udzielonego zezwolenia lub uczestniczenie w tych grach.

3. Przedsiębiorca telekomunikacyjny świadczący usługi dostępu do Internetu, jest zobowiązany do niezwłocznego blokowania dostępu do stron internetowych lub usług wpisanych do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych.

4. Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych jest jawny.

5. Podmiot, którego strona internetowa została objęta wpisem do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, lub który udostępnia usługi objęte takim wpisem, może wystąpić do Prezesa UKE z wnioskiem o wykreślenie z Rejestru danych dotyczących tej strony internetowej lub usługi. Do wniosku dołącza się dokument potwierdzający tytuł prawny do posiadanej strony internetowej lub oświadczenie o świadczeniu usługi.

6. Prezes UKE niezwłocznie przekazuje wniosek, o którym mowa w ust. 5, organowi, na którego żądanie dokonano wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych.

7. W przypadku uwzględnienia wniosku, o którym mowa w ust. 5, organ, na którego żądanie dokonano wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, przekazuje Prezesowi UKE informację o cofnięciu żądania. Prezes UKE niezwłocznie wykreśla wpis z Rejestru.

8. Organ, na którego żądanie dokonano wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, odmawia cofnięcia żądania, w drodze decyzji, w przypadku gdy nie ustały przesłanki, o których mowa w ust. 2.

9. Prezes Rady Ministrów określi, w drodze rozporządzenia, wzór żądania dokonania wpisu do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych oraz sposób prowadzenia Rejestru, uwzględniając w szczególności przedstawienie w żądaniu i Rejestrze danych niezbędnych do wykonania obowiązku blokowania dostępu do stron internetowych lub usług i zapewnienie przejrzystości i dostępności Rejestru.

Sprzeciw społeczny

Prace rządu były bacznie obserwowane, wielkie zasługi należą się Piotrowi Waglowskiemu, redaktorowi portalu www.vagla.pl. W wielu artykułach na swoim blogu poruszał temat nowo tworzonej ustawy. Wiele z nich wypływało na fali wykopowych znalezisk i zwróciło uwagę na urągające przyzwoitości metody tworzenia prawa. Poczynając do tego iż to ministerstwo finansów zgłosiło pomysł cenzury , próbując dokleić  go do walki z „twardym” hazardem (ten w lotto jest miękki). Poprzez brak transparentności procesu legislacyjnego, brak dostępu do szkiców ustawy, po kolejność w jakiej tworzy się treść ustawy – najpierw ustawa potem uzasadnienie. Niepokojące jest jak bardzo jedno ministerstwo, ingeruje w fundamenty działania innego.

Do pierwotnych konsultacji społecznych nie zaproszono praktycznie żadnej organizacji zainteresowanej tematem, a tym bardziej tych krytycznie nastawionych do projektu. Dopiero po liście do premiera  podpisanym przez Marka Hołyńskiego (PTI), Wacława Iszkowskiego (PIIT) i Jarosława Lipszyca (Fundacja Nowoczesna Polska), oraz  lście podpisanym przez  Fundacja Nowoczesna Polska, Internet Society Poland, Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich, Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego, Fundacja Panoptykon, Związek Pracodawców Branży Internetowej, Stowarzyszenie Wikimedia Polska, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja Projekt Polska, Instytut Prawa i Społeczeństwa. A także wielu internetowych projektach zbierania podpisów, których liczba przekroczyła 70 000, kancelaria premia uległa i łaskawie zauważyła problem.

W odpowiedzi 26 stycznia 2010 roku premier wystosował list do internautów, oto jego treść:

Moi Drodzy! Fakt, że tak wielu z Was zdecydowało się zabrać głos w sprawie ustawy wprowadzającej rejestr stron niedozwolonych to znak, że trzeba się spotkać i porozmawiać na ten temat.

Uważnie śledzę Wasze opinie, komentarze, pytania i wątpliwości. Zdecydowałem, że jeszcze raz przyjrzę się projektowanej ustawie. Intencją mojego rządu jest zapobieganie wykorzystywania Internetu do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, oszustw finansowych czy nielegalnych gier hazardowych, a nie ograniczanie wolności w sieci. Spróbujmy to razem pogodzić. W związku z tym zapraszam Was do debaty, która odbędzie się w przyszłym tygodniu.

Donald Tusk

Debata

O prowadzenie debaty kancelaria poprosiła Macieja Budzicha – blogera prowadzącego portal www.mediafun.pl. W pierwszej chwili pomyślałem sobie ot wybrali… Chyba kancelaria premiera wpisała w Google hasło „bloger” i już na 3 pozycji znaleźli odpowiedniego kandydata.  Jednak to  tylko mylne pierwsze wrażenie, okazało się iż prace nad spotkaniem trwały już od grudnia ubiegłego roku. Wtedy kancelaria premiera miała zorganizować spotkanie z blogerami. Pod presją czasu i okoliczności przerodziło się w „Zapytaj Premiera”. Oczywiście znaleźli się malkontenci którym ten wybór przeszkadzał. Ja jednak postanowiłem zaryzykować i wysłałem zgłoszenie, w zasadzie nie spodziewając się żadnej odpowiedzi.  Pytania jakie przesłałem były mniej więcej  następujące:

  1. Czy ustawodawca tworzący paragraf 179a wzorował się na rozwiązaniach z innych krajów, a jeśli tak to jakich?
  2. Słowem wstępu, uważamy iż proponowane zapisy będą niewydolne i nieskuteczne. Jesteśmy przekonani iż Pan także wie, że przepisy tej ustawy będą niezwykle kosztowne dla społeczeństwa i jednocześnie bezużyteczne w walce z pornografią i hazardem. Pytam wiec po co tworzyć taką ustawę? Po co marnować pieniądze podatników? I co najważniejsze poco tworzyć precedens prawny rodem z minionego ustroju politycznego.
  3. Czy po wprowadzeniu przepisów o blokowaniu „Stron zakazanych” przywróci pan „Spis ksiąg zakazanych”?
  4. Czy wie Pan jakie konsekwencje przyniosły próby wprowadzenia cenzury w Australii?
  5. Czy w przyszłych wyborach będzie Pan liczył na przychylność internautów na wzór akcji „zabierz babci dowód”?

Kwestie techniczne

Aby zrozumieć komplikacje związane z filtracją internetu trzeba wrócić do jego początków. Internet po akademickiej fazie rozwoju miał fazę rozwoju militarnego. Według założeń armii USA, internet miał być tak skonstruowany by zniszczenie kilku węzłów sieci nie spowodował o jej rozpadu.

Komunikacja w internecie odbywa się przy pomocy protokółu IP4 oraz nowego, wprowadzanego do praktycznego użycia od premiery Windows Vista protokół IPv6. Protokół ten to zbiór instrukcji jak pewnie dostarczyć informacje z punktu A do punktu B. Zadaniem protokołu jest odnalezienie optymalnej ścieżki połączeń by minimalizować opóźnienie w przekazywaniu informacji. Jeżeli z jakieś przyczyny jeden węzeł zawiedzie informacja zostanie przekierowana innym połączeniem.

Filtrować informacje można na kilka sposobów, które w zależności od głębokości ingerencji w strumień danych, w różny sposób wpływają na spowolnienie jej pracy. Najprostszym technicznie sposobem jest filtrowanie poprzez zablokowanie adresów IP serwerów na których hostowana  jest zakazana treść. Problem w tym iż wiele firm hostingowych utrzymuje kilka, kilkanaście a zdarza się iż tysiące stron na jednym adresie IP. Wycięcie takiego adresu skutkowało by zablokowaniem innych niewinnych stron, co mogło by narazić skarb państwa na procesy i odszkodowania.

Durgą metodą jest blokowanie domen, na serwerach DNS. Serwery te zamieniają adres wpisany przez internautę np. www.mrmgr.pl i zamienia go na adres IP 79.96.68.167, a to wszystko dla naszej wygody. Najpopularniejszym serwerem DNS w Polsce jest 194.204.152.34 oraz  194.204.159.1, z mojego doświadczenia korzysta z tych serwerów większość Polaków. Nie są to jedyne serwery, ostatnio firma Google udostępniła własny rozproszony serwer DNS o adresie 8.8.8.8 oraz 8.8.4.4 (cyfra 8 jest uważana za szczęśliwą w kulturze azjatyckiej), jest także serwer OPENDNS 208.67.222.222 oraz 208.67.220.220 i cała niezliczona masa innych serwerów DNS.

Trzecią metodą (wykorzystaną przez rząd Australii) jest blokowanie po adresach URL. Jest to najbardziej dokładna metoda gdyż pozwala na eliminacje pojedynczych plików. Wpływa jednak na wydolność sieci gdyż każde zapytanie musi zostać odfiltrowane. Im dłuższa lista zakazanych adresów tym większe obciążenie będzie ona powodować.

Czwarta metoda, najbardziej zaawansowana, polega na wykorzystaniu technologii DPI, więcej tu.

Skutki uboczne

W tej sprawie można odwołać się do przykładu Australii, doszło tam do wycieku tajnej listy stron zakazanych. Owa lista składała się z URL’i a nie adresów IP czy nazw domenowych. Na liście tej znajdowały się linki do pojedynczych plików serwisu www.rapidshare.com, oraz ponad 1500 innych adresów. Co w ciągu kilku godzin uczyniło listę łakomym kąskiem dla ciekawskich i jednocześnie całkowicie bezwartościową dla rządu. Publikacja tej listy odbiła się na Niemieckiej www.wikileaks.com, której na kilka dni zablokowano domenę. Chcę zwrócić uwagę na fakt iż, Polska wersja tej ustawy nie zakłada tajności tej listy (Aktualizacja – nie zakładała w jednej z pierwszych wersji ustawy). A nawet gdyby, to w Polsce funkcjonuje taka masa ISP,  że na pewno ktoś by złamał tajemnicę.

Dlaczego jestem przeciw

Wychodzę z założenia, iż prawo ma być dobre dla społeczeństwa jako ogółu, nawet jeśli chroni jednostki lub małe grupy społeczne, nie może godzić w dobro większej społeczności. Jeśli zdamy sobie sprawę z niepodważalnego faktu o nieskuteczności tych metod, to dojdziemy do wniosku iż, walka z pornografia i hazardem jest zaledwie przykrywką, i nie jest prawdziwym powodem wprowadzenia tej że ustawy. System ten może jednak zacząć działać kiedy wszystkie kraje na całym świecie go wprowadzą. W tedy jednak przepływ informacji w społeczeństwie będzie wypaczony do granic absurdu. Świat jaki opisywał Orwell w swojej powieści 1984 stanie się rzeczywistością. Koszmarem na jawie, żałosnym skowytem historii.

Drugie dno

Kilku komentatorów zwraca uwagę na prawdopodobne drugie dno cenzorskich zapędów rządu. I nie są nimi post totalitarne pobudki polityczne lecz zwykła żądza kasy. ACTA ob o nim mowa jest miedzy narodowym porozumieniem ustalanym na TAJNYCH obradach. Pojedyncze przecieki mrożą krew w żyłach. Anti-Counterfeiting Trade Agreement (ACTA) – projektowane międzynarodowe porozumienie dotyczące walki z naruszeniami własności intelektualnej.

Epilog

Epilog

Źródła:

www.vagla.pl
www.wikileaks.com
www.kprm.gov.pl
www.pcworld.pl
www.zapytajpremiera.mediafun.pl

Zdrajca Miesiąca – Donald Tusk

Listopad 21st, 2009 Mister Magister 2 comments

Donek dostaje wielce nie zaszczytny tytuł DM za pomysł zniesienia demokratycznych wyborów prezydenckich.

Cytuje za wp.pl

Premier Donald Tusk powiedział, że chce zaproponować wspólną, szybką pracę nad rzecz korekty ustrojowej. Jak zapewniał nie chce rewolucji. Rozwiązania które proponuje wydają się jednak rewolucyjne. Jednym z pomysłów jest, by prezydent był wybierany przez Zgromadzenie Narodowe (połączone izby sejmu i senatu), a nie w wyborach powszechnych.

No panie tusk. Dostajesz ode mnie czerwoną kartkę, z resztą już drugą z kolei. Od tej chwili oficjalnie przyznaje:

Wstydzę się, że na ciebie zdrajco głosowałem!

I, żeby nie było wątpliwości, dla czego zdrajco. To przytaczam definicję zdrady:

Zdrada – w ogólnym znaczeniu, świadome i intencjonalne zawiedzenie zaufania danego przez osobę, organizację, państwo lub grupę społeczną, które z tego powodu ponoszą straty tudzież uważają, że ponoszą straty. Zdrada jest zwykle moralnie potępiana społecznie i w zależności od jej charakteru może też prowadzić do samosądu, być karana przez państwo lub w inny sposób sankcjonowana.

Donald TuskInnymi słowy, zdradził nie pan podczas kampanii wyborczej. Wówczas odwoływał się pan do wartości takich jak wolność  i liberalizm. Odbieranie narodowi możliwości bezpośredniego wyboru prezydenta jest ewidentnym ograniczaniem tej wolności i sprzeczne z ideami które pan wówczas głosił.

Gdybym wiedział, że będzie pan proponował takie rozwiązania. To na spotkaniu w Politechnice Gdańskiej zadał bym panu inne pytanie. Nie o podatek liniowy tylko o granice pazerności. Pańskiej pazerności! Jeśli sprzyjające warunki i okoliczności sceny politycznej umożliwią panu zostanie królem to czy sam dokona pan koronacji?

Przypominam, że na razie konstytucja zabrania propagowania totalitarnych systemów politycznych. Zmniejszanie władzy ludu jest w tym wypadku działaniem pośrednio godzącym w ten artykuł konstytucji.

Może ten wpis obraża pańskie ego? O jaka szkoda prawda w oczy kole? Może chce mnie pan ocenzurować? Albo pozwać za… hmm pisanie prawdy? Chce pan moje IP? Oto one 127.0.0.1. Wpisze mnie pan na swoja czarną listę? Zawsze zostanie drukowanie na papierze jak w czasach walki z PRL. Tam też prawda bolała władzę i  była karana.

P. S.
Na „Pan” i „Tusk” z dużej litery to trzeba sobie zasłużyć.

P.P.S.
Jest paragraf… na kłamców którym pan jest zgodnie z definicja Kodeksu Cywilnego Art. 919.- 921.

Kodeks Cywilny
TYTUŁ XXXVI
PRZYRZECZENIE PUBLICZNE

Art. 919. § 1. Kto przez ogłoszenie publiczne przyrzekł nagrodę za wykonanie oznaczonej czynności, obowiązany jest przyrzeczenia dotrzymać.

§ 2. Jeżeli w przyrzeczeniu nie był oznaczony termin wykonania czynności ani nie było zastrzeżenia, że przyrzeczenie jest nieodwołalne, przyrzekający może je odwołać. Odwołanie powinno nastąpić przez ogłoszenie publiczne w taki sam sposób, w jaki było uczynione przyrzeczenie. Odwołanie jest bezskuteczne względem osoby, która wcześniej czynność wykonała.

Art. 920. § 1. Jeżeli czynność wykonało kilka osób niezależnie od siebie, każdej z nich należy się nagroda w pełnej wysokości, chyba że została przyrzeczona tylko jedna nagroda.

§ 2. Jeżeli była przyrzeczona tylko jedna nagroda, otrzyma ją osoba, która pierwsza się zgłosi, a w razie jednoczesnego zgłoszenia się kilku osób – ta, która pierwsza czynność wykonała.

§ 3. Jeżeli czynność wykonało kilka osób wspólnie, w razie sporu sąd odpowiednio podzieli nagrodę.

Art. 921. § 1. Publiczne przyrzeczenie nagrody za najlepsze dzieło lub za najlepszą czynność jest bezskuteczne, jeżeli nie został w nim oznaczony termin, w ciągu którego można ubiegać się o nagrodę.

§ 2. Ocena, czy i które dzieło lub czynność zasługuje na nagrodę, należy do przyrzekającego, chyba że w przyrzeczeniu nagrody inaczej zastrzeżono.

§ 3. Przyrzekający nagrodę nabywa własność nagrodzonego dzieła tylko wtedy, gdy to zastrzegł w przyrzeczeniu. W wypadku takim nabycie własności następuje z chwilą wypłacenia nagrody. Przepis ten stosuje się również do nabycia praw autorskich albo praw wynalazczych.