Wybory 2010
W tych wyborach, na wzór poprzednich przed oddaniem głosu postanowiłem podejść do tematu metodycznie. Odrzucić mass medialne szaleństwo z orgią hipokryzji sączącą się ze spotów wyborczych na czele. Przeanalizowałem programy wyborcze, obejrzałem debaty. Ale nade wszystko uznałem za fakt, iż demokracja jest tylko fenomenem, istotą, wzorcem nie osiągalnym dla polskiego społeczeństwa. Zwłaszcza w Polskim systemie wyborczo parlamentarnym.
Okazjonalny i szczątkowy charakter polskiej demokracji, czyni ją tak nie udolną i niedoskonałą, iż uważanie jej za system demokratyczny to kpina ze słowa słów „władza ludu”. Czynników upośledzających demokrację jest wiele, głównym i wręcz sztandarowym jest okazjonalność. Przez to stężenie procentowe demokracji w Polsce wynosi zaledwie 0,05%. Czyli pięć setnych procenta! Przez to funkcja penalizacyjna społeczeństwa wywierana na rządzących jest znikoma.
Po drugie, demokracja ustępuje od wielu lat miejsca nowocześniejszemu systemowi, jakim jest medjokracja. Rozczłonkowane jednostki społeczne niespójne poglądowo można, a z punktu wiedzenia rządu trzeba, ukierunkować. Ba permanentna wolność poglądowa jednostek społecznych jest nie zdrowa dla narodu, jako całości. Znacznie więcej naród, jako całość jest wstanie zdziałać, jeśli społeczeństwo wyposaży się w klapki na oczy, takie same, jakie onegdaj montowało się koniom, by te szły prosto przed siebie. Historyczne dowody poprawności tej teorii to miedzy innymi, Piramidy Egipskie, Wielki Mur w Chinach, Program Apollo. Nie, nie powiem, że manipulacja ta na celu dobro narodu a jedynie dobro partii. Dobra te są, co prawda zbieżne, ale nie tożsame, a niestety w wielu okolicznościach staja w sprzeczności.
Kolejna manipulacja, będąca pochodną medialnej manipulacji, jest prezentacja sondaży przedwyborczych. Każdy, kto miał styczność ze statystyką, rachunkiem prawdopodobieństwa wie jak łatwo jest sie pomylić. Manipulacja poglądem społecznym przy pomocy sondaży jest w moim postrzeganiu jedną z najbardziej podłych technik. Żeruje ona na bardzo podstawowych i prymitywnych instynktach samozachowawczych jednostek. „Rób jak my, albo won ze stada”, „Siła stada w jego jedności”. Instynkty te głęboko zaszyte w podświadomości ludzkiej nakazują obserwować otoczenie i podporządkować się jego osądowi. Dotyczy sie to tak poglądów politycznych jak i religijnych.
Podłość manipulacji sondażowej osiągnął apogeum w ostatnich wyborach prezydenckich w USA. Sondaże przedstawiały walkę McCaina i Obamy, jako skrajnie wyrównaną, z różnica oscylująca na poziomie, 1% co jest poniżej błędu statystycznego. Samo prezentowanie takiego wyniku sondażowego zakrawa na bezczelność. Jak pokazała rzeczywistość 52.9% do 45.7% dla Obamy, przy czym obraz ten jest zafałszowany, gdyż głos decydujący mają elektorzy 365 do 173 czyli 67,5% do 32,5% czyli o 35pp więcej! To nie jest 1pp różnicy tylko 33pp!
Po trzecie demokracja nie jest świętym obrazem, nie jest doskonała, ma wielką wadę u swych fundamentów. Ludzie nie są równi. Społeczeństwo nie jest jednorodne, nie jesteśmy klonami, jesteśmy definiowani przez nasza odmienność. Jedni są silniejsi, inteligentniejsi, szybsi, bardziej przedsiębiorczy, bardziej zaradni. Inni są leniwi, upośledzeni intelektualnie, pozbawieni w zdolności współżycia społecznego z brakiem empatii na czele. Tak zagrała natura, uczyniła jednych debialmi a innych geniuszami, nie każdy będzie profesorem, nie każdy żulem z pod budki z piwem. Demokracja łamie to prawo naturalne dając każdej jednostce równy głos, to nie jest sprawiedliwe by głos wyborczy zarzyganego chlora z pod budki z piwem był tak samo ważny, jak głos profesora.
Dlatego, dogmatyzm i symbolika „DEMOKRACJI”, jako takiej „pięknej królewny” rozpychającej się łokciami wśród innych systemów rządów musi ustąpić politycznemu pragmatyzmowi. Jak wspomniałem wcześniej prezentacja poglądów i programu kandydatów lub partii może być stratą czasu. Już nie raz nie dwa, przekonywaliśmy się, iż taki program najlepiej nadaje sie do wycierania nim zadka, i to przez jego głosicieli. Ale cóż nam zostaje? To jest właśnie element zaufania społecznego, którym obdarzamy kandydatów i karzemy ich za ich pogwałcenie.
Wybory są jak symultaniczna partia szachów, na początku chcesz wygrać sam, ale w pewnych okolicznościach stwierdzasz iż twoje szanse są zerowe. W tedy robisz wszystko by pomóc tym którzy najbardziej zagrażają twojemu największemu rywalowi. Zgodnie z zasadą „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Do wyborów należy podjeść świadomie i taktycznie.
Moje zimne kalkulacje doprowadziły do dość zaskakującego rozstrzygnięcia. Jakim jest Janusz Ryszard Korwin-Mikke. I jak widać po wyniku pierwszej tury nie był to głos stracony. Mój głos nie miał znaczenia w rozstrzygalności pieszo-turowej. Ma natomiast większe znaczenie 1/ 416898 niż głos oddany na jednego z namaszczonych kandydatów odpowiednio: 1/ 6 981 319 oraz 1/6 128 255. (Zdaję sobie sprawę jak bardzo egoistycznie wygląda to porównanie.)

Postrzegam JKM jako takiego Polskiego Rona Paula. Nigdy nie miąłem złudzeń, iż głos oddany na JKM uczyni go zwycięzcą lub przepchnie do drugiej tury. (Ale pomarzyć zawsze można, wyobraźcie sobie, co by się stało z Polską scena polityczną). Mój głos oddałem w na kandydata, którego poglądy są zbieżne z moimi. To, że jest postrzegany, jako oszołom, to jest problem przede wszystkim samego JKM. Jego nieumiejętność auto prezentacji, wykorzystywanie w dyskusji skomplikowanych metafor i trudnych słów przyprawia mu właśnie taka metkę. Ale cóż, to czyni go szczerym i bardziej wiarygodnym. Jego 4 miejsce w wyborach i pobicie Pawlaka jest dla mnie większym osiągnięciem niż sie spodziewałem. Jest klapsem dla PSL-u. Jest także sygnałem dla elit politycznych, iż czas manipulacji społeczeństwem za pomocą radia i telewizji niebawem dobiegnie końca.
Co dalej? Druga tura.
No… to mam problem. Będąc w tak skrajnej opozycji do Kaczyńskich w 2007 roku po doświadczeniach z ostatnich 3 lat nie zostaje mi nic innego jak:
- Nie głosować
- Głosować na Kaczyńskiego
W każdym przypadku, mam problem, w pierwszym to pozbawienie sie prawa wyborczego. Jeszcze nie jestem tak bardzo zdegustowany sceną polityczną by wyrzec sie swojego prawa. Co to, to nie! W drugim wypadku narażę się na ostracyzm, społeczny i metkę chwiejnego poglądowo.
Z ostracyzmem nauczyłem sobie radzić dzięki doświadczeniu z prezentowaniem poglądów anty religijnych, wyraźnie i bardzo precyzyjnie ujętych w pewnym sporze na FaceBooku dostępnym pod tym linkiem. Z resztą bardzo bogata dyskusja zapraszam do lektury. http://www.facebook.com. Co do chwiejności…
To nie ja pierwszy okazałem się być chwiejny poglądowo. Po czynach ich poznacie. Platforma Obywatelska przedstawiała się jako partia liberalna. O zdrowym poglądzie gospodarczym, czyli wg. Mnie z dala od Keinssa bliżej Austyjackiej Szkoły Ekonomicznej. Wystrzeganie się deficytu budżetowego, pilnowanie wydatków, powstrzymywanie się od zagrywek populistycznych. Tego spodziewałem się po partii której ponoć docelowym elektoratem byli wykształci uchy.
Rzeczywistość przynosi rozczarowanie. Projekt cenzury Internetu już san jeden, skreślił dla mnie PO ze sceny politycznej. Wolność słowa jest dla mnie wartością fundamentalną, jest świętością.
Po drugie jako ekonomista, muszę brać pod uwagę elementy kwantyfikowalnej jakości rządu, akie które da się zmierzyć i policzyć. Oto jeden z nich:

Polski deficyt budżetowy w latach 1991-2010 z premierami

Polski deficyt budżetowy w ujęciu względnym w latach 1991-2010 z premierami
Wykres nie kłamie, wysokie słupki, rządy lewicowe, szastanie kasą rozpusta zadłużanie państwa a przez to przyszłych jeszcze nienarodzonych pokoleń. W skali bez względnej PO jest bardziej socjalistyczne iż SLD. Gdzie się podział cały liberalizm? Zostały tylko puste obietnice bez pokrycia.
Skoro zarysowałem już przyczyny swojej decyzji, została jeszcze jeden argument…
,,Władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie”
John Emerichn Acton
Kaczyński, może być jedynym postronkiem który utrzyma komunistów o krok od zdobycia całkowitej władzy.

















