Koniec z poborem wojskowym
W odniesieniu do artykułu na www.gazeta.pl..
Nareszcie proces uzawodowienia Armii Polskiej rozpoczął się na dobre. Nie mam wątpliwości co do tego, iż uzawodowienie armii poprawi jej efektywność ekonomiczną i ogólnie pojętą jakość. Zamiast tracić kupę kasy na szkolenie wymieszanej zbieraniny leserów i zapalonych żołnierzy. Część osobników takiej masy ciągnie resztę do dołu. Przyczyniając się do szerzenia niepożądanych zjawisk społecznych, jak narkomania i alkoholizm. Jednak część z tych poborowych idzie na ochotnika bo ma nadzieję/marzenia/wyobrażenia, iż choćby krótka służba wojskowa (szkolenie) jest im potrzebna, z różnych powodów. Od patriotyzmu po choćby przygodę lub po prostu lubią militaria.
Pozornie może Ci się to wydać sprzecznością… jeśli powiem, że jestem pacyfistą, ale zaliczam się do tej drugiej grupy. Choć nie było mi dane być w wojsku, to bardzo bym tego chciał. Nie za długo ale jako absolwent mogłem iść na 3 miesięczne przeszkolenie wojskowe. Może jeszcze w październiku się załapie ale to raczej marne szanse.
Pytanie po co?
Po to by w razie wojny nie być pierwszą linią mięsa armatniego. Jako kapral podchorąży był bym może 3 linią. Ale nie o mięsko mi chodzi. Chodzi o wiedzę, umiejętność posługiwania się bronią, znajomość struktur dowodzenia, zachowań, rozkazów i całej tej otoczki logistycznej jakiej można by się spodziewać w razie konfliktu zbrojnego na trenie RP.
I tu dochodzę do sedna. W uzawodowieniu armii dostrzegam pewne zagrożenie. Likwidacja przymusowych szkoleń oznacza powolną utratę tej wiedzy ze społeczeństwa. W razie konfliktu 120 tysięcy żołnierzy Polskiej armii zawodowej zostało by pokonanych w ciągu kilku tygodni. Nawet gdyby nie została użyta broń nuklearna.
Nawet taki fenomenalny Blitzkrieg z 2003 roku w wykonaniu armii USA w Iraku, zakończył się przejściem do wojny okopowej a dokładniej mówiąc do partyzantki. Po upadku armii, jedyną rzeczą jaka pozostaje społeczeństwu i powstrzymuje okupanta jest wojskowe podziemie – partyzanci dziś potocznie zwani terrorystami. Oczywiście w obecnej sytuacji geopolitycznej możemy się czuć bezpieczni, przecież NATO nam pomoże…
…tak jak za czasów II Wojny Światowej.


Całkowicie się z Tobą zgadzam.
To że powstanie armia zawodowa, spowoduje, iż duża grupa ludzi, którzy potencjalnie nadają się na żołnierza, nie będzie potrafiła prawidłowo zachować sie w sytuacji konfliktu zbrojnego. To… przykre.
W tym roku idę na studia i mam wielką nadzieję, że zaliczę to 3 miesięczne szkolenie.
Jak myślisz, czy za zjawisko „fali” w wojsku odpowiada wspomniany przez Ciebie margines społeczny zajmujący się także narkotykami i alkoholem? Czy inaczej, jest to zjawisko uzależnione od predyspozycji psychicznych żołnierza? A może istnieje inna przyczyna fali?
Obecnie „stare” wojsko nie miało, przynajmniej teoretycznie styczności ze „świeżakami”. To znaczy, że okresy szkoleń nie nachodziły na siebie. Nowo powołani do szkolenia 3 miesięcznego poborowi byli tylko w śród swoich i pod dowództwem zawodowych żołnierzy przeprowadzających szkolenie.
A jeśli chodzi o czynnik aspołeczny, to wszędzie znajdzie się jakaś czarna owca. Czy to podstawówka, zawodówka czy technikum zawsze jest jakiś prowodyr. Oczywiście można by się spodziewać, że środowisko wykształconych absolwentów, będzie przejawiać bardzie cywilizowane zachowania społeczne.