„Bóg urojony”
W niedzielę kupiłem książkę „Bóg urojony” – Richarda Dawkinsa. Jest to intelektualistyczna rozprawa z dogmatem istnienia lub nieistnienia Boga. Przetłumaczona na ponad 30 języków i sprzedana w ponad 1,5 milionach egzemplarzy. Zapewne wpłynie na mój światopogląd, dlatego pisze ten wpis, bym nie mógł się tego wpływu wyprzeć.
Od czasu postu Katolicka Moralność upłynęło już trochę czasu. Dyskusja wywołana tym wpisem choć krótka dała mi do myślenia. Już w tedy napisałem długą odpowiedz w komentarzach lecz postanowiłem jej nie publikować do dziś.
Przystaje przy tezie, iż religie wyewoluowały z mitów i baśni tworzonych przez wioskowych szamanów ludów pierwotnych. Pierwotnym sensem Religi jest wiązanie grup etnicznych w zwarte i koherentne twory. Osobnicy ci, byli obdarzeni zmysłem przywódczym. Sprawni szamani umiejący wykorzystać ludzką ciekawość otaczającego świata i tworzący zgrabne historyjki, wyjaśniające te zjawiska, byli w stanie trzymać swoje plemiona w zwartej postaci.
Nawet obecnie w nieucywilizowanych plemionach Afrykańskich i Południowo Amerykańskich rola wioskowego szamana i przywódcy jest często tożsama. Przypadki „ateizmu” były traktowane na równi z buntem przeciwko starszyźnie co było karane śmiercią lub wygnaniem, wiemy to z badań archeologicznych.
Grupy takie rosły w siłę dzięki jedności narzuconej przez religię. Zwiększały swoja liczebność co powiększało pulę genetyczną chroniło przed drapieżnikami, ułatwiało specjalizację i przyczyniało się do zwiększenia sprawności ekonomicznej danej grupy co prowadziło do podnoszenia się standardu życiowego.
Religia kierowała codziennymi zachowaniami jednostek, najsłynniejsze przykłady to zakaz jedzenia wieprzowiny – mamy wspólne pasożyty i kilka chorób ze świnkami. Oraz nakaz spożywania posiłku tylko prawą dłonią a wykorzystywania lewej do czynności higienicznych – ze względu na ochronę przed bakteriami kałowymi.
Przez tysiące lat, mocne religijnie a przez to liczebne grupy powiększały się i rosły w siłę kosztem innych słabszych ekonomicznie i liczebnie. Dzięki temu mechanizmowi zachowania te (memy)* ulegają powielaniu i wzmocnieniu. Co tworzyło sprzężenie zwrotne. Które doprowadziło do stanu obecnego z dominującymi trzema nurtami.
***
Uważam, że religie w dzisiejszych czasach uległy wypaczeniu. Choć nadal niosą w sobie pierwotny rdzeń, widoczny w „niedorzecznych” zachowaniach. Od czasów powstania tego mechanizmu zaszły w świecie ogromne zmiany – globalizacja. A miejsca na ekspansję swoich jedynie słusznych poglądów jest coraz mniej. Kończy się to wojnami religijnymi, wyprawami krzyżowymi, świętą inkwizycją, stosami, intifadą, dżihadem a przede wszystkim ZABIJANIEM W IMIĘ BOGA.
Uważam się za deistę,
deizm [fr. < łac.], filoz.-rel. pogląd, wg którego Bóg stworzył świat, lecz nie interweniuje w bieg jego zdarzeń; przeciwieństwo prowidencjalizmu; nabrał znaczenia w XVII i XVIII w. (m.in. Herbert z Cherbury, Voltaire, G.E. Lessing; w Polsce bliscy d. byli S. Staszic i H. Kołłątaj)
Takie postrzeganie Boga, implikuje bezpodstawność religijno – dogmatycznej otoczki. Która jak już napisałem została rozdęta do ogromnych rozmiarów. I służy przede wszystkim władcom tego świata do manipulowania społeczeństwem i robienia kasy. Dlatego deizm traktuje jako złoty środek.
Głównym celem religii nie jest już poprawa stosunków współżycia społecznego. Gdyby tak było pierwsze przykazanie brzmiało by: „Nie rób bliźniemu tego czego nie chciałbyś by tobie robiono.” zamiast, „Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną”. Na pierwszym miejscu w Religi jest ona sama. Jest celem samym w sobie. Sztuką dla sztuki z tą małą różnica, że wierzący oglądający tą „sztukę” zostanie zbawiony a niewierny będzie potępiony w piekle w które nie wierzy. Czyli dokładnie tak samo jak w czasach pierwotnych, albo jesteś z nami albo przeciwko nam.
Jak ktoś stawia mi takie ultimatum to odpowiedz jest tylko jedna – jestem przeciwko!
Religie które dopuściły się (i nadal dopuszczają się) ZBRODNI PRZECIWKO LUDZKOŚCI nie mogą być dla mnie wyznacznikiem moralności. Nie chodzi mi o konkretną religię, katolicyzm, judaizm, islam czy co kol wiek innego. Odrzucam je wszystkie z otoczkami, ale pozostaję osobą wierzącą.
APOSTAZJA – na dzień dzisiejszy zdecydowanie nie…”What if i’m wrong?”




Jest wielce wątpliwą tezą wywodzenie religii z władzy. Pełniona rzez niektóre wierzenia funkcja narzędzia władzy nie musi być tożsama z przyczyną zaistnienia tych wierzeń. Takie podejście zbyt łatwo popada w złudzenie jakiejś celowości w procesie kształtowania się wierzenia. Wiara – jeśli jest wykorzystywana jako takie narzędzie – to jest jako takie wykorzystywana obok tego czym jest, a nie dlatego, że została w tym celu pomyślana.
Jak każda wspólnota ideowa wiara nie może istnieć bez społecznej struktury – brak takich struktur doprowadziłby po prostu do anarchii ideowej. W tym sensie wygrywają oczywiście przekonania najliczniejsze, bądź osób o najmocniejszej pozycji. Ale wywodzenie stąd wniosku, że te osoby planują idee religijne dla zabezpieczenia tej pozycji i stają się jakoby fundatorami wierzenia, jest absurdalne.
Oczywiście nie przeczy to temu, że możliwe jest późniejsze wykorzystanie idei przez jednostki, a nawet grupy, czy celowe wpisywanie jakichś nowych idei w system wierzeń; jest to już jednak znacznie późniejsza ewentualność, ewentualność, która może zaistnieć dopiero wtedy, kiedy człowiek nabiera „dystansu” do danej wiary, kiedy nie przyjmuje jej jako własnej. Przykładowo taki stan w Grecji Starożytnej zaistniał dopiero wraz z filozoficznym zwrotem myślenia.
Wiara u swojego zarania to doprowadzone do najwyższego stopnia zdziwienie, przerażenie, uczucie epifanii, świadomość wzrastania i rozwoju, porządku, chaosu, oddziaływania i jego braku, możliwości i niemożliwości, transcendencji, śmierci i życia, nicości i pełni, wyboru, konsekwencji , liczby itd. Wiara wyrasta z myślenia symbolicznego, które jako pierwsze usiłowało uporządkować świat. Jest czymś naturalnym i spontanicznym, a nie jakimś planowanym narzędziem.
Od siebie chciałbym dodać, że zgadzam się całkowicie z poglądami GreenDay’a.
Oczywiście czepiam się szczegółów bo w nich tkwi diabeł. Trochę dziwne według mnie jest nazwanie czasów dzisiejszymi a zaraz potem wspomnienie inkwizycji. Nazwij rzeczy po imieniu. Dzisia problemem jest na przykład pedofilia. Są to sporadycze i rzadkie przypadki, aczkolwiek przez media, które muszą o czymś mówić, pisać pokazywać coś sprawa staje się głośna. Później na zasadzie skojarzeń ludzie przypisują pedofilię każdemu księdzu. I tak powstaje uprzedzenie. Wy nie macie uprzedzeń do np, Ukraińców? Takie uprzedzenie postaje poprzez przekazanie z pokolenia na pokolenie (w tym wypadku po dziadkach). I mimo tego, że nigdy nie znałeś mieszkańca Ukrainy,czujesz do niego niechęć. Oczywiście, każdy ma wybór i może wybrać czy chce kontynuować ten „zabobon”. Tak samo jest z religią. Każdy z nas ma wybór. Chce przyjąć czy nie daną religię. Każdy może zmienić religię. Istnieje wolność wyboru! Więc to co mówi Ricard Dawkins, jest dla mnie niedorzeczne.
Staram się nie odnosić mojej wpowiedzi to chrześcijaństwa, bo jestem osobą i wierzącą i praktykującą, więc ciężko napisać mi cokolwiek o innch religiach.
Weźmy pod uwagę prosty przykład hierarchiczności w kościele katolickim. Jeśli masz rację, że religia służy do podporządkowania ludzi oraz do umacniania i utrzymywania swojej pozycji, to dlaczego nie widać tam przykładów otruć oszustw i innych podłych taktyk, służących do pozyskania awansu? Moja myśl brzmi: gdyby było o co grać, widać byłoby grę. Poza tym to trochę idiotycznę. Po co człowiekowi w podeszłym wieku 60 lat uciechy tego świata? Wyobrażasz to sobie? Chciałoby Ci się czekać całe życie, żeby osiągnąć status biskupa oraz wszelkie prawdopodobne dobrodziejstwa z tym związane? Szybkie samochody? Kobiety? Alkohole? I jakie masz prawdopodobieństwo, że dostaniesz awans na biskupa? Bardzo, bardzo nikłe. Podjąłbyś takie ryzyko? Nie sądzę…
Tak jak powiedziałem, do innych religi nie będę tego odnosił, bo ich nie znam, ale przewiduję, że da się w prosty sposób obalić teorię podporządkowania poprzez religię.
Ten wpis jest tylko przedstawieniem mojego nastawienia przed przeczytaniem książki. Nie chcę robić z tego bloga kolejnego pola bitwy wojujących ateistów z wojującymi kaltolami. Każdy musi (jeśli chce) tą bitwę stoczyć we własnym umyśle. Otoczenie może tylko pomagać lub przeszkadzać przyczyniając się do ostatecznego wyboru który tak naprawdę nie jest nigdy ostateczny. Zawsze można zmienić zdanie.
„”Tak samo jest z religią. Każdy z nas ma wybór. Chce przyjąć czy nie daną religię. Każdy może zmienić religię. Istnieje wolność wyboru!” Więc to co mówi Richard Dawkins, jest dla mnie niedorzeczne.”
Fajnie, że to napisałeś ale nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że to zdanie jest prawie słowo w słowo zacytowanie ze wstępu do 2 wydania „Bóg Urojony”
Głównym przesłaniem książki Dawkinsa jest właśnie WOLNY WYBÓR. Wiec nie widzę tu żadnej niedorzeczności.
Niemniej z ciekawości zapytam. Czy czytałeś Adminie np. „Traktat o historii religii” M.Eliade (ażeby wstępnie zgłębić różnorodność wierzeń na świecie i wraz z autorem szukać pewnych ogólnych prawideł), albo „Symbolikę zła” P.Ricoeur’a (ażeby prześledzić rozwój pewnych pojęć, jak zmazy, winy, grzechu itp.), albo – chociażby – przemyślenia Tolkiena na temat tzw. prawdy mitu? Czy czytałeś cokolwiek w tym tonie, czy zabrałeś się od razu za „Boga urojonego” wojującego ateisty – Dawkinsa.
Ja ze swojej strony proponuję – jeśli już mowa o Dawkinsie – przeczytać najpierw „Samolubny gen” (bo to naprawdę dobra książka), a potem zgłębić postać szanownego autora. Okaże się, że nie jest to jakiś wybitny naukowiec (jak się o nim sądzi), a jedynie bardzo zręczny popularyzator, który przypomniał w znakomicie napisanej publikacji wcale nie nowy punkt widzenia na ewolucję i został dzięki temu sławny. Który obok tego para się też pseudonauką – memetyką (jak najbardziej – memetyka jest pseudonauką i warto o tym pamiętać), czego nie będę mu specjalnie zarzucał, bo prezentuje w niej bardzo ciekawą koncepcję, ale – wciąż – nienaukową, nieweryfikowalną, nie umożliwiającą przewidywania, a z drugiej strony stricte matematyczną, de facto – pustą (bo tam gdzie nie ma mowy o nauce sensu stricto, gdzie nie ma mowy o ścisłym, formalnym przewidywaniu i ścisłej weryfikowalności, pozostaje tylko humanistyczna metoda rozumienia; paranie się w takim wypadku matematyką jest sztuką dla sztuki, równaniem w całkowitej próżni).
Nie wspominając o tym, że koncepcję idealnie odpowiadającą memetyce, ale opartą o metodę rozumiejącą (humanistyczną) wynalazł i znakomicie przedstawił nie kto inny jak – W.Gombrowicz. I jego metoda przynajmniej umożliwia rozumienie, a nawet – bardzo ogólne – przewidywanie, gdyż nie skupia się na matematycznym modelowaniu ewolucji idei (co jest sztuką w próżni, bo nie uwzględnia treści, a formę jedynie), lecz zakładając zachodzenie tej ewolucji, skupia się na jedynym dostępnym nam przy takim ogromie danych poznaniu tego ewolucyjnego rozwoju: poznaniu skupionym na sensie.
Odsłania nam np. rekurencyjność ewolucji (wykształcam pazury do walki, a dzięki nim mogę chodzić po drzewach, co powoduje powstanie nowej dziedziny selektorów; przyjmuję mit romantyczny ze względu na walkę na niepodległość, a wraz z nim wchłaniam idee, które wytwarzają całą nową dziedzinę selektorów i dlatego XX-lecie w Polsce wygląda tak, a nie inaczej), jakie selektory tkwią w naszej polskiej podświadomości, jakie są prawidła skupiania idei w ogóle, ile w nich przypadkowości (własny przykład: jak np. memetyka ma uwzględnić to, że przypadkowe słowne skojarzenie „bez zapojki, bez przesady” – bo padły te stwierdzenia po sobie przypadkiem – zaczyna oznaczać na balandze osobę zaprawioną w piciu, taką co i po porządnym zatoczeniu się dojdzie do pionu, zaczyna oznaczać coś w rodzaju rycerskiego fachu w jakiejś dziedzinie i zamyka się w tej formie; a następnie w czasie powrotu z imprezy pojawia się skater, który wywala się na desce i natychmiast wskakuje na nią z powrotem i
określa się go właśnie tym powiedzeniem „bez zapojki, bez przesady”, co kończy się tym, że pierwszy raz patrzy się na do tej pory nielubianych skatów z sympatią, dlatego, że spojrzało się na nich poprzez bliską sobie formę – wziętą z doświadczeń wspólnego, kumplowskiego picia). To właśnie jest rodzenie się idei, pewnego sposobu patrzenia, syntezy treści.
Gombrowicz uczy takie rzeczy widzieć, uczy je przewidywać i rozpoznawać, uczy nawet celowo kształtować. Gdzie tu do niego memetyka i Dawkins ze swoimi prowadzonymi w próżni badaniami matematycznymi
Stanowczo zalecam samodzielne badanie, a nie czytanie za modą i to badanie przede wszystkim poważnych, naukowych i filozoficznych tekstów, a nie „wyznań wiary”.
PS. I czy nie przyszło Ci do głowy, że mem – jeśli już o nim mówić (bo znacznie treściwsze są pojęcia gombrowiczowskie) – może się rozprzestrzeniać poprzez swoją głębię treściową (pobudzanie do myślenia), zgodność z uczuciami, wartość estetyczną, zdolność syntetyczną (zamykania w pojęciu, czy opowieści skomplikowanej dziedziny rzeczywistości w jej cechach i relacjach istotnych; co ostatecznie wzmaga skuteczność rozumowań), czy nawet sentymentalną (co już samo w sobie jest całym niesłychanie skomplikowanym ośrodkiem ciążenia wielu memów)?
Jak można mówić jedynie o jakimś kryterium ilościowym, czy gospodarczym? A co wtedy z memem: jedzmy g**** – miliony much nie mogą się mylić? Może nie jest zbyt powszechny, bo jednak masa idzie ślepo za podawanymi na tacy myślami? Tylko teraz czy każde społeczeństwo jest masowe? Czy udział osób samoświadomych i intelektualnie wyzwolonych w ogóle społeczeństwa jest zawsze taki sam? Jak było w V wieku w Atenach, jak było w Średniowieczu, jak jest teraz? Jak jest teraz w USA, a jak w Estonii czy Szwecji?
Dlaczego ktoś przechowuje i dba o klaster znaczków, interesuje się ich historią? Mem kolekcjonerski? A może jego zmarła matka się tym interesowała i zarzucenie czegoś czym zajmowała się całe życie, wydaje mu się odebraniem sensu jej życiu, odwróceniem się od tego dążenia jakim była i jakim wzbogacała świat? To mem prosty (bo dotyczy przecież śmierci i uczuć), czy złożony? Załóżmy, że prosty bo powszechny (a właśnie proste według teorii się rozprzestrzeniają najlepiej) i dotyczy śmierci. To dlaczego można o tym zachowaniu napisać książkę i znaleźć w tym jednym memie tysiące memów? I skoro jest taki prosty, to dlaczego we współczesnym społeczeństwie, coraz bardziej zmechanizowanym ulega zatraceniu? Czy prostata i złożoność memu jest względna? To jak mamy dobrać czynniki szybkości rozprzestrzeniania się memu, skoro bazują one właśnie na jego prostocie bądź złożoności?
itd. itd. Czysto formalne zabawianie się w ewolucję idei jest pozbawione sensu. Naprawdę – Gombrowicz swoją myślą jest setki poziomów głębszy od Dawkinsa. To co Dawkins robi, to kopiowanie niemal sens po sensie formalnych aspektów ewolucji biologicznej w dziedzinę idei. Jakież to „genialne”
Nie czytałem tych pozycji, może dlatego, że nie są tak „marketingowe” jak książki w nurcie „anty”.
„Co do Bóg Urojony” to dopiero skończyłem wstępy… w tej materii pośpiech w ocenie i pochopność w podejmowaniu decyzji jest bardzo niewskazany.
Co do „Samolubny Gen” to owszem przeczytam, z serii „Na ścieżkach nauki” mam już 15 pozycji.
Gombrowicza też nie omieszkam. Zaciekawiłeś mnie ta pozycją.
Dawkins
Nie oceniam osoby przez to kim jest tylko co głosi. Nie z dyskryminuję ateizmu i argumentów głoszonych przez Dawkinsa tylko dla tego, że „ściągał na maturze” albo jest pseudo naukowcem. Rozważę wagę argumentów… „Kwestionuj Wszystko” – 10 przykazanie z Bóg Urojony.
MODA.
Pytasz czy w czasach zaszłych było więcej ludzi wolnych i światłych i czy jest ich dziś więcej czy miej. Ja sądzę, że więcej i nie jest to przejaw mody ale dostępu do informacji i wiedzy, szkolnictwa powszechnego a czasem przekomicznych zgrzytów pomiędzy tezami głoszonymi przez katechetów i nauczycieli biologi. Znam to ze swojego podwórka…
MEDIA
Do tego dochodzi internet, który zrewolucjonizował dostęp do wiedzy, w telewizji nie można podjąć równej dyskusji na ten temat… bo wg. statystyk 99% Polaków to Katolicy i nie ma co marnować czasu antenowego na siewców szatana i komunistów za jakich uważa się ateistów. Dlatego internet ze swojej technologicznej natury jest tym czynnikiem wyzwalającym. Jest to dobre wyjaśnienie „nagłego” wzrost ateistów. Cenzura tu nie sięga, w trakcie zażartej dyskusji nie dostaniesz w twarz jak oponentowi skończą się argumenty merytoryczne i przejdzie do argumentów siły. (którymi się brzydzę)
Dlatego uważam, że wzrost liczby (jeśli taki jest) nie jest modą a jedynie konsekwencją dostępu do odpowiednio obiektywnego medium jaki jest internet. Tą tezę można łatwo udowodnić lub obalić sprawdzając korelację pomiędzy liczbą ateistów i agnostyków a liczbą ludzi z dostępem do internetu. Jeśli to internet wywołał falę ateizmu to nie jest to moda a jedynie obiektywizujący wpływ technologii.
MEMY
W gwoli wyjaśnienia, uważam że: „religia to sformalizowane zbiorowisko memów”.
Owszem, ale jak pisałem memy konkurują ze sobą w społeczeństwie. Wygrywają, utrwalają się w społeczeństwie te najsilniejsze, przy czym ich siła w cale nie wynika z ich początkowej liczebności tylko przez „chłonność” z jaką pojedyncze jednostki owe memy przyjmują. Memy bardzo trudno jest stworzyć, zwłaszcza dziś, co innego 2000 lat temu.Dziś wydaje mi się to bardzo kosztowne, a jeśli będą niefunkcjonalne to zanikną samoistnie. Tylko trwałe memy maja pływ na zachowanie społeczności. Więc nikomu nie wmówisz, żeby jadł g…o razem z muchami. Ale jesteś wstanie wmówić komuś, że po drugiej stronie góry są smoki. Tym łatwiej im mniej prawdopodobne będzie to ze manipulowany odważy się pójść za górę. Teraz miliony osób poszły i zobaczyły, że za górą smoków niema. Lecz liczba tych co się bała była znacznie większa. Dziś ci co wrócili za góry starają się wytłumaczyć tym bojaźliwym, że ich strach był bezpodstawny (ale wartościowy dla grupy społecznej bo trzymał ją w całości) a Ci co się bali starają się wytłumaczyć tym co sprawdzili ze się mylą i za słabo szukali. I w ten sposób rodzą się wojujący ateiści i wojujący wierzący… ale tylko ci drudzy wysadzają się w imię BOGA…